poniedziałek, 25 lipca 2011

Dorosłość. Kilka kroków ponad.

`Dorastam`. To słowo od kilku dobrych dni krąży mi po głowie i za cholerę nie chce sobie pójść. Bez niego byłoby lżej, byłoby łatwiej, ale jestem świadoma, że przemiana zawsze jest trudna i męcząca. 
Dlaczego wciąż o tym myślę? Nie umiem sprecyzować. Może dlatego, że chcę się usamodzielnić a do tego trzeba dojrzeć? Może dlatego, że zaczęli mnie interesować inni ludzie, że nie myślę tylko o sobie samej i mój cel życiowy jest nieco inny niż powrót po zajęciach do domu...
Teraz pracuję. Pierwszy raz naprawdę się do tego przykładam i pojawiam się w pracy codziennie bez zbędnych myśli o jej zmianie. To prawda, że po 12 godzinach jestem zmęczona, ale każdy jest kiedy pracuje non stop przez 5 dni po te 12 godzin, w soboty 8 i ma tylko [jak na razie] jeden dzień wolnego. 
Więcej czytam... Co oznacza `więcej`? Codziennie książkę? Jeśli ma po te 300 stron to owszem - czytam w jeden dzień - w pracy. Inne...na takie po 400, 600, 800 stron poświęcam 2, 3 dni, ale czytam uparcie. I tak przebrnęłam już przez `Hellsinga`, `Wampira z M-3`, `Kochałem ją`, `Krew Elfów`, `Postrach-Zdrój`, `Piątą kobietę`, `Uśmiech Machiavellego` i obecną biografię Alberta Einsteina: `Einstein. Jego życie, jego wszechświat`.
Czy czuję jakąś różnicę? Ogromną. Każda książka wnosi do naszego życia coś nowego, przez co stajemy się bogatsi. Lubię czytać. Książki dla mnie to nie tylko skarbnica wiedzy, ale przede wszystkim brama do zupełnie innego świata, w którym mogę się niewinnie pojawić nie ingerując w niego.

***
Czuję się też bardziej już kobietą niż dziewczynką. Nie umiem powiedzieć dlaczego. Tak już jest i koniec. To takie przyjemne uczucie, które aż unosi do góry - odczuwam każdą choćby najmniejszą zmianę. A życie nagle stało się takie `inne`, jakby ktoś pokazał mi jego drugą stronę - tę, którą mogłam zobaczyć dopiero kiedy dorosnę.
Czy można w ogóle ustalić kiedy przestaje się być dzieckiem, a zaczynają mówić o nas `młodzież`? Kiedy z nastolatka stajemy się dorosłym, do którego częściej kierowane są słowa:  `nie wypada`? Kiedy tracimy przywilej wiecznie niewinnego człowieka?
A kiedy stajemy się starcem, który nie nadąża już za światem mając w pamięci jedynie chwile kiedy był panem i władcą swojego życia?
Nie da się. Po prostu któregoś dnia wiemy, że to się stało... że zamknął się za nami rozdział. 
Mój też. Właśnie teraz. To oznacza, że mam przed sobą kolejną czystą kartę. Zapiszę ją tak, by była najpiękniejszą, najbardziej kolorową częścią mojego życia. 

***
Słucham Roguckiego. Miłość do jego twórczości nigdy nie minie. Czyste uwielbienie, które zrozumiem tylko ja i które tak często spotyka się z chłodną krytyką moich przyjaciół.
Jego muzyka była ze mną w najtrudniejszych momentach i została też teraz kiedy jest mi lżej. Ukształtowała spory kawałek mnie i złożyła autograf, który zarósł się w sercu - tam już pozostanie.

***
Znowu zaczęłam się uczyć. W dużej dawce. Szczególnie angielskiego, choć dobrze wiem, że mało mi zostało do osiągnięcia idealnego poziomu. I znów do łask powróciła biologia. Dołączę do tego chemię. Będzie dobrze, przecież i tak mam wiele czasu. 

***
Jak się czyta ludzkie myśli?
Nagle [?] zaczęłam interesować się psychologią. Może nie tak nagle, ale z całą pewnością teraz o wiele bardziej. Książka za książką, magazyn za magazynem. 
Próbowałam doszukać się w sobie powodu. Znalazłam dwa. 
I - Chciałabym wreszcie poznać samą siebie na tyle, żeby odkryć dlaczego tak bardzo nienawidzę ludzi.
II - Chciałabym rozpracować, rozłożyć na części pierwsze takiego człowieczka, który wzbudza we mnie tyle agresji.
Pewnie znalazłoby się więcej powodów jak chociażby chęć nauczenia się perswazji, kontrolowania snów czy efektywnego myślenia przy ciężkiej i długiej pracy. W każdym razie taki temat na pewno przemyślę, może zainteresuję się tym nieco bardziej. 
Chciałabym potrafić tłumić emocje, przynajmniej w niektórych sytuacjach. Ich nagłe wybuchy są bardzo męczące i po kilku takich razach jestem wycieńczona. 
Raz tryskam szczęściem na prawo i lewo , często uśmiecham się do własnych myśli ignorując wszystko i wszystkich w okół.  Innym razem daję upust całej rozpaczy jaka zatruwa mi organizm. Gdybym ją tłumiła - zgniłabym od środka - męczeńska śmierć.
Propos męczeństwa: awantury w domu przeszły na wyższy level. Nie cieszy mnie to, ani nie przeraża...jedynie szarpie mną od wewnątrz i roztrzaskuje na kawałki mój wewnętrzny pancerz. A przecież każdy z nas jest w środku małym mięczakiem, którego tak łatwo można skrzywdzić. Bronię się. Słowami i czynami, których żałuję pięć sekund przed wypowiedzeniem i zrobieniem...a mimo to ranię, ranię innych w obronie własnej. To powinno być karane.
Czasem nienawidzę własnego odbicia w lustrze. W moich oczach jest obojętność i chłód. Oddajcie poprzednią mnie, oddajcie moje wesołe iskierki w oczach. Proszę...


***
`Muzyka Mozarta jest tak czyta, że wydaje się istnieć odwiecznie we wszechświecie` Albert Einstein.

Czuję w sobie impuls, jakby ktoś tchnął we mnie ogromną siłę i zapał.Jest tak wiele rzeczy, które chciałabym zrobić i tak wiele miejsc, które chciałabym zobaczyć. Trzeba zacząć realizować wszystko po kolei. Od września zapisuję się na lekcje pianina i na lekcje gry na skrzypcach z Noxy. Fajnie będzie pograć razem: Vampir, ja, Noxy - flet, pianino i skrzypce. Bajka.
Praca zajmuje mi dużo czasu, ale otwiera wiele drzwi. Po prawdzie będę miała tylko dwa dni wolne tygodniowo, ale na lekcje muzyki akurat.
Mam mętlik w głowie - chyba właśnie tak należałoby to nazwać. Próbuję wszystko poegregować, ale bezskutecznie. Póki co! Bo wiem, że mi się uda.
Przyszło lato - mam ochotę na tak wiele podróży, w tym jedną dużą do Indonezji, gdzie dostałam zaproszenie od Yaqqiego. Zobaczymy co z tego wyjdzie, to 3500 zł.

***
Widziałam się znów z Vampirkiem. Film+ciacho+czerwone wino+jego radosny uśmiech+kawa orzechowa z cynamonem... - uwielbiam jego towarzystwo. A już niedługo sesja. W ciekawym klimacie. Nie mogę się doczekać.


czwartek, 21 lipca 2011

Pęd.

Ostatnio dałam sobie trochę czasu na ustatkowanie. Nie mam pojęcia czy tego właśnie szukam i tego potrzebuję, ale warto spróbować czegoś całkiem nowego w życiu.
Żeby nie składać sobie samej obietnic bez pokrycia powzięłam ku temu pewne kroki. Przede wszystkim przeprowadzka, której nie ukrywam, trochę się obawiam. Jednak chcę wziąć życie w swoje ręce i trochę się nim pobawić.  Sierpień jest ku temu dość przyjaznym miesiącem. Dostałam pracę - na początku podpiszę umowę, zaświadczenie, na które tak liczyłam, dwa dni w tygodniu wolne i całkiem niezła płaca. 
Oprócz tego przeprowadzka, która na pewno wiele zmieni w moim życiu 12 sierpnia mój pierwszy tatuaż, ciekawe czy będzie taki o jakim zawsze marzyłam :) . 15 sierpnia trzydniowy wypad do Poznania, gdzie wreszcie będę miała okazję poznać Radka. Wpadnę też na zlot KP (o ile do niego dojdzie biorąc pod uwagę nasz warszawski...).
20 sierpnia impreza - najlepsza pod księżycem. Blood Party z przyjaciółmi. Urodziny moje, Noxy i Łukasza, które spędzimy w cudownym zombiakowo-nazistowskim klimacie jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało. ^^
Śmiesznie się składa, że z moich gości...połowa to 'przyjezdni', ale ważne, że będą i że będzie wspaniale. Bo będzie, prawda?
A wrzesień? Chyba nie chcę jeszcze niczego planować. Mam przed sobą jedynie lekki zarys - chciałabym polecieć na Lazurowe Wybrzeże. Zobaczymy czy się uda. Póki co - urzeczywistniam sierpniowe plany, które mkną ku mnie trochę za szybko. 

***

Ostatnio nie jest mi dane przeleżeć cały dzień jak mops na kanapie, ale nie będę na to narzekać bo czuję się o wiele lepiej. Spacery/seanse z Noxy i Vampirem poprawiają mi znacznie humor, a całe dnie spędzam w pracy, gdzie na szczęście mogę spokojnie czytać książki lub uczyć się. Co prawda od sierpnia będę miała na to ciut mniej czasu, ale i tak dam radę. Wszystko można ze sobą pogodzić. Jeśli tylko się chce.
.
Lucyfer trochę podrósł. Przeszkadza, drapie, gryzie i prycha, ale jest w tym naprawdę przesłodki i za nic bym go nie oddała. 
Próbowałam też usiąść do książki, ale chyba na tę chwilę się wypaliłam. Zatem inspiracja pilnie poszukiwana!
Czekam też na zdjęcia...od Vampa (i wiem, że ma sklerozę dlatego tak się wściekam) i od Marcina... (choć powoli przestaję na nie liczyć... ). 
Zobaczymy co pokażą następne dni. Wiem na pewno, że na początku sierpnia sesja plenerowa. Później urodzinowa. I sesja z Mroczniakiem - Robertem.

***

` są takie chwile gdy tęsknię
z rzęs dla łez więzienie buduję
serce kroję na kawałki
i układam na kształt zamoczonych owoców w czekoladzie
cierpliwość nie jest już cnotą
ból odbija się echem od ściany do ściany
i tylko czasem 
gdzieś na ulicy
zapach twoich perfum unosi mnie czterdzieści centymetrów 
ponad ziemię `

***

Nie wiem co dzieje się wewnątrz mnie. Zawsze wiedziałam czego oczekuję w związku, teraz natomiast wszystko się zaciera, wiruje. Chciałabym wszystko poukładać. Męczą mnie nagłe euforie, ekstazy - błyskawiczne, które po paru uniesieniach eksplodują rozpaczą. Nie umiem powiedzieć czy jestem spełniona i szczęśliwa. Potrzebuję czasu, żeby zrozumieć własne pragnienia. 
`Czas nie leczy ran, nie zasklepia naszych blizn.`
...
Czasem uśmiecham się sama do siebie czując jak moje ciało przechodzi dreszcz szczęścia, bezgranicznej ufności w to co ma miejsce, w ludzi, w niego. I znika. Pryska jak mydlana bańka. Później znów godzinami wtapiam się w tło szukając ucieczki.
***
Jakiś czas temu spotkałam się po raz pierwszy ze znajomą, z którą dość długo pisałam przez internet. Skutki tego spotkania odczuwałam w pracy, czego nie ukrywam. Przynajmniej nauczyłam się, że przed pracą się nie pije. Wróciłam do domu o 2, o 3 zasnęłam a o 5 wstałam do pracy. Pracowałam 12 godzin. Marnie było ze mną, oj marnie... 
Siedząc tyle godzin zdążyłam przeczytać powieść Anny Gavaldy - ' Kochałem ją'. 
Na początku pomyślałam: kolejne romansidło, blaski i cienie miłości. Wraz z kolejnymi stronami odkrywałam coś niesamowitego. Tak wiele było tam elementów z rozsypanki życia, wiele słów, które budują i burzą człowieka. Chwilami czytałam o sobie samej, czasem o własnej sytuacji, podobnych lękach, aż wreszcie odnalazłam wskazówki. 
Zakochałam się w zdaniu: "Życie zawsze jest silniejsze". 
Z tym optymistycznym akcentem próbuję więc żyć dalej.
...
Teraz uciekam wysłać zgłoszenie na casting. Obejrzę film. Pójdę spać. I wreszcie odpocznę. Amen.

piątek, 8 lipca 2011

Wypalona.

