Znów minęło zaledwie 'parę dni', a czuję jakby uciekły ich setki.
Straciłam jedną osobę, pozbierałam się - widocznie jestem silniejsza niż mi się wydawało.
Czy to jest ten prawdziwy świat? Świat, w którym tak bardzo się do siebie przywiązujemy, a na końcu wspólnej drogi łączy nas już tylko żal?
Bawimy się sobą póki starczy sił, brnąc w tę iluzję, która mami nas swoją perfekcyjnością, usidla, zniewala, związuje ręce, knebluje usta i biczuje do wycieńczenia.
Mam tego dość. Mam dość znajomości, które nie przynoszą nic poza rozgoryczeniem i uczuciem, że żałuję wszystkich wspólnych godzin. Żal jest gorszy niż tęsknota. Sprawia, że zaczynam nienawidzić własnego odbicia. Gniję w środku.
Nie pozwolę na to, wiesz?
Jesteś dla mnie skończonym etapem. Przejściowym i choć bolesnym - nic nie wartym. Dlatego dzień, w którym zniknąłeś z mojego życia był dniem, w którym zrzucono mi z serca kamień. Z Syzyfa, który musiał go taszczyć , stałam się Ikarem. I choć daleko mi do stworzenia skrzydeł wiem już, że mogę być wolna.
Ktoś odkrył wewnętrzną część mnie. Pancerz, który budowałam siedem lat pokruszył się jak szkło. I nagle nic nie pozostało z mojej obojętności, pogardy i wyższości.
Czy żałuję?
Wczoraj obserwowałam ludzi uciekających przed deszczem. Kryli się jak szczury pod parasolami i w bramach. Biegli na oślep. Jakby bali się, że za chwilę te zimne krople zmyją z nich maskę i cały świat zobaczy jacy są naprawdę.
A ja... po raz pierwszy od tak długiego czasu mogłam po prostu się nim cieszyć.
Szłam powoli pozwalając by zimne stróżki spływały po policzkach. Chwilę później z oczu popłynęły czarne kropelki, a na ustach zagościł uśmiech. Chciałam więcej i więcej. Poczułam się lekko.
Może to oczyszczenie po tym wszystkim co wsiąkło w ten krępujący pancerz.
Nie mogłam pod nim oddychać. A teraz znów czuję ten delikatny zapach deszczu, słyszę dźwięk spadających kropel i czuję jak zimny stał się wiatr.
I jestem szczęśliwa.
Chciałam coś zmienić w swoim życiu. Czuję, że zaczęłam je od nowa i mam zamiar bawić się nim na całego.
NICZEGO NIE ŻAŁOWAĆ!
Niedawno zrobiłam sobie tatuaż. Duży, śmiały krok. Nie żałuję - wręcz przeciwnie. Ilekroć o tym pomyślę cieszę się, że to była moja spontaniczna decyzja.
Zastanawiałam się wielokrotnie nad motywem, przesłaniem, projektem...
Dlaczego w końcu upadły anioł?
One są wolne. Symbolizują bunt, ale i wolną wolę. Podejmują decyzje, które niosą ze sobą ogromne konsekwencje - dając tym samym nowy start- życie na własną rękę.
Ich skrzydła niosą w sobie piękno i odrazę. Są pokryte bliznami - okruchami przeszłości, która ich ukształtowała. Ale blizny nie bolą, a zrośnięte skrzydła wciąż mogę je unosić.
Nie mogłam wybrać inaczej.
Czasem czuję jeszcze takie małe ukłucie. O tu... pod tymi kostkami... tam chyba jest serce. Czasem o sobie przypomina.
I nie wiem dlaczego tak bardzo chcę Cię mieć. Chyba dlatego, że nie mogę.
Jesteś moim lustrzanym odbiciem. Powinieneś być blisko. Tak bardzo Cię potrzebuję. Nie chcesz mnie...
"Jestem lżejsza od fotografii
Z których będziesz mnie teraz wycinać
Będę milczała - i tak jestem martwa
Odchodząc zabierz mnie"
Mętlik w głowie... Ale kiedy to wszystko wyrzucam czuję się lżej, czuję, że mogę znów poprawnie funkcjonować. Propos funkcjonowania...jestem jak prawdziwe zombie. Prawie nie sypiam, za to po 12 godzin [ teraz trochę mniej... w sumie ładne trochę... -.-] siedzę w pracy.
Tu chcę od razu przeprosić Margarytkę za nasze nie-spotkanie... :(
Mam nadzieję, że to nadrobimy! Szybko ;-)
CDN...
[ a będzie tego trochę ^^]