wtorek, 14 grudnia 2010

Rutyna.

Powinnam spać, ale nie mogę. Smutno mi. Tak naprawdę, tak bardzo bardzo bardzo.
Spałam dzisiaj cały dzień, wypełzłam z łóżka późno bardzo. Zaspałam na badania, straciłam do wszystkiego ochotę. Już drugi dzień zakopuję się w kołdrę i nie mam ochoty patrzeć na świat. W życiu nie miałam takiej zimy, nie patrzyłam na wszystko aż tak pesymistycznie.
Potrzebuję jakiejś rozrywki, czegoś co pozwoli mi zapomnieć o problemach. Poumawiałam się na zdjęcia, w różnych miastach - przynajmniej pozwiedzam. 
I tyle. Ah z Aś miałam jechać do Krakowa, ale sama nie wiem kiedy. Na sesję. I do Poznania wiosną!
I uciekam. Bo jest późno , a muszę wstać rano.
[edit.]
Kłótnia z samego rana - jakie to cudowne uczucie.
I nakręcanie się pozytywne później ;D xD poprawiło mi od razu humor. No cóż.
Za 10 dni te święta. Nie wiem nic. Chyba mi się ich odechciało.
Miała przyjść dzisiaj Monika. o.O ale nie wiem , bo zapomniała się odezwać, ciekawe jak trafi ^^
No i standardowo próbuję dokończyć szkic, i list. 
I na tyle chyba. 
Ah i próbuję ogłupić ból muzyką, jakby mogło to coś pomóc...
Amen

P.S.
pogodziłam się z Arkiem. [ choć nie na tyle na ile powinniśmy się pogodzić. Za to praca nad książką nadal będzie trwała :) . I wygania mnie do szpitala wredny ! I jest mi niedobrze przez tę jego motywację ] : - > ] 
I posprzątałam Łaciatej. Chyba jest zadowolona, chociaż piszczy coś pod nosem ^.^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz