piątek, 31 grudnia 2010

Pierwsza nasza rocznica.

Kocham Wrocław.
Kocham każdą chwilę spędzoną tam. Z nim. Przy jego boku.
Każdy nieśmiały uśmiech, spojrzenie. A w pamięci mam ten pierwszy pocałunek.
Spacery za rękę, zimowe zdjęcia i spełnianie moich zachcianek, które... były trudne do spełnienia.
Seanse filmowe, kakao i malibu z mlekiem.
Wrzucanie mnie w śnieg i nieudolne próby wrzucenia Jego...
Wspólnie spędzone noce, jedna po drugiej.
Kolacje, kiedy padałam ze zmęczenia i cieszyłam się z naleśników ^^
Głaskanie mnie po włosach i całowanie, przytulanie i milczenie, kiedy niepotrzebne były słowa.
Mam w głowie każdy jeden wspólny plan, który kruszy się i znika, ale wciąż go odtwarzam.
I mam tą siłę , która tego nie zabije.
W duszy jedna blizna po wydarzeniu, które nas rozdzieliło. I jeszcze jedna na sercu, kiedy powtórzyłam bieg zdarzeń.
Ale blizny nie bolą.
Wiele z Tobą przeszłam. Razem. Przez te najgorsze chwile.
Przepraszam za każdą pomyłkę. I wybaczam te Twoje. Wszystkie.
Dziś rok. Rok odkąd znów Cię mam.
3 lata odkąd Cię kocham.
***
Najważniejsze na samym początku. Dzień minął mi spokojnie. Najpierw obudził mnie kurier, ale wybaczyłam mu, bo przytargał moje BTB :D Zacnie. Nawet mama próbowała^^
Fakt faktem fajne są.
O 13.05, całe 5 minut spóźniony zjawił się Paskud i zabrał mnie na spacer . 
Nowogrodzka fajna, nawet mogłam pomarudzić, marudziłam głównie na jego obleśną podczerwień, którą zupełnie niepotrzebnie ładował do aparatu i zrobił sobie tym tylko krzywdę . Trudno z tego wszystkiego wyszło nam tylko reperowanie poprzednich zdjęć nowymi, całkiem niezłymi + 1 nowy szablon + jedno moje , które zrobił na złość, ale nieważne , moja mina tam jest niewyjściowa. I napluł na lustro haha ciekawe jak to teraz wyczyści ^^
Uroczo.
Mama jutro wyjeżdża. Mam małe malutki niestety plany.
Zakupy rano, może nakładanie koloru i oczywiście zdjęcia. W między czasie będę męczyć mojego remingtona :D!
Efekt może jutro ;>
Wczoraj przegadałam pół nocy przez telefon z Mateuszem... Aż w końcu sama byłam na siebie wściekła że znów zawaliłam ze snem.. I widziałam Arka przez kamerkę. Pokazał mi wreszcie PROJEKT! Jestem zachwycona. Tylko musi nanieść troszkę poprawek . Ja zawsze mam ale.
Z Arkiem widzę się 30 stycznia :) ! 
Pozostało mi tylko ustawić jeszcze kilka spotkań.
I dostałam list! Od R. :) I czekam na ten od Y. :)
Kolorowo 
;***
Dobranoc. < 3

środa, 29 grudnia 2010

Monotonia.

Dzień jak dzień. Cały calutki w domu, bo jestem chora. Wygrzałam się, z czekoladką, dobrym obiadkiem i w sumie na tyle mi starczy. Rysowałam, nadal nie skończyłam, tak to już jest jak nic mi się nie podoba. Miałam chęć na film, później anime, w końcu wszystkiego mi się odechciało. Rozmawiałam z M. kilka godzin i w końcu doszliśmy do wniosku, że jednak idziemy jutro na ten spacer i polowanie. :) Mam nadzieję, że mi przejdzie chociaż część choróbska do jutra, bo znów się nie ruszę. 
W planach filtry, Nowogrodzka, Żelazna, Sobieski. Coś czuję, że się wymarznę za wszystkie czasy jutro... miał być krótki spacer... a nie wygląda na taki, ale obiecał mnie nie przemęczać. Trzymam za słowo.
Pojutrze sylwester.. Później Nowy Rok i mamy po kolejnych świętach. 
Nie czułam w ogóle ich klimatu, zwykłe, bezpłciowe dni, gratis choinka i uroczysta kolacja. Tak to wyglądało. Jak kocham te święta, tak o tych chcę po prostu zapomnieć. Rodzina w rozsypce, wszystko na biegu, niedokończone, niedokładne. Szkoda zatrzymywać takie wspomnienia. 
Może za rok... haha znów się oszukuję, że będzie lepiej. No cóż. Zobaczymy. 
Słodko. Idę spać, bo zaśpię, a chciałam jutro nie wyglądać jak zombie.

Spacery, decyzje.

Poniedziałek był cudowny. Cudowny spacer, zdjęcia , czekolada, film i długa rozmowa. To nic, że się rozchorowałam i ja i on. Nieważne. Liczyło się to, że wreszcie mogłam spokojnie porozmawiać i się śmiałam. A szczęście ostatnio rzadko pukało w moje drzwi. Hm sztuka uliczna rzeczywiście jest piękna, a historia potrafi być interesująca. Tylko nigdy nie trafiłam na kogoś, kto potrafiłby mi to udowodnić. A teraz proszę, tyle się nauczyłam przez raptem dwa dni :) I cały czas rozmawiam o tym co lubię, co mnie interesuje. Zadowolona jestem z tej znajomości, z współpracy.
Przy okazji współpracy mam kolejne propozycje.. a tylko na jedną się zgodziłam .
Zobaczymy co z tego wyjdzie. W połowie stycznia mam spotkanie w celu omówienia szczegółów i dobrania garderoby do sesji. A już niedługo Michaś zrobi mi te zdjęcia w forcie. Tylko cały czas jest tak zajebiście zimno.
Jutro przyjeżdża Asia, wreszcie, tak długo się z nią nie widziałam. Pojedziemy do Parku Ujazdowskiego i do Łazienek Królewskich, na zdjęcia, na spacer. Miło.
Szkoda tylko, że to hm 3 godziny mniej więcej. Nie wiem czy się ze wszystkim wyrobimy.
Czwartek spotkanie z M. Znów. I filtry ! W celu poszukania kolejnych szablonów i może uda mu się załatwić lampę uv do nocnych odtworzeń :)! Oby... bo z tych ostatnich zdjęć niewiele uratowane.
Cały dzień , wieczór i pół nocy słucham Katatonii. Z racji moich smutnych, przykrych wspomnień Ironów musiałam zmienić repertuar. Ale nieważne.
O przeszłości się nie myśli.
Pan T.P. dziś mnie zranił. A myślałam, że mu się to znudziło.
I tylko dlatego, że powiedziałam mu prawdę, Zresztą w normalny sposób. A nie na złość.
Trudno. Nie będę się przed nikim płaszczyć.
U mamy był dzisiaj Mirek... znów siedziałam zamknięta w pokoju, jakoś nie miałam ochoty z nimi rozmawiać.
I rysowałam znów. Jutro dokończę.Jutro też wreszcie przyjedzie kurier z moimi BTB ^^ 
tylko nie bardzo wiem teraz na kim je wypróbować.
A T. =( Mam nadzieję, że dobrze zrobiłam, choć to bardzo boli...
Pora do łóżka. Zaśpię na spotkanie.

niedziela, 26 grudnia 2010

Miły wieczór.

Spałam do 15stej :P ! Tak jak chciałam :D Jeszcze jutrzejszy dzień chcę przespać i będzie dobrze. Nie lubię świąt. Tegoroczne są okropne. Tak jakoś tęskno mi do lat poprzednich .
Poniedziałek spotkanie <3 Z Panem M. , na zdjęcia. Połazić po dzielnicy i poszukać paru szablonów, coby dorwać sztukę :) Mam nadzieję, że nie będzie padał deszcz...
Czwartek najpiękniejsza data na świecie <3 Choć teraz piekielnie mi smutno. Nie chciałam, żeby tak wyszło, naprawdę nie chciałam. Ale lepiej będzie , zdrowiej.
Sylwester już za kilka dni ;)
Czekam na śnieg. Bo nie ma...mimo, że jest zima.. :( Pada takie nie wiadomo co, aż strach wyjść na dwór. Brrrrrrrrr
Przeżyłam ten piekielny Pierwszy Dzień Świąt : D
Arkadiusz prawie skończył mój projekt na nadgarstek. :) Już się nie mogę doczekać.
Tylko marudzi mi strasznie, że dokładny jest za duży żeby umieścić to na nadgarstku i że lepiej na ramieniu... No tak, tylko , że ja chcę malutki, nie rozumiem czemu się czepia. o.O
Poza tym jeszcze tylko jutro i już mamy poniedziałek :D Znowu się cieszę jak mysz do sera, ale na łyżwy idę. :)
Piłam zajebistego grzańca z mamą :) Jadłam cudowne ciacho. Rozmawiałam miło do później nocy jak widać, prawie poranka i chyba zbieram się spać. Wieczory to najpiękniejsze chwile.

piątek, 24 grudnia 2010

Wigilia.

Wigilia. Zaczęła się awanturą. Ale nie zdziwiłam się nawet trochę, w końcu co rok jest ;) ! Miło. Padło za wiele bolesnych słów, ale uspokoiło się na szczęście. Może to dlatego, że dałam sobie spokój z obroną i schowałam się pod kołdrę żeby to przespać? W każdym razie teraz jest miło. I czekam na kolację.
Wczorajsza kłótnia z Tomkiem zupełnie niepotrzebna, ale cóż. Ograniczenia to jedyne, na co się nie zgodzę. A teraz spędzamy święta daleko od siebie i wcale nie jest mi fajnie.

środa, 22 grudnia 2010

Kruchy lód.

Przez kilka lat zbierałam fundamenty tak by znów zbudować siłę, zacząć wszystko od nowa. Lepsza. I odporna. A później przychodzi ktoś, kto nic nie wniósł do mojego życia i próbuje to zniszczyć. Ale tak się nie da . Mimo, że nie chciałam wracać do wspomnień, do tych bolesnych wspomnień. 
Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumny, dumny z tego co zrobiłeś. Chociaż tyle!

Spokój.

Sporo się zdarzyło. Nie wiem od czego zacząć i czy w ogóle jest sens cokolwiek opisywać, czy nie lepiej po prostu zapomnieć, żeby mniej bolało. 
''I słyszę jak śpiewa do mnie głos matczynej miłości, słyszę ją, że już na mnie czeka nieznany lot niepewnej przyszłości''. Dogaduję się. O tyle dobrze. 
Poznałam Pana M. i wreszcie mogę porozmawiać o fotografii z profesjonalistą. :) Sympatyczny gość. Bardzo dużo wie, jest uśmiechnięty, pozytywnie zakręcony i doradził mi fajnie. .!
:) 
Z niektórymi się kłócę. Standard. Ale! Mam na głowie za dużo REALNYCH problemów, żeby teraz się tym jeszcze zająć. Mam dość. Naprawdę nie mam już siły. 
Schowam się pod koc i nie wyjdę.

Portrety. Portrety. Portrety. Soft?
I fashion. I cieszę się. Ot co. 
I boli mnie brzuch, znowu. Chyba za bardzo się zdenerwowałam dziś.

Cały wieczór przy świecach. Dla relaksu. Dobranoc.

niedziela, 19 grudnia 2010

Fotografia koncertowa i sesja z M.

Życie nabrało tempa. Niesamowitego . Nawet nie zauważyłam kiedy, nagle wszystko zaczęło zwalać mi się na głowę. To dość przyjemne, bo był czas kiedy wynudziłam się jak cholera... Mam mnóstwo rzeczy do zrobienia. Nie wiem czy się uda, czy nie, ale miło jest mieć wypełniony każdy czas i mieć o czym myśleć, nie martwić się problemami,[ a mam ich trochę...] nie mieć na to czasu. Szkoda tylko, że zranił mnie ktoś, po kim bym się tego nie spodziewała. Ale już boli mniej. Noc wszystko ukoiła. Mam nadzieję, że już więcej nie będę widziała tego smutku, nie będę czuła bólu. Staram się kolejny raz być deficytowa. Dziś znów mnie zaboli. Cholernie zaboli. Ale sama to sobie zrobię, kaleczę się psychicznie. Na własne życzenie. Masochistka... Może. Nie wiem już sama gdzie mam rozum, gdzie serce.
Wczoraj zostałam koncertowym fotografem Killerpilze haha. Słodko. Dawno nie było koncertu, może się uda tym razem, te zdjęcia też kuszą niesamowicie. : ) Mam nadzieję tylko, że uda się naprawić kontakt z Jo.. Chyba nie jest zainteresowany ponownym zaufaniem FC. Marta? Kocham x3 Nie mogę się doczekać! Będzie fajnie, ja to wiem. Tylko teraz mam z tym parę spraw do załatwienia i potrzebuję mojej Jagódki. Ale... niestety nie wiem czy znajdzie czas, żeby podjechać ze mną do Live Nation, a i nie wiem czy ich umowa nadal jest aktualna i czy można coś w tym działać.
Mysz dziś uciekła, przeparadowała się po mieszkaniu, zjadła mój węgiel do szkicowania o.O i teraz wyżera paczkę słonecznika... Co za stwór.
Wczoraj jakbym śniła cały dzień, był dziwny, wszystko się w nim zmieniło. Wiele rzeczy pojawiło się w moim życiu, takich całkiem nowych. Wybrałam już miejsce sesji, teraz tylko termin. Śliczne zdjęcia fashion. Cudowny zamek. Nie mogę się doczekać.
Muszę popracować nad książką. Niestety akurat temu zajęciu poświęcam najmniej czasu, a i najmniej czasu mam na jego zakończenie... Nie wiem jak sobie z tym poradzę. Dzisiaj miałam się spotkać z Kubą.. cóż. Nie widzieliśmy się tak długo... ale! Zachorował i niestety spotkanie nie wyszło. Innym razem, pod warunkiem, że zdąży ;)
Jest piękna pogoda, świeci słońce, mam ochotę na spacer... Nie wiem czy z kimś czy samotnie, ale chciałabym pospacerować... :)
...
Zimno i okropnie na dworze, chyba odechciało się się spaceru. Zajęta jestem jak cholera. I miałam posprzątać... a tak mi się nie chce :P 
+

Cały spokój dzisiejszego dnia zniknął tak jakby nigdy go nie było . Nie wiem dlaczego ostatnio nie potrafię trzymać emocji na wodzy. Denerwuję się dosłownie wszystkim, czuję jak podnosi się adrenalina. Kiedyś to lubiłam, teraz zaczyna mnie już męczyć. Niedługo święta. Nie wiem czy nie zrobić sobie przerwy od ludzi na ten czas, żeby pomyśleć, odpocząć. Chyba byłoby najlepiej, ale trochę ciężko. Jestem uzależniona od długich rozmów.
Na pewno ograniczę smsy i telefony. Nie ma tak dobrze. Tu się pojawię, na chwilę. Po świętach będę miała urwanie głowy... ale może to i lepiej, nie będę musiała myśleć o tych wszystkich przykrych rzeczach.
Dlaczego znów czuję, że kruszy mi się grunt pod nagami? Czym tym razem sobie zawiniłam?
+
kurwa jego mać co to ma być do cholery !?!??!!??!?!?!

piątek, 17 grudnia 2010

Rozgoryczenie.

Dziś dziwnie. Od rana zabiegana, jeszcze ten ból, który sparaliżował mnie od góry do dołu. Musiałam na chwilę się zatrzymac, zacisnąć zęby, udać przed matką, że wszystko jest w porządku, że nic nie boli, tak bardzo nie chciałam znów zobaczyć tego strachu w jej oczach. Dotarłam do mieszkania. Przestało boleć. Niech tak zostanie. Lepiej żeby nie wiedziała. Poradzę sobie z tym sama. Szkoda tylko, że wspólnie spędzony dzień nie był tak piękny jakbym tego chciała. Tak mało poświęcamy sobie czasu. Każda zawsze uciekała w swój własny świat. Z daleka od problemów. W ciszę, milczenie, które zabiło w nas całą przyjaźń. Mam nadzieję, że z czasem to wróci, że da się to naprawić. Dzisiaj taka osnuta smutkiem jestem. Chciałabym zamknąć się w izolatce z muzyką i płakać. Całą noc . Cały dzień. Spróbować pozbyć się całego żalu, który we mnie siedzi. Wszystkiego, co tak boli. Co sprawia, że przestaję chcieć myśleć pozytywnie.
I ta obojętność. Nic tak mnie nie zabija jak brak jakiejkolwiek odpowiedzi, brak zainteresowania. Przecież płynie w nas ta sama krew, jak mógł tak po prostu zapomnieć? Tego nie da sie zapomnieć, o ludziach się tak po prostu nie zapomina. Oni są. Ciągle, nadal, daleko, ale jednak istnieją. I nieważne jak długo nie miało się ich w ramionach czy w zasięgu wzroku, z serca nie powinni tak po prostu odejść. Trzeba ich wyrzucić. Więc to zrobił? Wyrzucił mnie jak najdalej. Zapomniał. Pozbył się tęsknoty i obowiązku, uczuć. Miłości. A ja muszę to znosić, radzić sobie z tym każdego dnia. I uczyć moje serce, jak się umiera. Tylko po to by ten zatruty kawałek nie sprawił, że zgnije cała reszta. To nie jest proste. Nie potrafię sobie z tym radzić. Już 12 lat. Dzień w dzień wmawiam sobie, że to nic nie zmieniło, że nadal będę żyć tak , jakby był tuż obok mnie. Ale nigdy go nie będzie, a są dni, kiedy zagryzam usta, by nie wołały:
` Czemu mnie zostawił? Czemu się oddalił?
Tak dziwnie mi kiedy nagle się odezwie. Jakby nigdy nic, myśląc, że jego 'co słychać?' nie dotknie mnie, wręcz połaskocze przyjemnie. Ale tak nie jest. Nie wiem co boli bardziej: jego milczenie czy głupie zainteresowanie na pokaz. I tak już nie potrafi mówić po polsku. I tak powoli staje się mi obcy. Choć moje serce nigdy tego nie zaakceptuje. Jakkolwiek nie starałabym się go nienawidzić... nadal go kocham.
__________
Skopiowane z fbl , bo nie było sensu pisać tego drugi raz w inny sposób. Tyle dziś czuję. Nie potrafię się z tym pozbierać. Nie mam na to siły , może nawet i nie chcę. Nie wiem czy ranię innych dlatego, że ranili mnie, ale nie chcę tego. Naprawdę nie chcę. Dlatego przepraszam, jeśli zrobiłam/powiedziałam coś nie tak.

środa, 15 grudnia 2010

Długie rozmowy.

 Muzyka- klik [ nie mylić z Amy ! ! ! ]

Zablokowali mi konto i przestałam nagle żyć. 
Wczoraj rozmawiałam do 4 z Moniką o wampirach, słuchałam Lacrimosy i zastanawiałam się nad kolejnym rozdziałem książki. Jakoś wszystko mnie przytłacza i niewiele wyszło z próby mojego skupienia się na czymkolwiek ważnym. 18stego casting :) . Miło.
Jestem w trakcie poszukiwania maski weneckiej, zachcianka ! No i zastanawiam się kiedy nałożyć ten kolor na kłaki ^^ [ ja to mam problemy... xD ] .
Ogólnie wcale nie jestem taka wesoła, ale trzeba stwarzać chociaż pozory. Zajmę się dzisiaj tą książką, najwyższy czas. Ostatnio tylko siedzę przed kompem no i nie robię nic z tego, co powinnam . A czas goni.
Znowu dostałam opieprz o lekarza, no ale trudno. Też muszę się wyspać. Bez marudzenia proszę... 
Szkic.Szkic.Szkic. Może też uda mi się dokończyć.
Bardzo dziwne, bo nie działa mi nic prócz neta , który zresztą udało mi się otworzyć tylko za pomocą Menedżera. -.- o.O
coraz gorzej z tym komputerem... eh.
_____________________________________________
Jutro jadę na zakupy większe.
:) Mam nadzieję, że przy okazji znajdę tą maskę!!! 
I terminarz nowy muszę mieć... znacznie większy niż ten który mam teraz... 
cóż. zaczęło się wreszcie życie, zaczęło wreszcie się coś dziać. 
Dziękuję! Bo pewnie niedługo bym padła! :) 

I pozdrawiam moją Pandi. Rozmowy z Tobą dają mi ciut więcej siły. No i nadziei, że wszystko będzie choć trochę lepsze. :)

wtorek, 14 grudnia 2010

Rutyna.

Powinnam spać, ale nie mogę. Smutno mi. Tak naprawdę, tak bardzo bardzo bardzo.
Spałam dzisiaj cały dzień, wypełzłam z łóżka późno bardzo. Zaspałam na badania, straciłam do wszystkiego ochotę. Już drugi dzień zakopuję się w kołdrę i nie mam ochoty patrzeć na świat. W życiu nie miałam takiej zimy, nie patrzyłam na wszystko aż tak pesymistycznie.
Potrzebuję jakiejś rozrywki, czegoś co pozwoli mi zapomnieć o problemach. Poumawiałam się na zdjęcia, w różnych miastach - przynajmniej pozwiedzam. 
I tyle. Ah z Aś miałam jechać do Krakowa, ale sama nie wiem kiedy. Na sesję. I do Poznania wiosną!
I uciekam. Bo jest późno , a muszę wstać rano.
[edit.]
Kłótnia z samego rana - jakie to cudowne uczucie.
I nakręcanie się pozytywne później ;D xD poprawiło mi od razu humor. No cóż.
Za 10 dni te święta. Nie wiem nic. Chyba mi się ich odechciało.
Miała przyjść dzisiaj Monika. o.O ale nie wiem , bo zapomniała się odezwać, ciekawe jak trafi ^^
No i standardowo próbuję dokończyć szkic, i list. 
I na tyle chyba. 
Ah i próbuję ogłupić ból muzyką, jakby mogło to coś pomóc...
Amen

P.S.
pogodziłam się z Arkiem. [ choć nie na tyle na ile powinniśmy się pogodzić. Za to praca nad książką nadal będzie trwała :) . I wygania mnie do szpitala wredny ! I jest mi niedobrze przez tę jego motywację ] : - > ] 
I posprzątałam Łaciatej. Chyba jest zadowolona, chociaż piszczy coś pod nosem ^.^

sobota, 11 grudnia 2010

Bolesne oczyszczenie.

Muzyka - klik.

