wtorek, 20 grudnia 2011

pośpiech

Święta...święta. Tak je zawsze kochałam. Proporcjonalnie do tego jak bardzo obawiałam się tego, co mnie podczas nich spotka.
Tak często były przykre, bolesne, niechciane. A te? Te są inne. Tajemnicze. Zrobiłam krok na przód.
Czuję klimat, który postaram się zachować .
W tym roku nie będę już na Ciebie czekać.
Nigdy nie wrócisz. 
A mnie spadł kamień z serca. I wyzwoliła się ulga.



Święta są dla najbliższych. Już do nich nie należysz. Te będą lepsze.

czwartek, 15 grudnia 2011

drzazga

Mijają kolejne dni, a dla mnie jakby zatrzymał się czas.
Pewnie wielu ludzi cieszyłoby się tym jak darem, a dla mnie jest to tylko przekleństwo. Czuję jakbym zastygła w locie, jakby ktoś spętał mi skrzydła nim zdążyły się rozwinąć. To takie nieprzyjemne.

Piszę. Piszę książkę, a na jej stronach ukryłam kawałki siebie - rozszczepioną duszę, której i tak nie dane byłoby powrócić. Więc mogę zrobić chociaż tyle, pozwolić jej wędrować, docierać tam, gdzie sama bym jej nie zabrała.

I poszukuję. Czekam z głupią nadzieją. Chciałabym żyć wiecznie. Nie martwić się przeszłością i nie bać się przyszłości. Nie myśleć o śmierci i nie czuć piekących łez na policzkach. 
A jednak tak daleko mi do tej chwili. O wiele dalej niż jakakolwiek gwiazda zdążyła zawędrować.
I wiem, że to uczucie nigdy nie zniknie. Zagnieździło się i bedzie ze mną na zawsze.


Chcę otworzyć oczy i spojrzeć na świat inaczej.
Chcę by wszystko odeszło.
Chcę wyłączyć emocje.

środa, 23 listopada 2011

Ulotne , magiczne chwile.

Znowu zawitałam do Wrocławia. Na chwilę...bo jak mam nazwać te kilkanaście godzin w pośpiechu?
Nie czułam magii miasta, a przynajmniej nie czuję jej już tak silnej. 
Tyle znaków zapytania, tyle żalu.
Pokaz. Kolejny. Czekałam na niego od maja... Jestem szczęśliwa, że mogłam w nim wziąć udział. Spełniam się. Naprawdę to lubię.

Pobudka tak wcześnie i pośpiech, byleby tylko zdążyć na pociąg. I te prawie siedem godzin podróży... 
Spotkanie z Sergiejem, krótki spacer, kawa, Jack Daniels w Spiżu. 
Spóźnienie na przygotowania i kilka godzin szykowania się na wybieg. 
I poznałam Skibę ;) Spotkałam się znów z dziewczynami :). 

I sam pokaz, mała nutka strachu, może stres i kilka chwil tylko dla mnie. 
Dla takich chwil można żyć.


Ale...to mało, wciąż za mało. Chciałabym pospacerować po Wrocławiu... Zrobić zdjęcia... powspominać... tęskno mi czasem do przeszłości..


Z tego wszystkiego najważniejsze było to, że pojechałam tam z fajnymi ludźmi : Maciek, Ania, Mariusz, Alicja..

I dziękuję Maciek, że chciałeś ze mną tam zostać, to naprawdę dużo dla mnie znaczy. :)


z braciszkiem w Spiżu na Danielsie

z Alicją , backstage

tuż przed występem

z innymi modelkami :D
wybieg i mój zaciesz ^^
  
z braciszkiem i Mariuszem
play ;D
    
wybieg
  
wybieg
  
wybieg
  
wybieg
CREDIT:
zdjęcia: Maciek Wierzchowski & Mariusz Sołtysiak

czwartek, 10 listopada 2011

serce - moje największe przekleństwo

Nigdy nie sądziłam, że kilka słów może zniszczyć komuś świat. Że coś, co nie dotyka bezpośrednio może złamać, rzucić twarzą w piach. A jednak. Jak wiele muszę się jeszcze nauczyć? Chciałabym potrafić przyjmować wszystko na chłodno, na spokojnie. Ale nie potrafię. Próbuję i uczę się dzień po dniu, ale na to potrzeba tak wiele czasu i wsparcia tych, na których jeszcze mogę polegać.
A nie ma takich osób wiele. I boję się ufać kolejnym. 
Słyszę, że życie mnie nie skrzywdziło, że nie jestem z tym wszystkim taka sama, ale co oni mogą wiedzieć, co może wiedzieć osoba, która nie doświadczyła tego samego co ja, która nie siedzi w mojej głowie i nie widzi tych wszystkich obrazów, nie ma pieprzonych flashbacków sprzed kilku/kilkunastu nawet lat, które tak bardzo bolą... szczególnie teraz, kiedy dorosłam i mogę zrozumieć, co wydarzyło się tak naprawdę i jakie wtedy padły słowa. Nie potrafię tego tak po prostu wyrzucić z siebie. Nie da się też z tym pogodzić, choć łatwo mówić, że ulga przychodzi, kiedy godzimy się z demonami. 
Mam je wchłonąć w siebie? Uciszyć? Będą się budzić raz na kilka lat i nigdy nie będę tak naprawdę wolna.
Próbuję się czymś zająć. Fotografia, choć tak wiele brakuje mi jeszcze do spełnienia. Książka...choć ciężko się skupić, muszę jakoś dać sobie z tym radę.
Czasem tęsknię za zwykłym, jesiennym, beztroskim spacerem, na którym nie rozmawia się na ciężkostrawne tematy. Który jest jedynie odpoczynkiem.
Albo wygłupami ze znajomymi, które nikogo nie ranią, a wnoszą tyle radości.
Czasem tęsknię za Jas' albo Figaro. Któryś zawsze podbiegał, przytulał zimny nosek do mojego policzka, a później kładł głowę na kolanach i nie pozwalał się smucić.
Czasem tęsknię do czegoś, czego nie umiem nazwać, czego się tylko domyślam i przed czym się bronię. 
I czuję się potwornie słaba, słaba jak jeszcze nigdy.
Nie wiem kogo prosić o pomoc, nigdy nie pozwalała mi na to duma... a teraz... teraz nie umiem już sobie radzić z rzeczywistością.

sobota, 5 listopada 2011

strong enough

Fight the fight alone
When the world is full of victims
Dims a fading light
In our souls
 
 
 
jest tyle słów które chciałabym powiedzieć
nie potrafię
tak wiele mnie dusi i nie pozwala zasnąć spokojnie i wymusza na mnie potoki łez których nie potrafię zatrzymać
nawet nie wiem jak mam się zabrać za opowiedzenie tego wszystkiego 
nie chcę tylko by ktokolwiek czuł się winny moich łez smutku milczenia i odizolowania się od świata
ja po prostu nie potrafię sobie pomóc
nikt nie potrafi 
to się nigdy nie skończy jest coraz gorzej nie mogę racjonalnie myśleć kiedy znów mnie to dopada
tak wygląda depresja? nie wiesz co się z Tobą dzieje 
i gołym okiem masz pogorszone samopoczucie
nie mam na to siły to nie jest po prostu dołek 
to wypala od środka
wywleka z pamięci wszystko najgorsze co zrobiłam i powiedziałam w swoim życiu
i stawia znów na przeciw mnie 
coś z czym nie umiem walczyć coś co od początku ma nade mną przewagę

w głowie nadal tylko jedno pytanie
jakby ktoś szeptał mi wciąż do ucha:
dlaczegodlaczegodlaczego?!


kurwa....
po prostu mi odpowiedz..

środa, 2 listopada 2011

czarne ptaki


Spacerowałam wczoraj wśród kolorowych smutnych liści po jednym z warszawskich cmentarzy. Widziałam kolorowe świeczki na tylu grobach, kwiaty: sztuczne i żywe przeplatające się ze sobą całą gamą kolorów. Widziałam wielu ludzi, którzy na chwilę zatrzymywali się przy zimnych pomnikach.
Nie chciałam pamiętać. Powinnam, a jednak usilnie próbowałam wyrzucić myśli z głowy. Nie udało się.
Tęsknię za Tobą. Każdego dnia bardziej. Ciągle czuję pustkę, która powinna być zapełniona. Chciałabym jak malutka dziewczynka podbiec do Ciebie ze śmiechem, wspiąć się na palce i wdrapać na Twoje kolana. I zobaczyć jeszcze raz ten uśmiech, poczuć jak głaszczesz mnie po głowie.
Nie umiem myśleć o śmierci. Napawa mnie strachem. Brakuje mi Ciebie strasznie. Wiem, że gdzieś tam jesteś, musisz być. Bo jaki byłby sens życia gdyby tak nagle się kończyło...? 
Uśmiechałam się, robiłam zdjęcia, ściskałam za rękę M., który szedł tuż obok mnie.
A w głowie miałam wojnę. 
I tę wojnę przegrywam raz za razem...

[*]

wtorek, 25 października 2011

pogodzić się z demonami przeszłości

Jak można pogodzić się z czymś, czego nie można wybaczyć?
Co dusi tak mocno, że nie sposób zapomnieć?
Odbiera siły i radość... i stajesz się tak kurewsko wyjałowiony w środku.

I mijają lata. Nie rok, czy dwa... mija ich kilkanaście, a Ty nadal masz wyrwę w sercu, drzazgę, która nie ruszyła się nawet na milimetr. Wszystko dokoła niej zgniło i zczerniało i każda próba ruszenia tego do przodu kończy się bolesną porażką.
Nie można się wyłączyć i po prostu zacząć żyć swoim, nowym życiem.
To ciągle jest za nami i ciągle do nas wraca.
Spowalnia, wyciąga łapę po nasze nogi i wlecze jak psa znowu na start.

Nienawidzę Cię. Nienawidzę Cię z całego mojego serca. 
Nigdy, przenigdy Ci nie wybaczę. Nawet w moim/Twoim ostatnim dniu tutaj będę czuła jak dalej gnije moje serce. Będę pamiętała każdą krzywdę jaką mi/ nam wyrządziłeś i jak odciąłeś się od wszystkiego wpadając w nowym życiu w to samo bagno. Z tym wyjątkiem, że potrafiłeś je zaakceptować a ja...ja byłam tą, która musiała to udźwignąć.

Z każdym kolejnym dniem boli mocniej. Więcej niezrozumienia i chęci poznania tej jednej odpowiedzi. Nie wiem już nawet czy jest sens pytać.
Jesteś dla mnie tak obcy... a czasem przychodzą chwile kiedy czuję silną potrzebę bez słowa Cię przytulić, poczuć ciepło jakiego nie będzie nigdy potrafił dać mi żaden inny mężczyzna. 
I za to, nienawidzę Cię jeszcze bardziej, tym samym trudniej mi zaakceptować samą siebie....

Te wszystkie przepłakane noce, KAŻDA łza... to wszystko przez Ciebie.
Oddałabym wszystko, żeby całą swoją gorycz, każdy ból, każda jedną noc kiedy byłam w piekle przelać na Ciebie.
Największym szczęściem dla mnie jest Twoje cierpienie w stopniu idealnie proporcjonalnym do mojego.

środa, 19 października 2011

próby. mosty palone

"Nie pal za sobą mostów".



A może tak jeszcze raz, a może tak jeszcze jeden? 
Chcę zacząć na nowo, a budzą mnie jeszcze demony przeszłości. Jak długo to wszystko będzie trwało? 
Chyba powinnam wszystko zmienić. WSZYSTKO.

Tak mi teraz dobrze.

piątek, 14 października 2011

Mary...

Chciałam Go zobaczyć, przyznaję...dawno nie przychodził do mnie w snach.
Dziś znów zobaczyłam Jego twarz, wtedy tak wyraźnie....po przebudzeniu znów była tylko mgłą.
I ta bezsilność kiedy nie potrafiłam przypomnieć sobie Jego głosu...bo minęło już tak wiele czasu.
W tym śnie był wciąż taki sam, jakim Go zapamiętałam: uśmiechnięty i troskliwy. Przytulił mnie mocno do siebie i obdarzył tym najpiękniejszym uśmiechem. Poczułam ciepło, czułam je nawet kiedy już nie spałam, bałam się otworzyć oczy choć druga część snu mnie do tego zmusiła.
I ciemność, która za Nim przyszła. Zmiana scenerii i ta okropna rzeka, której tak się boję.
I On, gdzieś wyrzucony na brzeg, krótka wiadomość gdzie mamy Go szukać i ciało w kilku kawałkach przywiezione do domu.


Dlaczego kiedy się obudziłam trzymałam w ręku telefon i chciałam do Ciebie zadzwonić? 
Dlaczego czułam tak piekące łzy kiedy zdałam sobie sprawę, że to sen, że Ciebie nie ma.. nie ma już 11 lat. I pewnie nigdy już Cię nie zobaczę.
Może jest coś po Drugiej Stronie. Jestem w stanie w to wierzyć, jeśli tylko to pozwoli mi znów się z Tobą zobaczyć.
Godzinami siedzę i za Tobą tęsknię. Zawsze byłeś dla mnie kimś najważniejszym, Opiekunem i murem bezpieczeństwa. 
Tak bardzo chciałabym się do Ciebie przytulić.

[*]


czwartek, 13 października 2011

cannot live in the past

Teníamos tantos sueños
Que jamás los vi cumplir
Planeando siempre el mañana
Pero ahora estoy sin ti

Y voy a subirme a este tren no me importa el destino quiero estar conmigo
Saber q también yo valgo la pena
Y que mi corazón ha estado tan tibio
Por falta de amor y en este vagón
Vi en los ojos de alguien más a tu corazón



Pora zamknąć rozdział.

sobota, 8 października 2011

i've become so numb

Czasem jeszcze siedzę na łóżku i ściskam w dłoni cały swój smutek. I nie potrafię się go wyzbyć.
Nie potrafię się wyłączyć, a to bardzo męczy. Czuję się tym ograniczona, jakaś pieprzona bariera która nie pozwala mi być sobą.
Jakby na nowo tworzył się ten toksyczny pancerz. A przecież tyle się starałam, żeby go zniszczyć. 


Fight the fight alone
When the world is full of victims
Dims a fading light
In our souls


Nie potrafię jasno określić czego mi brakuje. Zrobiłam duży krok na przód i myślałam, że teraz będzie już dobrze. Nie jest. Boję się, że nie będzie. Chciałam całe swoje życie wziąć we własne dłonie, schronić się, ułożyć wszystko po swojemu, ale przeszłość nie zniknęła - podążyła za mną i gdzieś się przyczaiła.
Wypełza jak wąż kiedy tylko zaczyna być na tyle cicho, by można było skupić myśli. I atakuje kiedy nie mam jak się bronić. Co za ścierwo.

A czas płynie...i staram się przyzwyczaić, dorosnąć, tak nagle z dnia na dzień wziąć odpowiedzialność za całe swoje życie. Potrzebuję czasu na każdą z tych rzeczy, wsparcia, uczucia, cierpliwości.
To wszystko jest takie trudne. Do tego dochodzi setka wspomnień, które tak cholernie ranią. Dlaczego po prostu nie można tego wyrzucić z głowy i zacząć żyć z czystą kartą...?
Tabula Rasa.... Czy tylko raz mogłam ją dostać?

Co będzie później skoro już teraz żałuję połowy swojego życia.... [?]

sobota, 1 października 2011

Przynależność.

Co się dzieje, kiedy oddajemy komuś całych siebie?
Komuś wyjątkowemu, kto potrafi zaczarować każdą chwilę i sprawić, że czas się zatrzymuje?
Miesza ból z rozkoszą i żal z bezgraniczną ufnością? 
Cały organizm nagle się przestawia:
serce zaczyna uderzać dwa razy mocniej i trzy razy szybciej, myśli krążą wokół jednego imienia, a usta wciąż je wymawiają niestrudzone.


Czy tak się kocha? Łzy naprzemiennie z wybuchami śmiechu?
Wątpliwości z pewnością, że wszystko będzie dobrze?
Taka ślepa naiwność - istny paradoks.
I już na zawsze pozostanie ta jedna niewiadoma...
Zawsze będziemy obawiać się diagnozy, że miłość nas oślepiła, że to nie jest szczęście.
Ale nie chcę się budzić. Chcę trwać w tym śnie.

Kochaj...

Przychodzi taka chwila, kiedy zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie. Każdy czyn, każdy krok kształtuje naszą przyszłość i nas samych. 
Zazwyczaj kiedy dopada nas setka obaw i strach...paniczny strach przed kolejnymi latami, podczas których - być może do końca życia - będziemy żałować , że daliśmy ponieść się chwili.
Ale czy ja będę żałować?
Człowiek został stworzony słaby, ale nikt nie odebrał nam woli walki, a ta nas umacnia.

Jedyne czego się boję, to to, że Cię straciłam.
Bo jaki jest sens żyć dalej kiedy ktoś odebrał Ci całe Twoje życie?

Byłeś moim porankiem, wieczorem, dniem i nocą.
Wschodem i zachodem słońca.
Księżycem w każdej jego postaci.
Byłeś wszystkim dla czego warto żyć.



Jaką cenę przyjdzie mi za Ciebie zapłacić?

niedziela, 25 września 2011

Puk Puk. Kto tam? Szczescie.

I cóż mam powiedzieć? Nie ma na to słów. Nie ma.
Jestem szczęśliwa. Uśmiecham się. Non stop. Do ludzi na mieście, do gołębi które wygłodniałe niemalże na mnie polują. Uśmiecham się do odbicia w lustrze, a wszystko w okół z problemami włącznie przestaje dla mnie istnieć. A przynajmniej nie jest w już w kategorii: nie do pokonania. 
Tym razem to ja jestem wygrana. Jest mi tak dobrze, że chyba nie może już być lepiej. Wszystko nabrało kolorów. Wszystko co robię,co czuję, czego doświadczam jest jak najpiękniejszy film. 
Dziękuję. Za każdą sekundę...

wtorek, 20 września 2011

Gorycz.

Jestem niemożliwa. Wredna i ironiczna do bólu. Nienawidzę się za to. Nienawidzę się za nagłe wybuchy gniewu, za słowa jakie padają wtedy z moich ust. Za to, że tak bardzo ranię najbliższych...że robię to wciąż i wciąż.
NIENAWIDZĘ. 
Gdybym tylko miała siłę to zmienić. 
Jestem słaba. Nawet nie potrafię przestać...

niedziela, 18 września 2011

Sen o przyszłości.

Dni wahania liczone w setkach. Już nie w dziesiątkach...w setkach. 
I łzy, tak wiele niepotrzebnie wylanych łez. Próby dorastania - za szybko, zbędne.
Kolejny rok kiedy dojrzewałam psychicznie znów kilka kroków w przód - kradnąc własny czas.
I spontaniczność, która wkradła się nagle, nie wiem nawet kiedy. 
Zburzyła mój fundament,  złamała moje wszystkie zasady,wszystkie reguły według których żyłam .
Euforia na ustach tuż po tej dawce strachu, który zwalił mnie z nóg.
Ekscytacja, nieświadomość i szczęście - dzikie,nieuchwytne... przez chwilę tylko dla mnie.
Nie liczyło się nic poza tą chwilą,poza tą łzą, poza tym, co wirowało w mojej głowie.
Boże...nie chcę żałować.
Nie każ mi żałować...


Muzyka, która intensywnie koiła moje zmysły.
Czerwone wino tak przyjemnie zamroczyło moje myśli.
Subtelna mgła igrająca z moimi powiekami.
I Noc, która pozwoliła byśmy byli sami.
Dłonie Twoje, które były dla mnie żarem.
I oddech płytki pod przyjemnym ciężarem.
Nagły zanik mojej świadomości...
Niczego tak nie chciałam, jak Twojej miłości.


I was praying that you and me might end up together.
It's like wishing for rain as I stand in the desert,
But I'm holding you closer than most,
'Cause you are my heaven.

środa, 14 września 2011

Granica Czasu. Część pierwsza.

Znów minęło zaledwie 'parę dni', a czuję jakby uciekły ich setki. 
Straciłam jedną osobę, pozbierałam się - widocznie jestem silniejsza niż mi się wydawało.
Czy to jest ten prawdziwy świat? Świat, w którym tak bardzo się do siebie przywiązujemy, a na końcu wspólnej drogi łączy nas już tylko żal?
Bawimy się sobą póki starczy sił, brnąc w tę iluzję, która mami nas swoją perfekcyjnością, usidla, zniewala, związuje ręce, knebluje usta i biczuje do wycieńczenia.
Mam tego dość.  Mam dość znajomości, które nie przynoszą nic poza rozgoryczeniem i uczuciem, że żałuję wszystkich wspólnych godzin. Żal jest gorszy niż tęsknota. Sprawia, że zaczynam nienawidzić własnego odbicia. Gniję w środku.
Nie pozwolę na to, wiesz?
Jesteś dla mnie skończonym etapem. Przejściowym i choć bolesnym - nic nie wartym.  Dlatego dzień, w którym zniknąłeś z mojego życia był dniem, w którym zrzucono mi z serca kamień. Z Syzyfa, który musiał go taszczyć , stałam się Ikarem. I choć daleko mi do stworzenia skrzydeł wiem już, że mogę być wolna.
Ktoś odkrył wewnętrzną część mnie. Pancerz, który budowałam siedem lat pokruszył się jak szkło. I nagle nic nie pozostało z mojej obojętności, pogardy i wyższości. 
Czy żałuję?
Wczoraj obserwowałam ludzi uciekających przed deszczem. Kryli się jak szczury pod parasolami i w bramach. Biegli na oślep. Jakby bali się, że za chwilę te zimne krople zmyją z nich maskę i cały świat zobaczy jacy są naprawdę.
A ja... po raz pierwszy od tak długiego czasu mogłam po prostu się nim cieszyć.
Szłam powoli pozwalając by zimne stróżki spływały po policzkach. Chwilę później z oczu popłynęły czarne kropelki, a na ustach zagościł uśmiech. Chciałam więcej i więcej. Poczułam się lekko. 
Może to oczyszczenie po tym wszystkim co wsiąkło w ten krępujący pancerz. 
Nie mogłam pod nim oddychać. A teraz znów czuję ten delikatny zapach deszczu, słyszę dźwięk spadających kropel i czuję jak zimny stał się wiatr. 
I jestem szczęśliwa.

Chciałam coś zmienić w swoim życiu. Czuję, że zaczęłam je od nowa i mam zamiar bawić się nim na całego.
NICZEGO NIE ŻAŁOWAĆ!
Niedawno zrobiłam sobie tatuaż. Duży, śmiały krok. Nie żałuję - wręcz przeciwnie. Ilekroć o tym pomyślę cieszę się, że to była moja spontaniczna decyzja. 
Zastanawiałam się wielokrotnie nad motywem, przesłaniem, projektem...
Dlaczego w końcu upadły anioł? 
One są wolne. Symbolizują bunt, ale i wolną wolę. Podejmują decyzje, które niosą ze sobą ogromne konsekwencje - dając tym samym nowy start- życie na własną rękę.
Ich skrzydła niosą w sobie piękno i odrazę. Są pokryte bliznami - okruchami przeszłości, która ich ukształtowała. Ale blizny nie bolą, a zrośnięte skrzydła wciąż mogę je unosić.
Nie mogłam wybrać inaczej.



Czasem czuję jeszcze takie małe ukłucie. O tu... pod tymi kostkami... tam chyba jest serce. Czasem o sobie przypomina.
I nie wiem dlaczego tak bardzo chcę Cię mieć. Chyba dlatego, że nie mogę.
Jesteś moim lustrzanym odbiciem. Powinieneś być blisko. Tak bardzo Cię potrzebuję. Nie chcesz mnie... 

"Jestem lżejsza od fotografii
Z których będziesz mnie teraz wycinać
Będę milczała - i tak jestem martwa

Odchodząc zabierz mnie"

 Mętlik w głowie... Ale kiedy to wszystko wyrzucam czuję się lżej, czuję, że mogę znów poprawnie funkcjonować. Propos funkcjonowania...jestem jak prawdziwe zombie. Prawie nie sypiam, za to po 12 godzin [ teraz trochę mniej... w sumie ładne trochę... -.-] siedzę w pracy.

Tu chcę od razu przeprosić Margarytkę za nasze nie-spotkanie... :(
Mam nadzieję, że to nadrobimy! Szybko ;-)


CDN...
[ a będzie tego trochę ^^]



poniedziałek, 25 lipca 2011

Dorosłość. Kilka kroków ponad.

`Dorastam`. To słowo od kilku dobrych dni krąży mi po głowie i za cholerę nie chce sobie pójść. Bez niego byłoby lżej, byłoby łatwiej, ale jestem świadoma, że przemiana zawsze jest trudna i męcząca. 
Dlaczego wciąż o tym myślę? Nie umiem sprecyzować. Może dlatego, że chcę się usamodzielnić a do tego trzeba dojrzeć? Może dlatego, że zaczęli mnie interesować inni ludzie, że nie myślę tylko o sobie samej i mój cel życiowy jest nieco inny niż powrót po zajęciach do domu...
Teraz pracuję. Pierwszy raz naprawdę się do tego przykładam i pojawiam się w pracy codziennie bez zbędnych myśli o jej zmianie. To prawda, że po 12 godzinach jestem zmęczona, ale każdy jest kiedy pracuje non stop przez 5 dni po te 12 godzin, w soboty 8 i ma tylko [jak na razie] jeden dzień wolnego. 
Więcej czytam... Co oznacza `więcej`? Codziennie książkę? Jeśli ma po te 300 stron to owszem - czytam w jeden dzień - w pracy. Inne...na takie po 400, 600, 800 stron poświęcam 2, 3 dni, ale czytam uparcie. I tak przebrnęłam już przez `Hellsinga`, `Wampira z M-3`, `Kochałem ją`, `Krew Elfów`, `Postrach-Zdrój`, `Piątą kobietę`, `Uśmiech Machiavellego` i obecną biografię Alberta Einsteina: `Einstein. Jego życie, jego wszechświat`.
Czy czuję jakąś różnicę? Ogromną. Każda książka wnosi do naszego życia coś nowego, przez co stajemy się bogatsi. Lubię czytać. Książki dla mnie to nie tylko skarbnica wiedzy, ale przede wszystkim brama do zupełnie innego świata, w którym mogę się niewinnie pojawić nie ingerując w niego.

***
Czuję się też bardziej już kobietą niż dziewczynką. Nie umiem powiedzieć dlaczego. Tak już jest i koniec. To takie przyjemne uczucie, które aż unosi do góry - odczuwam każdą choćby najmniejszą zmianę. A życie nagle stało się takie `inne`, jakby ktoś pokazał mi jego drugą stronę - tę, którą mogłam zobaczyć dopiero kiedy dorosnę.
Czy można w ogóle ustalić kiedy przestaje się być dzieckiem, a zaczynają mówić o nas `młodzież`? Kiedy z nastolatka stajemy się dorosłym, do którego częściej kierowane są słowa:  `nie wypada`? Kiedy tracimy przywilej wiecznie niewinnego człowieka?
A kiedy stajemy się starcem, który nie nadąża już za światem mając w pamięci jedynie chwile kiedy był panem i władcą swojego życia?
Nie da się. Po prostu któregoś dnia wiemy, że to się stało... że zamknął się za nami rozdział. 
Mój też. Właśnie teraz. To oznacza, że mam przed sobą kolejną czystą kartę. Zapiszę ją tak, by była najpiękniejszą, najbardziej kolorową częścią mojego życia. 

***
Słucham Roguckiego. Miłość do jego twórczości nigdy nie minie. Czyste uwielbienie, które zrozumiem tylko ja i które tak często spotyka się z chłodną krytyką moich przyjaciół.
Jego muzyka była ze mną w najtrudniejszych momentach i została też teraz kiedy jest mi lżej. Ukształtowała spory kawałek mnie i złożyła autograf, który zarósł się w sercu - tam już pozostanie.

***
Znowu zaczęłam się uczyć. W dużej dawce. Szczególnie angielskiego, choć dobrze wiem, że mało mi zostało do osiągnięcia idealnego poziomu. I znów do łask powróciła biologia. Dołączę do tego chemię. Będzie dobrze, przecież i tak mam wiele czasu. 

***
Jak się czyta ludzkie myśli?
Nagle [?] zaczęłam interesować się psychologią. Może nie tak nagle, ale z całą pewnością teraz o wiele bardziej. Książka za książką, magazyn za magazynem. 
Próbowałam doszukać się w sobie powodu. Znalazłam dwa. 
I - Chciałabym wreszcie poznać samą siebie na tyle, żeby odkryć dlaczego tak bardzo nienawidzę ludzi.
II - Chciałabym rozpracować, rozłożyć na części pierwsze takiego człowieczka, który wzbudza we mnie tyle agresji.
Pewnie znalazłoby się więcej powodów jak chociażby chęć nauczenia się perswazji, kontrolowania snów czy efektywnego myślenia przy ciężkiej i długiej pracy. W każdym razie taki temat na pewno przemyślę, może zainteresuję się tym nieco bardziej. 
Chciałabym potrafić tłumić emocje, przynajmniej w niektórych sytuacjach. Ich nagłe wybuchy są bardzo męczące i po kilku takich razach jestem wycieńczona. 
Raz tryskam szczęściem na prawo i lewo , często uśmiecham się do własnych myśli ignorując wszystko i wszystkich w okół.  Innym razem daję upust całej rozpaczy jaka zatruwa mi organizm. Gdybym ją tłumiła - zgniłabym od środka - męczeńska śmierć.
Propos męczeństwa: awantury w domu przeszły na wyższy level. Nie cieszy mnie to, ani nie przeraża...jedynie szarpie mną od wewnątrz i roztrzaskuje na kawałki mój wewnętrzny pancerz. A przecież każdy z nas jest w środku małym mięczakiem, którego tak łatwo można skrzywdzić. Bronię się. Słowami i czynami, których żałuję pięć sekund przed wypowiedzeniem i zrobieniem...a mimo to ranię, ranię innych w obronie własnej. To powinno być karane.
Czasem nienawidzę własnego odbicia w lustrze. W moich oczach jest obojętność i chłód. Oddajcie poprzednią mnie, oddajcie moje wesołe iskierki w oczach. Proszę...


***
`Muzyka Mozarta jest tak czyta, że wydaje się istnieć odwiecznie we wszechświecie` Albert Einstein.

Czuję w sobie impuls, jakby ktoś tchnął we mnie ogromną siłę i zapał.Jest tak wiele rzeczy, które chciałabym zrobić i tak wiele miejsc, które chciałabym zobaczyć. Trzeba zacząć realizować wszystko po kolei. Od września zapisuję się na lekcje pianina i na lekcje gry na skrzypcach z Noxy. Fajnie będzie pograć razem: Vampir, ja, Noxy - flet, pianino i skrzypce. Bajka.
Praca zajmuje mi dużo czasu, ale otwiera wiele drzwi. Po prawdzie będę miała tylko dwa dni wolne tygodniowo, ale na lekcje muzyki akurat.
Mam mętlik w głowie - chyba właśnie tak należałoby to nazwać. Próbuję wszystko poegregować, ale bezskutecznie. Póki co! Bo wiem, że mi się uda.
Przyszło lato - mam ochotę na tak wiele podróży, w tym jedną dużą do Indonezji, gdzie dostałam zaproszenie od Yaqqiego. Zobaczymy co z tego wyjdzie, to 3500 zł.

***
Widziałam się znów z Vampirkiem. Film+ciacho+czerwone wino+jego radosny uśmiech+kawa orzechowa z cynamonem... - uwielbiam jego towarzystwo. A już niedługo sesja. W ciekawym klimacie. Nie mogę się doczekać.


czwartek, 21 lipca 2011

Pęd.

Ostatnio dałam sobie trochę czasu na ustatkowanie. Nie mam pojęcia czy tego właśnie szukam i tego potrzebuję, ale warto spróbować czegoś całkiem nowego w życiu.
Żeby nie składać sobie samej obietnic bez pokrycia powzięłam ku temu pewne kroki. Przede wszystkim przeprowadzka, której nie ukrywam, trochę się obawiam. Jednak chcę wziąć życie w swoje ręce i trochę się nim pobawić.  Sierpień jest ku temu dość przyjaznym miesiącem. Dostałam pracę - na początku podpiszę umowę, zaświadczenie, na które tak liczyłam, dwa dni w tygodniu wolne i całkiem niezła płaca. 
Oprócz tego przeprowadzka, która na pewno wiele zmieni w moim życiu 12 sierpnia mój pierwszy tatuaż, ciekawe czy będzie taki o jakim zawsze marzyłam :) . 15 sierpnia trzydniowy wypad do Poznania, gdzie wreszcie będę miała okazję poznać Radka. Wpadnę też na zlot KP (o ile do niego dojdzie biorąc pod uwagę nasz warszawski...).
20 sierpnia impreza - najlepsza pod księżycem. Blood Party z przyjaciółmi. Urodziny moje, Noxy i Łukasza, które spędzimy w cudownym zombiakowo-nazistowskim klimacie jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało. ^^
Śmiesznie się składa, że z moich gości...połowa to 'przyjezdni', ale ważne, że będą i że będzie wspaniale. Bo będzie, prawda?
A wrzesień? Chyba nie chcę jeszcze niczego planować. Mam przed sobą jedynie lekki zarys - chciałabym polecieć na Lazurowe Wybrzeże. Zobaczymy czy się uda. Póki co - urzeczywistniam sierpniowe plany, które mkną ku mnie trochę za szybko. 

***

Ostatnio nie jest mi dane przeleżeć cały dzień jak mops na kanapie, ale nie będę na to narzekać bo czuję się o wiele lepiej. Spacery/seanse z Noxy i Vampirem poprawiają mi znacznie humor, a całe dnie spędzam w pracy, gdzie na szczęście mogę spokojnie czytać książki lub uczyć się. Co prawda od sierpnia będę miała na to ciut mniej czasu, ale i tak dam radę. Wszystko można ze sobą pogodzić. Jeśli tylko się chce.
.
Lucyfer trochę podrósł. Przeszkadza, drapie, gryzie i prycha, ale jest w tym naprawdę przesłodki i za nic bym go nie oddała. 
Próbowałam też usiąść do książki, ale chyba na tę chwilę się wypaliłam. Zatem inspiracja pilnie poszukiwana!
Czekam też na zdjęcia...od Vampa (i wiem, że ma sklerozę dlatego tak się wściekam) i od Marcina... (choć powoli przestaję na nie liczyć... ). 
Zobaczymy co pokażą następne dni. Wiem na pewno, że na początku sierpnia sesja plenerowa. Później urodzinowa. I sesja z Mroczniakiem - Robertem.

***

` są takie chwile gdy tęsknię
z rzęs dla łez więzienie buduję
serce kroję na kawałki
i układam na kształt zamoczonych owoców w czekoladzie
cierpliwość nie jest już cnotą
ból odbija się echem od ściany do ściany
i tylko czasem 
gdzieś na ulicy
zapach twoich perfum unosi mnie czterdzieści centymetrów 
ponad ziemię `

***

Nie wiem co dzieje się wewnątrz mnie. Zawsze wiedziałam czego oczekuję w związku, teraz natomiast wszystko się zaciera, wiruje. Chciałabym wszystko poukładać. Męczą mnie nagłe euforie, ekstazy - błyskawiczne, które po paru uniesieniach eksplodują rozpaczą. Nie umiem powiedzieć czy jestem spełniona i szczęśliwa. Potrzebuję czasu, żeby zrozumieć własne pragnienia. 
`Czas nie leczy ran, nie zasklepia naszych blizn.`
...
Czasem uśmiecham się sama do siebie czując jak moje ciało przechodzi dreszcz szczęścia, bezgranicznej ufności w to co ma miejsce, w ludzi, w niego. I znika. Pryska jak mydlana bańka. Później znów godzinami wtapiam się w tło szukając ucieczki.
***
Jakiś czas temu spotkałam się po raz pierwszy ze znajomą, z którą dość długo pisałam przez internet. Skutki tego spotkania odczuwałam w pracy, czego nie ukrywam. Przynajmniej nauczyłam się, że przed pracą się nie pije. Wróciłam do domu o 2, o 3 zasnęłam a o 5 wstałam do pracy. Pracowałam 12 godzin. Marnie było ze mną, oj marnie... 
Siedząc tyle godzin zdążyłam przeczytać powieść Anny Gavaldy - ' Kochałem ją'. 
Na początku pomyślałam: kolejne romansidło, blaski i cienie miłości. Wraz z kolejnymi stronami odkrywałam coś niesamowitego. Tak wiele było tam elementów z rozsypanki życia, wiele słów, które budują i burzą człowieka. Chwilami czytałam o sobie samej, czasem o własnej sytuacji, podobnych lękach, aż wreszcie odnalazłam wskazówki. 
Zakochałam się w zdaniu: "Życie zawsze jest silniejsze". 
Z tym optymistycznym akcentem próbuję więc żyć dalej.
...
Teraz uciekam wysłać zgłoszenie na casting. Obejrzę film. Pójdę spać. I wreszcie odpocznę. Amen.

piątek, 8 lipca 2011

Wypalona.

Powinnam była napisać tu wczoraj, kiedy targało mną tyle emocji, kiedy po moich policzkach spływał potok łez, którego nie mogłam zatrzymać siedząc na podłodze jak mała sierotka. Czas na chwilę się zatrzymał. Na chwilę dla obserwatorów, na wieczność dla mnie. Nie wiedziałam jak się nazywam, ile jestem warta ani co będzie dalej. Przez chwilę poczułam się jak zwęglony list, w którym spisana była biografia - więc wszystko. 
I pewnie płakałabym tak do nocy, gdyby nie resztka sił rozkazująca się podnieść i pozbierać.


photo by: Marcin Szabłowski;
Studio Spoon.
KLIKNIJ ABY POWIĘKSZYĆ
***
Wczoraj byłam też na sesji, Mojej pierwszej studyjnej w Studio Spoon - Marcina, które polecam jak najbardziej ;). Nie ukrywam, że byłam zestresowana i spięta jak cholera, ale ! było na tyle sympatycznie, że z czasem się 'rozkręciłam' tyci tyci. 
A może to przez whisky? Na pewno ^^. Kolejny modelingowy raz kiedy to dostaję kieliszek na odwagę, tak nie można... 
W każdym razie czekam na zdjęcia, a dzielę się jednym, które już dostałam. Miłe doświadczenie. 


***
Nie mam czasu. Zaczyna mi go naprawdę brakować.
Jutro praca od rana, później drink z Vampirkiem. Wieczorem spotkanie z Konradem (mam nadzieję, że już bezprocentowe). 
W niedzielę spacer. 
W poniedziałek kolejne spotkanie z Marcinem , zaraz po pracy. I w zasadzie cały tydzień praca po około 12 godzin. Świetnie... 
I na tygodniu zdjęcia z Robertem! :* Świetne zdjęcia :D Już się nie mogę doczekać! :D
***
Uciekam. ;*

niedziela, 3 lipca 2011

Słodka noc, a nocą gdy nie śpię...

photo&make-up:
Monika Tumińska
Czuję jak dwa lata chorej samotności same się nadrabiają, nie wiadomo kiedy. Nie narzekam, wręcz przeciwnie - jestem cholernie szczęśliwa.
Wszystko w okół zdaje się nabierać kolorów, wpisuję w kartę życia kolejne cele, marzenia, coś działam, próbuję wykorzystać jak najwięcej czasu na samospełnienie. Nawet książka zaczęła mi się podobać, chyba wychodzę z dołka. Czyżby? Po tylu latach walki o to? Tak nagle? Niespodzianie? Piękne...
...
Wczoraj wpadłam z wizytą do Vampira. Na standardową kawę z cynamonem. Trochę się nam przedłużyło i nie opłacało mi się nawet wracać do domu. Od 19stej....nagle czas zwariował...23, północ, 1... Noc i lodowaty deszcz. Zostałam. Godziny filmów, rozmów i łaskotek, za które kiedyś naprawdę go zamorduję. Do tego nieziemski klimat, kilka dźwięków pianina wystukane na życzenie i bezskuteczna prośba o skrzypce. Nie wszystko na raz i tak było cudownie. 
Brakowało mi rozmów, uśmiechów ot tak po prostu, czasem zarwanych nocy dla kilku słów więcej niż pozwoliłby na to dzień. 
Mój Vampir
Dostałam to wszystko a nawet więcej. Stał się motywacją do spełniania kolejnych marzeń. I może czasem przesadzamy męcząc się nawzajem własnym towarzystwem, ale wciąż do tego wracamy. Lubię to. Lubię kiedy wracam do domu w deszczu tak bardzo zmęczona, że myślę tylko o śnie. Lubię chwilę, w której się budzę i uśmiecham do tak niedawnych bliskich mi wspomnień. 
Coraz częściej siedzę na parapecie i wpatruję się w kolorowy obraz za oknem, odpływam gdzieś daleko kreśląc plany. To wszystko sprawia, że czuję się wolna, niedostępna i niebywale silna. 
Dziękuję.



W środę sesja studyjna. Nadal nie wiem jakie chcę te zdjęcia. Ale cieszę się. Nowe doświadczenie, szersze portfolio, zabawa.

środa, 29 czerwca 2011

Okrutna bezsenność.

Przez dłuższą chwilę miotałam się w pościeli. Tak, wiem...kolejną noc nie zasnę. Najpierw on... dlaczego znów, znów się odezwał. Powraca jak koszmar. Próbuję zapomnieć, a on na nowo rozdrapuje rany. Jedno, dwa słowa...a wraca milion wspomnień. Jakby wszystko zdarzało się na nowo - chwila po chwili. I choć tak bardzo tego nie chcę, godzinami rozmyślam i wracam do przeszłości. Co jakiś czas sama złapię się na naiwnej myśli, którą prędko odganiam. I znów wszystko zatacza koło, znów za dużo łez. Znów podłe uczucie, które wypala mnie w środku. Zniknij. Odejdź. Daj mi wreszcie oddychać. Poświęciłam Ci tyle życia, drugie tyle sam mi zabrałeś. Wystarczy. I tak zostało mi niewiele.
***
I Ty. Kolejny Ty. Znów. Patrzę w lustro i zastanawiam się dlaczego ta droga właśnie tak się potoczyła. Dlaczego Cię spotkałam i dlaczego właśnie tak wyglądają nasze stosunki. Obce. Nie mogę tego inaczej nazwać choć jesteś brakującym elementem mojej duszy. Wszędzie Cię widzę. Istna obsesja. Czasem staję w płomieniach gotowa odszukać Cię na drugim końcu świata, a czasem skuta lodem chcę ten świat zniszczyć. Zniszczyć i zapomnieć. Raz na zawsze. Nie potrafię. Wydarłeś ze mnie ten kawałek, który coś czuje. Zabrałeś ze sobą. Ukryłeś się i póki nie odzyskam serca, wciąż będę czuć to samo.
Jeszcze są noce kiedy boli mnie dusza. Kiedy łzy zamieniają się w Atlantyk a całe moje życie, każdy sen, marzenie i myśl są dryfującym okrętem w poszukiwaniu Ciebie - przystani? Już prędzej wolałabym zatonąć. Tak wiele namieszałeś w moim życiu. Wywróciłeś je do góry nogami i postanowiłeś wyjść , zamknąć drzwi z drugiej strony, jakby nigdy nic nie miało miejsca. Oboje wiemy jak jest. Oboje wiemy, że poszliśmy złą drogą. Oboje chcielibyśmy to powtarzać raz za razem, dzień po dniu, noc po nocy i tak samo żałować raz za razem, dzień po dniu, noc po nocy. 
Tak się nie da. Kiedyś trzeba powiedzieć stop, dokonać wyboru i albo zmierzyć się z tym potworem jaki nie pozwolił nam iść razem, albo poddać się...jak tchórz podwinąć ogon i uciec.
Tęsknię, wiesz? Są wieczory kiedy ściskam w dłoni zdjęcie i uśmiecham się do wspomnień.

***
Myśli milion.  Uśmiechów. Łez. Wspomnień.
Poduszki rwane na strzępy, spazmy.
Gdyby chociaż zapomnieć, wymazać każdą z tych nocy. . .
Kiedy nie liczyło się nic poza naszym oddechem.
I dłonie Twoje, pod którymi czułam się jak stokrotka zerwana na łące
drżące, ciepłe, kochane...i kochające.
Powietrze moje...!
Jak to jest, że część Ciebie płynna jak cyjanek
kojący, chłodny, jadowity... jak wąż pustynny
który krwi łaknie
by przeżyć, choć chwilę jeszcze
tęskniąc za deszczem
dlaczego znów szepczesz?
Głos Twój jak sztylet mi duszę przenika...
I dusi i  zniewala i nigdy nie znika.
***




sobota, 25 czerwca 2011

First lesson.

Wczoraj spędziłam ciekawe cztery godziny z Vampirem. (20.00-0.00)
Uczyłam go jeździć na rolkach. 
Widok 28letniego starszego Pana na rolkach jest bezcenny. Naprawdę ^^.
Ale! Muszę go pochwalić... szło mu naprawdę dobrze. 
I tak na sam koniec troszkę się poturbował, ale jest szalony, tak bardzo pozytywny...
photo&make-up by:
Monika Tumińska
Najpierw wybraliśmy się do Parku Sowińskiego, gdzie jest tak ładnie, że aż mi się wychodzić nie chciało stamtąd... może było zimno i trochę wiało na początku, ale z całą pewnością nie było to nic, co mogłoby zakłócić mi ten miły wieczór.
Nie mam pojęcia, dlaczego Radek się nie męczy, ale ja po kilkunastu rundach miałam serdecznie dość. Odpoczynek i kolejna część bajki były za to fajnym relaksem. :)
No i jego robienie orzełków na betonie... yyy rozumiem, że niektórzy mają halucynacje. 
On widział śnieg, ja tęczę. 
I ta nasza rozmowa o kolorowych jednorożcach była porażająca. ^^
...
Wróciłam po północy do domu, udało mi się go namówić na powrót spacerkiem. Wiedziałam, że będę po tym słodko spać. I spałam.
A teraz widzę krople deszczu, które tak kojąco uderzają w moją szybę.
Jest naprawdę dobrze. Cieszę się z takiego porządku rzeczy.



środa, 22 czerwca 2011

Iskierki radości.

photo by: Monika Tumińska
kliknij aby powiększyć
Po pierwsze i najważniejsze... - Jacek się znalazł. Wrócił do domu, ale bardzo źle się czuje. Niestety nie wiem jeszcze nic, więc i tak się niepokoję, ale mam nadzieję, że już niedługo wszystko się wyjaśni. Najważniejsze, że żyje. Nic więcej się teraz nie liczy.
...
Po drugie... rozmawiałam dziś z szefem i okazało się, że bez problemu wypisze mi zaświadczenie żebym mogła dokonać mojego wymarzonego zakupu. Zatem imprezę urodzinową uwiecznię już nowym sprzętem. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Już nie mogę się doczekać.
Dzisiaj się trochę wynudziłam, więc przez wszystkie godziny czytałam książkę. Skończyłam.
[ niestety, bo była idealna - 'wampir z m-3' - polecam! ]
...
Teraz wolne . Dłuuuugo.
W piątek spacer i rolki z Vampirem. Może cynamonowa kawa i film.
W sobotę... w sumie to jeszcze nie wiem. Może ognisko z Robertem.
W niedzielę... spacer z Markiem i może wreszcie dostanę projekt.
Lubię takie zakończenia tygodnia. Wszystko się układa. Tak powinno być zawsze.


Ukłucie żalu

Wczoraj spędziłam 6 godzin z Radkiem. Obejrzeliśmy dwa filmy ('Omena' i 'Atramentowe Serce') , a resztę czasu spędziliśmy na miłej rozmowie. 
Co prawda przyszedł na tę kawę trochę późno (była 22.30) i wyszedł wcześnie^^ (4.30) , ale było przesympatycznie i mam nadzieję, że jeszcze to powtórzymy. 
W pokoju roznosił (i nadal roznosi się) lawendowy zapach kadzidełek, które dostałam wczoraj wraz ze świeczkami. A kawa z cynamonem stała się moim kolejnym uzależnieniem (z którego nie uśmiecha mi się nawet rezygnować).
Wstępnie umówiliśmy się na piątek, z czego się strrrrrasznie cieszę.
...
Niestety piękne chwile niemal zawsze w mojej rodzinie ściągają za sobą jakieś nieszczęście.
Jacek 6 dni temu wyszedł z domu i nie wrócił. Z początku każdy myślał, że potrzebuje trochę odpoczynku, czasu na przemyślenia... ale kiedy minęła trzecia, czwarta, piąta doba...kiedy mija szósta, a jego wciąż nie ma... zaczynamy się niepokoić.
Wszyscy jego znajomi zostali obdzwonieni, nie ma go w szpitalach, nie ma na liście zgonów... Jakby zapadł się pod ziemię. Telefony są wyłączone i nie korzystał z internetu...
Boję się. Tak bardzo się boję.
Wiem, że tak często dawał mi się we znaki, tak często się kłóciliśmy... ale stał mi się bliskim człowiekiem... stał się częścią rodziny, a teraz ma jeszcze ośmiomiesięczne dziecko. 
Nie mogło mu się nic stać. Nie wyobrażam sobie takiej tragedii. 



poniedziałek, 20 czerwca 2011

Przyjaciele.

zdjęcie, stylizacja by: Monika Tumińska
Weekend był cudowny. Pod każdym względem.!
W piątek przyjechała moja Pandi z Łukaszem i spotkałam się z Monic. 
Spędziłam z nią caaaały wieczór, a w nocy wspólne długie spacery i rozmowy z całą trójką! <3
Sobota spędzona na mieście, przeważnie na dojazdach w kilka miejsc i dość przykre, dwa wypadki.... na które niekoniecznie chciałam patrzeć... 
+ seans filmowy, rozmowy i ogromna dawka śmiechu przez kolejną wspólną noc u Monic. 
Dziś zakupy, sesja zdjęciowa, za którą przeogromnie dziękuję Pandi i Łukaszowi... i za stylizację też! [przede wszystkim], miło spędzony wieczór i... musiałam się żegnać. :(. 
Już tęsknię.
Mam nadzieję, że szybko się znów zobaczymy.



...




`Życie bywa piękne... `
Cieszę się strasznie, że mam przy sobie takich ludzi. 
I pewność, że mogę na nich polegać, zawsze i wszędzie choćby nie wiem co się stało. 
I nie boję się o wszystkim im mówić, słuchać rad i czasem wygłupiać się, marudzić i stawiać na swoim z moim oślim uporem. 
Wiem, że mnie akceptują, wiem, że mogę czuć się wśród nich jak we własnym domu, z najbliższymi. To jest piękne uczucie.
Nie zamieniłabym ich na nikogo, na nic, nigdy, za żadną cenę nie oddałabym wspólnego śmiechu, rozmów, spacerów i przytuleń. 
Są jedyni w swoim rodzaju, wyjątkowi. 
Zawsze blisko, zawsze kiedy ich potrzebuję. I kiedy jest dobrze. 
Pandi, Noxy, Łukasz... dziękuję za te 3 dni. 
Za każdy poprzedni i z góry za te, które nadejdą.
Kocham was.