niedziela, 25 września 2011

Puk Puk. Kto tam? Szczescie.

I cóż mam powiedzieć? Nie ma na to słów. Nie ma.
Jestem szczęśliwa. Uśmiecham się. Non stop. Do ludzi na mieście, do gołębi które wygłodniałe niemalże na mnie polują. Uśmiecham się do odbicia w lustrze, a wszystko w okół z problemami włącznie przestaje dla mnie istnieć. A przynajmniej nie jest w już w kategorii: nie do pokonania. 
Tym razem to ja jestem wygrana. Jest mi tak dobrze, że chyba nie może już być lepiej. Wszystko nabrało kolorów. Wszystko co robię,co czuję, czego doświadczam jest jak najpiękniejszy film. 
Dziękuję. Za każdą sekundę...

wtorek, 20 września 2011

Gorycz.

Jestem niemożliwa. Wredna i ironiczna do bólu. Nienawidzę się za to. Nienawidzę się za nagłe wybuchy gniewu, za słowa jakie padają wtedy z moich ust. Za to, że tak bardzo ranię najbliższych...że robię to wciąż i wciąż.
NIENAWIDZĘ. 
Gdybym tylko miała siłę to zmienić. 
Jestem słaba. Nawet nie potrafię przestać...

niedziela, 18 września 2011

Sen o przyszłości.

Dni wahania liczone w setkach. Już nie w dziesiątkach...w setkach. 
I łzy, tak wiele niepotrzebnie wylanych łez. Próby dorastania - za szybko, zbędne.
Kolejny rok kiedy dojrzewałam psychicznie znów kilka kroków w przód - kradnąc własny czas.
I spontaniczność, która wkradła się nagle, nie wiem nawet kiedy. 
Zburzyła mój fundament,  złamała moje wszystkie zasady,wszystkie reguły według których żyłam .
Euforia na ustach tuż po tej dawce strachu, który zwalił mnie z nóg.
Ekscytacja, nieświadomość i szczęście - dzikie,nieuchwytne... przez chwilę tylko dla mnie.
Nie liczyło się nic poza tą chwilą,poza tą łzą, poza tym, co wirowało w mojej głowie.
Boże...nie chcę żałować.
Nie każ mi żałować...


Muzyka, która intensywnie koiła moje zmysły.
Czerwone wino tak przyjemnie zamroczyło moje myśli.
Subtelna mgła igrająca z moimi powiekami.
I Noc, która pozwoliła byśmy byli sami.
Dłonie Twoje, które były dla mnie żarem.
I oddech płytki pod przyjemnym ciężarem.
Nagły zanik mojej świadomości...
Niczego tak nie chciałam, jak Twojej miłości.


I was praying that you and me might end up together.
It's like wishing for rain as I stand in the desert,
But I'm holding you closer than most,
'Cause you are my heaven.

środa, 14 września 2011

Granica Czasu. Część pierwsza.

Znów minęło zaledwie 'parę dni', a czuję jakby uciekły ich setki. 
Straciłam jedną osobę, pozbierałam się - widocznie jestem silniejsza niż mi się wydawało.
Czy to jest ten prawdziwy świat? Świat, w którym tak bardzo się do siebie przywiązujemy, a na końcu wspólnej drogi łączy nas już tylko żal?
Bawimy się sobą póki starczy sił, brnąc w tę iluzję, która mami nas swoją perfekcyjnością, usidla, zniewala, związuje ręce, knebluje usta i biczuje do wycieńczenia.
Mam tego dość.  Mam dość znajomości, które nie przynoszą nic poza rozgoryczeniem i uczuciem, że żałuję wszystkich wspólnych godzin. Żal jest gorszy niż tęsknota. Sprawia, że zaczynam nienawidzić własnego odbicia. Gniję w środku.
Nie pozwolę na to, wiesz?
Jesteś dla mnie skończonym etapem. Przejściowym i choć bolesnym - nic nie wartym.  Dlatego dzień, w którym zniknąłeś z mojego życia był dniem, w którym zrzucono mi z serca kamień. Z Syzyfa, który musiał go taszczyć , stałam się Ikarem. I choć daleko mi do stworzenia skrzydeł wiem już, że mogę być wolna.
Ktoś odkrył wewnętrzną część mnie. Pancerz, który budowałam siedem lat pokruszył się jak szkło. I nagle nic nie pozostało z mojej obojętności, pogardy i wyższości. 
Czy żałuję?
Wczoraj obserwowałam ludzi uciekających przed deszczem. Kryli się jak szczury pod parasolami i w bramach. Biegli na oślep. Jakby bali się, że za chwilę te zimne krople zmyją z nich maskę i cały świat zobaczy jacy są naprawdę.
A ja... po raz pierwszy od tak długiego czasu mogłam po prostu się nim cieszyć.
Szłam powoli pozwalając by zimne stróżki spływały po policzkach. Chwilę później z oczu popłynęły czarne kropelki, a na ustach zagościł uśmiech. Chciałam więcej i więcej. Poczułam się lekko. 
Może to oczyszczenie po tym wszystkim co wsiąkło w ten krępujący pancerz. 
Nie mogłam pod nim oddychać. A teraz znów czuję ten delikatny zapach deszczu, słyszę dźwięk spadających kropel i czuję jak zimny stał się wiatr. 
I jestem szczęśliwa.

Chciałam coś zmienić w swoim życiu. Czuję, że zaczęłam je od nowa i mam zamiar bawić się nim na całego.
NICZEGO NIE ŻAŁOWAĆ!
Niedawno zrobiłam sobie tatuaż. Duży, śmiały krok. Nie żałuję - wręcz przeciwnie. Ilekroć o tym pomyślę cieszę się, że to była moja spontaniczna decyzja. 
Zastanawiałam się wielokrotnie nad motywem, przesłaniem, projektem...
Dlaczego w końcu upadły anioł? 
One są wolne. Symbolizują bunt, ale i wolną wolę. Podejmują decyzje, które niosą ze sobą ogromne konsekwencje - dając tym samym nowy start- życie na własną rękę.
Ich skrzydła niosą w sobie piękno i odrazę. Są pokryte bliznami - okruchami przeszłości, która ich ukształtowała. Ale blizny nie bolą, a zrośnięte skrzydła wciąż mogę je unosić.
Nie mogłam wybrać inaczej.



Czasem czuję jeszcze takie małe ukłucie. O tu... pod tymi kostkami... tam chyba jest serce. Czasem o sobie przypomina.
I nie wiem dlaczego tak bardzo chcę Cię mieć. Chyba dlatego, że nie mogę.
Jesteś moim lustrzanym odbiciem. Powinieneś być blisko. Tak bardzo Cię potrzebuję. Nie chcesz mnie... 

"Jestem lżejsza od fotografii
Z których będziesz mnie teraz wycinać
Będę milczała - i tak jestem martwa

Odchodząc zabierz mnie"

 Mętlik w głowie... Ale kiedy to wszystko wyrzucam czuję się lżej, czuję, że mogę znów poprawnie funkcjonować. Propos funkcjonowania...jestem jak prawdziwe zombie. Prawie nie sypiam, za to po 12 godzin [ teraz trochę mniej... w sumie ładne trochę... -.-] siedzę w pracy.

Tu chcę od razu przeprosić Margarytkę za nasze nie-spotkanie... :(
Mam nadzieję, że to nadrobimy! Szybko ;-)


CDN...
[ a będzie tego trochę ^^]