Nie spałam do 4.30 jak nie później... a o 7 musiałam się zwlec z łóżka i wyjść na tyle godzin. Okropieństwo.
Pada piękny śnieg x3 , bardzo mnie to cieszy, marzę teraz o całym mieście osnutym białym puchem.
Wróciłam dziś do domku po 13stej chyba.. Eh, zmęczona, zła, poddenerwowana. I dopadł mnie smętny nastrój.
Mam ochotę zasnąć i spać 3 dni. Bez przerwy. Przespać tą depresję, która mnie powoli zjada. Nie moge sobie z niczym poradzić. Jeden obowiązek goni drugi, zanim ten zdąży się wypełnić. Kiedy będę mogła odpocząć?
Jest mi smutno. Sama nie wiem do czego i za czym tęsknię. 
I Arek... napisał dziś kilka słów, które i tak doprowadziły mnie do łez, wyciągnął wszystko na wierzch, każdą przykrą rzecz, ale tak chyba jest zdrowiej. Chyba dobrze się stało.
Nie wiem sama czego chcę. Czy chcę go odzyskać i zaryzykować, czy nie chcę, przede wszystkim czy powinnam.
Książka stoi w miejscu, jak się do niej teraz zabiorę to przepełnię ją niepotrzebnie własnym bólem... Chyba zły czas na pisanie. Z drugiej strony zostało mi na to tylko 7 miesięcy, czas płynie...
Święęęta Święęęta za pasem. Wreszcie. Tęsknię do nich każdego dnia. Każdego jednego. 
I mam dziwne przeczucie, że coś się wydarzy, coś niesamowitego, coś przełomowego, tylko nie wiem co.


Siedzę dziś z kartką, węglem i gitarą na zmianę. 
Próbuję się odbić od rzeczywistości. 
Jeszcze nie potrafię. 
Ale dam sobie radę.

Czekam na 22.35

Utrata bliskich.

Nawet nie wiem od czego zacząć. Zabawne, po raz kolejny. Czuję się dziś taka rozsypana. 
Straciłam [?] tracę, już sama nie wiem, dwie osoby w życiu, w jeden dzień, niemalże w tej samej chwili. Mam już tego dość. A miałam się nie przywiązywać, łatwo powiedzieć. Mh... nawet nie mam z kim wyjść na spacer. Ciepły koc, gorąca czekolada i udawać, że mnie nie ma. Tyle na dziś.
Smutno mi. Jak cholera mi smutno. Mam ochotę wytarzać się w śniegu, pobiegać, pooglądać piękne niebo z samego rana. 
Muszę się otrząsnąć, nie mam zielonego pojęcia jak to zrobić. 
11 grudnia, dziś zawody, a ja nie mogę w nich wystartować. Pieprzony kręgosłup! I ta głowa... koszmar.
Nie wiem czy dziś był po prostu taki dzień, czy wszyscy się na mnie uwzięli. Jakieś nieporozumienia, huragany i burze w moim życiu prywatnym. 
I Kamil.. Kamil nic się nie odezwał kolejny dzień... Eh niby nic, a jednak. Znów to robi. Oddaje się w ten głupi wir. Zapomina. Bardzo tego nie lubię.
Z aktualności , trochę weselszych.. cóż umówiłam się na 17.12 z Panem S. na zdjęcia. Portrety. 
Mam nadzieję, że będę zadowolona z efektu. Może się nawet pochwalę. 
I w niedzielę prawdopodobnie spotkam się z Asią. Miło. 
A co później? Znowu to samo, znowu...
Muszę się ponownie zabrać za książkę. No właśnie ... książka. Nie wiem jak teraz będzie. Nie dość, że straciłam motywację, to jeszcze korektora. Cudownie. 
I znowu mi smutno. Setny raz dzisiaj. Każda fala coraz większa.
Jakprzyorgaźmiebezkitu.
Nie. To tak się nie może skończyć. Nie pozwolę po prostu odwrócić mu się na pięcie i iść sobie z mojego życia. Trzeba wyjść temu na przeciw i walczyć. I dać sobie radę.
...
Święta idą. Nie wiem czy się cieszyć czy płakać.

środa, 8 grudnia 2010

Kiepski dzień.

Nie wiem jak nazwać dzisiejszy dzień. Był mieszany. Odkąd wstałam nudny i bezwartościowy. Później na chwilę wyjrzało słońce, bo przyszła Ela z dzieckiem i mogłam odgonić wszystkie czarne myśli, które z całej siły chciały się do mnie dostać i pożreć mi duszę! A kysz!
Ale poszła...a ja znów zostałam ze smętnym kończącym się dniem, który nie zamierzał dziś nic wnieść do mojego życia. Mój humor rozsypany w drobny maczek. Dosłownie. Mam ochotę wziąć walizki i stąd spieprzać.
Jak najszybciej. Jak najdalej. Chcę już święta, mimo wszystko. I czas po świętach, wyjazd... wreszcie, nareszcie.
Nadal kłócę się z Panem M. Nie mam zamiaru , samo jakoś wychodzi.
Poza tym Tomek dziś smutny, wszystko dokoła pojebane...ej...
-.-
I on... `tatuś` . japierdolezaco.
Rozbił mnie na tysiąc drobnych kawałeczków jak stare lustro. Jakby mało mi było na dziś.
Jakby nic nie znaczyło dla mnie, że pewna część mojego serca musiała umrzeć, spłonąć, żeby nie zatruć reszty ciała, pozwolić mu żyć.
Obcy człowiek, a mimo to tak bardzo boli mnie jego obojętność.

I boję się badań. Bardzo się ich boję.
I 9, albo 10 grudnia są mistrzostwa w tańcu, a ja z tym moim starczym kręgosłupem chyba nie dam rady.
-.-'
Coś jeszcze w najbliższym czasie ma zamiar mi się zawalić?


Za czekoladę spełnię 3 życzenia.
!
Ah i dostałam propozycję sesji zdjęciowej. Szczegóły poznam jutro, ale przyda się coś nowego, kolorowego w moim życiu.
Amen.

niedziela, 5 grudnia 2010

Huragan emocji.

Burza emocji. Huragan wręcz. Nie cierpię tego uczucia. Nie mam pojęcia jak się uspokoić, a kolejne fale przychodzą coraz wyższe, mocniejsze, coraz trudniej im uciec. W każdym razie dzisiaj czułam się fatalnie. Od momentu kiedy wstałam nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Miałam nawał obowiązków, a mimo to niewiele zrobiłam. Nic mnie nie zadowala, w niczym nie mogę się odnaleźć. Ciągle czegoś mi brakuje, snuję się jak cień po mieszkaniu. Mam ochotę na długi spacer, ale nic z tego nie wychodzi. Tęsknię do świąt, ale tegoroczne nie będą w komplecie, stąd też trochę mi przykro. Słucham muzyki, oddaję się wspomnieniom, nie są piękne. A muzyka wcale nie koi bólu i tęsknoty. Zastanawiam się ile jeszcze mnie czeka przykrych wrażeń zanim powiem sobie wreszcie z uśmiechem: cholera, jestem naprawdę szczęśliwa. Czy w ogóle kiedyś wypowiem takie zdanie? 
Myślę o ludziach, którzy przewinęli się przez moje życie. Pojawili się na parę sekund, albo zawitali na dłużej , niektórzy zatrzymali się i idą teraz przy mnie, choć niestety są daleko. Ironia. Paradoks.
Wszystko pozytywne i wszystko przerażające zarazem zaczęło się od pierwszej gimnazjum. Do tej pory nie wiem czy zniszczył mnie internat , z dala od domu, w zamknięciu, w tak okrutnym miejscu, o którym czasem wolę nie pamiętać, czy może znajomi, towarzystwo, przez które tak wiele wycierpiałam , utraciłam. Bezpowrotnie. Ale przynajmniej poznałam życie. Krok po kroku ,  od każdej jego strony.
Tam po raz pierwszy otworzyłam się na ludzi, spędzałam ze znajomymi 24 godziny. Pobudka, śniadanie, szkoła, obiad, czas wolny, nauka, spotkania wieczorne, noc. 
Tęsknię za tym momentami jak za niczym innym. Za wieczornym graniem na gitarze i bieganiem po tym pięknym ogrodzie. Za przeskakiwaniem opancerzonej bramy, i uciekaniem przed kamerami, za adrenaliną zbyt późnego powrotu do internatu. Tęsknię za oczami tego jedynego chłopaka ze wszystkich wszystkich , którzy tam byli. Sprawiał , że byłam wesoła cały czas, że wstawałam rano i biegłam na korytarz czekając kiedy przyjdzie, z którym wylewałam na siebie litry wody w lany poniedziałek, z którym grałam całymi godzinami w siatkę..., który pewnego dnia powiedział, że wyjeżdża i już go nie będzie. Tęsknię za uśmiechem przyjaciółki, która sprawiała, że zaczynałam wierzyć w lepszy świat, tęsknię za tymi ognikami figlarnymi w jej oczach, za wygłupami całymi godzinami, za spacerami i kilogramami słodyczy, które przemycałyśmy do pokoi. Tęsknię za znajomymi ze szkolnej ławki, którzy zawsze przeistaczali nudne zajęcia w coś pozytywnego. Za wychowawcami też , mimo, że wielokrotnie płakałam w poduszkę tęskniąc do domu, będąc setki kilometrów od rodziny. Ale wiem, że czegoś to wszystko mnie nauczyło. Teraz.. teraz Ci ludzie porozchodzili się gdzieś daleko jedno od drugiego. Nawet internet nie jest w stanie sprawić, że znów poczuję się przy nich tak dobrze.
Minęły lata, a ja przeprowadziłam się w obce miejsce. Ci znajomi stali się chłodni i obojętni. Nauczyłam się tego samego.
I przestaję powoli wierzyć, że to da się naprawić.
Pojawiła się kolejna przyjaciółka . Teraz to słowo zaczęło nabierać innego , bardziej pozytywnego znaczenia. 
Ale strach przed życiem, tym jak wszystko się potoczy jest chyba ciut silniejszy niż szczęście, które chce przebić się przez mój pancerz. Okropna walka.
Dam radę? Nie mam pojęcia czy dam. Tyle razy mówiłam sobie: deficytowa, szklana, z kamienia..
I co? I nic. Nie jestem.
weak.weak.weak.weak.weak. 
pieprzona bezsilność.

I ta kłótnia dziś. Z panem M. Zupełnie niepotrzebna. Przez którą tak bardzo mi przykro.
Nie chcę żeby tak było. Wszystko się wykrusza. Sypie. Wszystko się psuje. Wszystko to, co chciałabym zatrzymać przy sobie. Zostawić tak jak jest, nieuszkodzone. 
Poznać, pomóc, uśmiechnąć się i poczuć, że wszystko jest w porządku. 

Nagrałeś dla mnie piękną piosenkę. Słucham jej już chyba 7 raz. Nawet pisze mi się lżej. :)
Dziękuję. Bardzo dziękuję.

A teraz wdech i wydech. Już się uspokoiłam.

Wanekon przełożony?! Jak to?! Jak mogli w ogóle?!

piątek, 3 grudnia 2010

Bezsensowne oczekiwanie.

Nienawidzę czekać. Myśleć negatywnie. Odliczać. I wątpić.
Cieszyć się przez chwilę jak idiotka, a w kolejnej minucie czuć tak, jakby cały świat zawalił mi się na głowę. A tak właśnie dziś się czułam. Najpierw szczęśliwa do granic możliwości, a później zawiedziona i rozczarowana.
Poza tym moja głowa...to już jest paraliżujący ból. Przestaję myśleć kiedy zaczyna boleć.

I dostałam Anioła! Najpiękniejszego na świecie!
Ma piękne skrzydła! Jest cudowny ajajjj...
Dziękuję!


Humor dość dziwny. Nie umiem go określić. Ciągle mi czegoś brakuje... szczęścia?
Parę rzeczy wykrusza mi się w życiu, a utrata bardzo boli.

środa, 1 grudnia 2010

Zawód czy kolej rzeczy?

Nie mam pojęcia od czego zacząć. Kolejne bezsensowne wyrzucanie emocji. Wstałam dziś za wcześnie. Może miałabym lepszy humor, gdybym się porządnie wyspała? Nie wiem. Wszystko mnie drażniło. Zmarzłam jak cholera, z racji tego, że musiałam jechać na zakupy. Jest 2.30am, chyba nie powinnam jeść kolacji, ale zapomniałam z tego wszystkiego i teraz mam jeszcze gorszy humor niż wcześniej.
A czemu się popsuł? Miałam w miarę dobry, cóż. Pewien Pan niestety nie jest dla mnie zbyt miły. Tak Tomku mówię o Tobie. Bardzo bardzo bardzo się na Tobie zawiodłam. Dlatego muszę parę spraw przemyśleć.
Amen.
Z drugiej strony nic mnie dzisiaj nie cieszyło. Miałam ochotę na taniec, ale niestety spotkała mnie przykra niespodzianka. Z racji tego, że mam 'uszkodzony' kręgosłup nie mogłam ćwiczyć. Mało przyjemne kiedy przy każdym kolejnym kroku zaciskam zęby z bólu. Mam tylko nadzieję, że lekarze szybko się z tym uporają, bo to męczące na dłuższą metę. Ah i błagam, nie chcę więcej pola magnetycznego, to takie nieprzyjemne...
...
Nie mam na nic siły. Siedziałam dzisiaj przy AS i próbowałam nagrać 'Mask' . I co? I nie podoba mi się barwa głosu jaka przeszła przez mikrofon. Fatalne ustawienia. A Kasia... Kasia właśnie, może by tak popracowała nad muzyką, więcej da się wtedy zdziałać.
Nagrałam za to cover Cranberries. I jestem z niego zadowolona.
Tęsknię za rozmową z kimś, kto stara się mnie zrozumieć, tęsknię za bieganiem po łące i łapaniem motyli. A teraz? Teraz jest zima, chciałabym położyć się na śniegu i robić aniołki...
Spacer z Panem R. nie doszedł do skutku. Teraz nie wiem, czy chciałam , czy nie... W każdym bądź razie czuję pewnego rodzaju ulgę.
Za to przykro mi, że Pan M. jest smutny, ciągle.. i że nie potrafię pomóc, przywołać uśmiechu na jego twarz...
Ale na pewno kiedyś mi się uda!
Z Panem K. ... miałam się spotkać, ale... ale no właśnie, wszystko jest ważniejsze, niż spotkanie .
Cóż. Studia. Praca. Studia. Praca. A może jednak znajdzie dla mnie czas?
-.-
I Łaciata się rozchorowała. Jeszcze mi tego brakowało tylko ...

Ahh... i niespodziankę dostałam! Dziękuję!!

niedziela, 28 listopada 2010

Chaos.

'Dlaczego wszyscy ludzie mają zimne twarze'?
Lepiej bym się poczuła gdybym napisała: wszystko w porządku, mrrr jest zajebiście. Ale nie jest. Z ognia pozostał żar, ale w każdej chwili znów może wszystko się zapalić. Dlatego ostrożnie badam grunt. Cieszę się, że mam kogoś komu mogę o wszystkim powiedzieć, kto jak się okazuje będzie kimś wyjątkowym. Dziękuję Moniko :* 
Marzę o całonocnym spacerze, może nawet o imprezie. Może nocna sesja. Może po prostu podziwianie miasta. Muszę się wyciszyć. Jutro spacer z Panem R. Mam nadzieję, że udany, że warto poświęcić mu chwilę. Za tydzień z Panem K. wreszcie! Czekałam trzy lata na ten jeden jedyny spacer !!!
Projekt tatuażu I i II w trakcie. Czekam niecierpliwie na efekt końcowy. Pan A. się stara, a ja znowu będę żałować swojej decyzji. I chcę już grudzień. Aj , wsiąść w pociąg, zapomnieć o wszystkim.
Dziękuję to wszystko.

sobota, 27 listopada 2010

Ruiny.

Mój świat się zawalił.
W zasadzie mogłabym tyle dziś napisać. W tym jednym zdaniu ukryta jest cała destrukcja jaką tylko można sobie wyobrazić na świecie. Nie miałam pojęcia, że osoby, które potrafią najbardziej kochać, potrafią też cholernie ranić. Niestety najgorszy koszmar okazał się rzeczywistością. 
I co ja mam tu napisać? Że wylałam dzisiaj litry łez? Że moja głowa pęka na drobne kawałeczki? Że moje serce uderzało dziś tak szybko, iż myślałam, że wybije co do ostatniego taktu i już się zatrzyma? Że migrena sparaliżowała mnie do połowy? Że wyrwałam sobie połowę włosów z głowy? Że przez dwadzieścia minut próbowałam uspokoić oddech jednocześnie dławiąc się płaczem? No dobra. Napisałam to.
Wyjaśnienia? Obcy człowiek kazał mi dziś wynieść się z domu i już nie wracać. Spędziłam pieprzoną godzinę na zimnie, w śniegu z bólem zaćmiewającym wszystko inne. Tylko dlatego, że nie chciałam patrzeć na jego mordę. 
Zostałam nazwana nieodpowiedzialną gówniarą , dziwne, że nie pamiętał kto załatwiał wszystkie pilne sprawy kiedy on leżał spity w domu i nie wiedział jak się nazywa. Popsuł mi plany , najpiękniejsze jakie miałam na najbliższą przyszłość, groził mi, mimo, że jest mi tak obcy jak przechodzień na AlexanderPlatz zimowym wieczorem. Ale nie... to nie to sprawiło, że moje życie legło w gruzach.
Obok stała matka. `matka` to słowo dziwnie obco brzmi. Nie powiedziała nic, nawet słowa. Nie potrafiła? Nie chciała? W wyjaśnieniu usłyszałam tylko: 'zrozumiałam jak bardzo mnie skrzywdziłaś'. Cudownie. A więc nagle okazuje się, że jestem winna całemu nieszczęściu na świecie, a przynajmniej temu, które jakkolwiek wpłynęło na jej życie. 
Uczucia, które teraz we mnie siedzą nie są ludzkie. Nie poznaję własnych oczu, stały się zimne, obojętne. Nie potrafię kontrolować własnych odruchów, staję się agresywna, apatyczna, obojętna na wszystko. Nie tak chciałam się zmienić z biegiem lat. Tęsknię za czasem, kiedy biegałam uśmiechnięta po łące obok pięknego dużego lasu i zbierałam kwiatki. Wtedy Ela, która była dla mnie kimś naprawdę wyjątkowym, rozmawiała ze mną godzinami. Potrzebowała mnie, sprawiała, że czułam się szczęśliwa, doceniona, wiedziałam, że moje życie będzie wyjątkowe. Cóż. Lata, ludzie, codzienność wszystko zmienia. Co się z nią stało? Gdzie się podziała? Ona... moja matka, moi przyjaciele? Wszyscy zniknęli albo zmienili się nie do poznania. 
Dziś oglądałam świąteczne przystrojenia, ozdoby na choinkę na wpół zakurzonych sklepowych półkach, widziałam ludzi, którzy śpieszą się za prezentami, które nie dość , że za wcześnie, to jeszcze nie najważniejsze. I po co ten pośpiech? Usiadłam na ławce i zamknęłam oczy. Sama. Pośrodku tłumu pędzącego w różnych kierunkach. Zgiełk, hałas, obojętność. I ja. Pośrodku. Fakt... samotna wśród tylu ludzi. 
I po raz pierwszy w życiu zrozumiałam, że te święta nie będą już takie jak poprzednie, że będzie w nich brakowało duszy , a każdy jeden uśmiech i życzenie będą wymuszone. 
Po raz pierwszy też te święta nie będą wspólne, w gronie rodziny. Nie wiem co boli bardziej. To, że więzi, które powinny być nieśmiertelne przetarły się, czy to, że wszyscy się pogubili i żyją na oślep, a każda próba oświecenia ich kończy się brutalnie. Bo nie mogę użyć innego słowa.
Awantura z matką dziś przeszła moje najśmielsze obawy. Nie miałam pojęcia, że człowiek jest w stanie przekazać aż tyle nienawiści. Może czasem słyszałam w telewizji, ale nigdy sama nie odczułam niczego co sprawiłoby, że zaczynam czuć się jak wyrzutek. Tak właśnie się dziś czuję. I będę przez kolejne dni...
miesiące...może lata.
I to życzenie, życzenie niepotrzebne, wypowiedziane w nerwach i takie, które wpisze się na listę żałowanych słów. 
Nie mamo... nie zepsułam Ci życia. 
Czekam na dzień kiedy to wszystko się kończy, czasem wydaje mi się, że po prostu śnię, ale kiedy się budzę nic się nie zmienia. Więc tylko wracam do rzeczywistości. 
Usłyszałam dziś: 'Nie martw się. Nie jesteś sama.' 
Skądże. Jest przecież tyle osób, które rzucają mi się z pomocą. Jest ich tak wielu, że nie mogę aż dostrzec ich rąk. Niesamowite. Są dwie, może trzy osoby, które naprawdę obchodzę. Cała reszta to szare tło. Przykro mi, ale tak jest naprawdę. Jesteście wtedy kiedy wszystko choć trochę przypomina bajkę, a ja chodzę z przyklejonym uśmiechem, bodaj udając szczęście. NIE POTRZEBUJĘ takich ludzi w okół mnie. 
Dam radę. Dawałam już tyle razy, dlaczego teraz ma być inaczej?

piątek, 26 listopada 2010

Powrót do pisania.

Kolejna próba przelania zawartości mojej przeciążonej głowy na elektroniczne, nic nie znaczące kartki.
Nie mam pojęcia od czego zacząć, tyle się ostatnio wydarzyło. Śmieszne - prawie wszystko negatywne. Na próżno próbuję doszukać się gdzieś pozytywów. Wszystko zanika, jakby nigdy nie istniało, a wspomnienia powoli stają się zbyt odległe, zamazane. Mam przed sobą czystą białą kartkę, prawie jak szansa nowego życia. Tylko nie wiem jak ją zapisać, poprzednia cała pokreślona, teraz nie umiem już pisać, boję się popełnić tych samych błędów. Gdybym tylko mogła cofnęłabym się w czasie i odnowiła cały rok 2009. Niestety tak się nie da, a ja ponoszę przykre konsekwencje swoich czynów. I wcale nie jest mi lepiej pisząc tu dziwne skomplikowane słowa, których i tak nikt nie zrozumie. Ale zawsze to jakiś krok - lepiej się pozbyć choć części, bo duszą. 
Poznałam ostatnio wiele osób. Cudownych i tych mniej. Ktoś pewnie stwierdzi, że znajomości na odległość się nie opłacają. Fakt. Są trudne, ale to też znajomości. Dlatego miło mi czasem napisać do kogoś oddalonego ode mnie 12 000 km tylko po to, żeby cztery godziny poświęcił na samo pocieszanie, na rozmowę, na opowiadanie o wzajemnych marzeniach. Poznałam też ludzi tych bliżej. Jestem miło zaskoczona, przyjemnie połaskotała świadomość, że można zacząć na nowo a przeszłość zostawić w tyle.