Powinnam była napisać tu wczoraj, kiedy targało mną tyle emocji, kiedy po moich policzkach spływał potok łez, którego nie mogłam zatrzymać siedząc na podłodze jak mała sierotka. Czas na chwilę się zatrzymał. Na chwilę dla obserwatorów, na wieczność dla mnie. Nie wiedziałam jak się nazywam, ile jestem warta ani co będzie dalej. Przez chwilę poczułam się jak zwęglony list, w którym spisana była biografia - więc wszystko. 
I pewnie płakałabym tak do nocy, gdyby nie resztka sił rozkazująca się podnieść i pozbierać.


photo by: Marcin Szabłowski;
Studio Spoon.
KLIKNIJ ABY POWIĘKSZYĆ
***
Wczoraj byłam też na sesji, Mojej pierwszej studyjnej w Studio Spoon - Marcina, które polecam jak najbardziej ;). Nie ukrywam, że byłam zestresowana i spięta jak cholera, ale ! było na tyle sympatycznie, że z czasem się 'rozkręciłam' tyci tyci. 
A może to przez whisky? Na pewno ^^. Kolejny modelingowy raz kiedy to dostaję kieliszek na odwagę, tak nie można... 
W każdym razie czekam na zdjęcia, a dzielę się jednym, które już dostałam. Miłe doświadczenie. 


***
Nie mam czasu. Zaczyna mi go naprawdę brakować.
Jutro praca od rana, później drink z Vampirkiem. Wieczorem spotkanie z Konradem (mam nadzieję, że już bezprocentowe). 
W niedzielę spacer. 
W poniedziałek kolejne spotkanie z Marcinem , zaraz po pracy. I w zasadzie cały tydzień praca po około 12 godzin. Świetnie... 
I na tygodniu zdjęcia z Robertem! :* Świetne zdjęcia :D Już się nie mogę doczekać! :D
***
Uciekam. ;*

niedziela, 3 lipca 2011

Słodka noc, a nocą gdy nie śpię...

photo&make-up:
Monika Tumińska
Czuję jak dwa lata chorej samotności same się nadrabiają, nie wiadomo kiedy. Nie narzekam, wręcz przeciwnie - jestem cholernie szczęśliwa.
Wszystko w okół zdaje się nabierać kolorów, wpisuję w kartę życia kolejne cele, marzenia, coś działam, próbuję wykorzystać jak najwięcej czasu na samospełnienie. Nawet książka zaczęła mi się podobać, chyba wychodzę z dołka. Czyżby? Po tylu latach walki o to? Tak nagle? Niespodzianie? Piękne...
...
Wczoraj wpadłam z wizytą do Vampira. Na standardową kawę z cynamonem. Trochę się nam przedłużyło i nie opłacało mi się nawet wracać do domu. Od 19stej....nagle czas zwariował...23, północ, 1... Noc i lodowaty deszcz. Zostałam. Godziny filmów, rozmów i łaskotek, za które kiedyś naprawdę go zamorduję. Do tego nieziemski klimat, kilka dźwięków pianina wystukane na życzenie i bezskuteczna prośba o skrzypce. Nie wszystko na raz i tak było cudownie. 
Brakowało mi rozmów, uśmiechów ot tak po prostu, czasem zarwanych nocy dla kilku słów więcej niż pozwoliłby na to dzień. 
Mój Vampir
Dostałam to wszystko a nawet więcej. Stał się motywacją do spełniania kolejnych marzeń. I może czasem przesadzamy męcząc się nawzajem własnym towarzystwem, ale wciąż do tego wracamy. Lubię to. Lubię kiedy wracam do domu w deszczu tak bardzo zmęczona, że myślę tylko o śnie. Lubię chwilę, w której się budzę i uśmiecham do tak niedawnych bliskich mi wspomnień. 
Coraz częściej siedzę na parapecie i wpatruję się w kolorowy obraz za oknem, odpływam gdzieś daleko kreśląc plany. To wszystko sprawia, że czuję się wolna, niedostępna i niebywale silna. 
Dziękuję.



W środę sesja studyjna. Nadal nie wiem jakie chcę te zdjęcia. Ale cieszę się. Nowe doświadczenie, szersze portfolio, zabawa.