Dzień jak dzień. Cały calutki w domu, bo jestem chora. Wygrzałam się, z czekoladką, dobrym obiadkiem i w sumie na tyle mi starczy. Rysowałam, nadal nie skończyłam, tak to już jest jak nic mi się nie podoba. Miałam chęć na film, później anime, w końcu wszystkiego mi się odechciało. Rozmawiałam z M. kilka godzin i w końcu doszliśmy do wniosku, że jednak idziemy jutro na ten spacer i polowanie. :) Mam nadzieję, że mi przejdzie chociaż część choróbska do jutra, bo znów się nie ruszę.
W planach filtry, Nowogrodzka, Żelazna, Sobieski. Coś czuję, że się wymarznę za wszystkie czasy jutro... miał być krótki spacer... a nie wygląda na taki, ale obiecał mnie nie przemęczać. Trzymam za słowo.
Pojutrze sylwester.. Później Nowy Rok i mamy po kolejnych świętach.
Nie czułam w ogóle ich klimatu, zwykłe, bezpłciowe dni, gratis choinka i uroczysta kolacja. Tak to wyglądało. Jak kocham te święta, tak o tych chcę po prostu zapomnieć. Rodzina w rozsypce, wszystko na biegu, niedokończone, niedokładne. Szkoda zatrzymywać takie wspomnienia.
Może za rok... haha znów się oszukuję, że będzie lepiej. No cóż. Zobaczymy.
Słodko. Idę spać, bo zaśpię, a chciałam jutro nie wyglądać jak zombie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz