poniedziałek, 28 lutego 2011

Awantura.

Zbierałam się żeby tu napisać. Żeby do tego wrócić i chcąc nie chcąc odtworzyć wszystko w głowie. Chciałabym ten jeden wieczór rozkruszyć, posłać do nicości, niebytu, gdziekolwiek skąd nigdy by się nie wydostał. A jednak to nie jest możliwe. Mogę jedynie dźgnąć go lekko, poruszyć jak cierń w ciele, z a r y z y k o w a ć, że w taki sposób będzie mi choć trochę lżej. 
Kolejna awantura w domu. Nie mogę tego nazywać już kłótnią, kiedyś każda sprzeczka wpadała do szufladki z tą nazwą...Teraz jest już zbyt poważnie, żeby to olewać. Jest coraz gorzej, z każdym kolejnym zdaniem oddalam się od rodziny, od zaufania, jedynych ludzi, na których mogę polegać od dziecka. Nie potrafię tego zatrzymać, jedynym wyjściem jest ucieczka, odejście jak najdalej, odseparowanie się choć na jakiś czas, żeby żar wygasł całkowicie, bo tak...ciągle jest rozdmuchiwany.
Znów z ust wypadło kilka niechcianych słów i hektolitry łez z oczu, a tak nie powinno być, powinnyśmy się wspierać nawzajem, pomagać, rozmawiać. Bolą mnie te relacje. Boli mnie żegnanie się ze sobą przy każdej aferze i próba pocieszenia, pogodzenia się tylko po to, by znów się pokłócić za parę godzin.
Czuję się zmęczona. Chcę odpocząć.
A wszyscy w okół próbują wmówić mi, że to we mnie tkwi problem, że to ja nie otwieram się na świat, nie chcę niczego próbować, że na mojej twarzy nie ma już uśmiechu.
JA NIE MAM NA TO SIŁY, czy to tak trudno zrozumieć?
CHCĘ! Nie przeczę, że chcę znów być tak samo wesoła jak kilka lat temu, śmiać się jak dziecko, biegać po łące i udawać, że jedynym problemem jest to, że motyle za szybko uciekają...
Ale to gdzieś się schowało. Cała ta beztroska, której szukam i potrzebuję.
Musi minąć trochę czasu, a ja muszę odnaleźć odpowiednich ludzi. Wtedy powoli wszystko wróci na swoje miejsce.
A teraz...pozostaje spalić mi kolejny most, którym dla własnego dobra nie chcę wracać.
***
Z aktualnych spraw..
Dostałam dzisiaj od mamy książkę 'Cujo' Kinga, w angielskiej wersji. Wreszcie sobie poczytam. Obejrzałam 'Pan Życia i Śmierci' i jestem zdegustowana sytuacją na świecie, zarówno pokazaną tam i jak tą obecną.
Mam też za sobą dzisiejszy film 'Cujo' niestety nie powalił mnie na kolana. Wręcz zniechęcił.
W środę odbieram okulary i wybieram się na spacer z Avikiem.
A do tego czasu siedzę nad książką.
***
Tęsknię za długim spacerem po lesie, gdzie biegałam szukając kolorowych liści do wazonu.
Przyglądałam się każdej roślince i najchętniej wszelkie kwiaty hodowałabym u siebie w pokoju.
Pamiętam ognisko nad rzeką i pierwsze pozowane zdjęcia.
Pamiętam też, że wtedy nie było żadnej troski.
Byłam malutka i cały świat wydawał się piękny.
Wystarczyło, żebym urosła i mogła spojrzeć na to, ''co jest ponad stołem'' żeby przekonać się, że w bajce żyją tylko dzieci.

^^Sekretarka.

piątek, 25 lutego 2011

Wrażliwość.

Znowu pozwoliłam wrażliwości dotrzeć do serca. Och jak ja tego nienawidzę! Chwila , w której cały organizm wypełnia bezkresne szczęście, szczęście, które powoduje nami przez kilka ładnych godzin, wymusza uśmiech, od którego później ma się zakwasy czy też miłe gesty, których później wstyd: w tym smsy o treści tak przesłodzonej jak moja wczorajsza herbata x 7.
Plus przytulanie i godzina rozmowy o błahostkach, jednak z tak miłym tonem, że własnego głosu poszukiwałam kolejnych kilka godzin. Nie. Nigdy więcej.
Bo...później ta euforia odchodzi. I znowu przychodzi smutek. Jednak nie stopniowo, powoli, małymi falami... uderza jak tsunami nagle, gwałtownie, że nie jestem w stanie złapać tchu przed zatopieniem. I tkwię w tym cholernym depresyjnym stanie kolejny miesiąc, lub więcej czekając i marząc o kolejnej dawce uzależniającego szczęścia. Cierpiąc jak narkoman na głodzie...a ono leniwie wyczekuje i przedłuża... jakby wcale nie miało ochoty do mnie przyjść.
Tak czułam się ostatnio kiedy wszystkie moje plany ''wzięły w łeb''.
Miałam nadzieję, że cały tydzień będzie wyglądał tak jak w moim terminarzu, jednak wszystko się w nim poprzestawiało, połowa całkiem wypadła z rzeczywistego świata i poczułam się samotna, cholernie przytłoczona.
Jak mi jest teraz? O niebo lepiej, choć dalekie to od radości. 
Może pomieszanie w jednym kieliszku szczęścia z rozpaczą nadaje życiu ekscytacji, uroku , tajemniczości , ale ja podziękuję.. naprawdę mam dość.
Na jakiś czas przynajmniej. Chcę poczuć jeden stabilny stan: neutralny, radosny, albo melancholijny jak cholera, byleby się nie zmieniał. To irytuje!
...
Ostatnio miałam ogromną potrzebę obejrzenia kilku filmów. 
Zaczęłam od 'Season of the Witch' z Nicholasem Cage'em. Może nie był dobry w stopniu, w jakim się tego po nim spodziewałam, ale zawsze to jakaś rozrywka.
Prócz tego obejrzałam '300' , mimo to... 'Troy' podobała mi się bardziej. I to wcale nie ze względu na Pitt'a! 
Skończyłam na wczorajszym 'The lovely bones'...i ... jestem pod wrażeniem, film jest genialny. Ukazuje mnóstwo uczuć i skłania do potężnych refleksji. Muzyka..urzekła mnie w każdej sekundzie, fabuła, wszystko, łącznie z nutą tajemniczości do samego końca.
Tylko...ogrom w nim smutku. Chyba powinnam obejrzeć wreszcie coś z happy endem.
...
Zebrało mi się na mały powrót do przeszłości. Mały, bo nie wspominałam wiele. Zaledwie moje ostatnie miejsce zamieszkania, gdzie poznałam wiele ciekawych osób, za którymi tak mi się tęskni. 
Poznałam ludzi, którzy przyjęli mnie bardzo szybko do swojego grona, dali ogromną ilość radosnych chwil i z którymi uwielbiałam spędzać czas. Z biegiem lat wszystko się zmieniło i każdy poszedł w swoją stronę, ale to było do przewidzenia. Niewielu zostanie blisko. Tych nielicznych nazywamy przyjaciółmi. Jednak jak się u mnie okazało, nawet Ci blisko, czy też zbyt blisko okazali się podłymi świniami. Niestety.
Za to mam jedną kochaną osóbkę, na którą mogę liczyć i której jestem za to bardzo wdzięczna. I tęsknię za nią każdego dnia, nieprzerwanie. 
Jak za kawałkiem duszy, która bez niej się nie skompletuje.
Przez jedną małą chwilę wróciło wspomnienie, które tak samo szybko wywołało na mej twarzy uśmiech i grymas bólu. Jestem zadowolona, że moja siła była na tyle duża by je prędko wymazać . 
...
Jeśli już jestem przy przemyśleniach... Ostatnio chodzi mi po głowie tematyka śmierci. Nie jest to ani łatwy, ani przyjemny temat, jednak napawa mnie obawą i co jakiś czas (może z ukrywaną fascynacją, o której boję mówić się głośno) powraca do mnie. 
Co rusz zadaję sobie pytanie: dlaczego ludzie umierają? 
Nie potrafię zrozumieć ogromu tego systemu... Rodzisz się w miłości, poznajesz ludzi, darzysz ich zaufaniem, uczuciem, przywiązujesz się , przyzwyczajasz, czasem nie potrafisz bez nich żyć tylko po to, by na końcu wszystko stracić zadając ból i sobie i im... 
To jest potworne, niesprawiedliwe, nieuczciwe. A jednak..
System nagród? Jest coś po Drugiej Stronie? Może w ogóle nie ma Drugiej Strony?
Ale ja wierzę, wierzę, że nie straciłam tych co kocham, na zawsze...
A przynajmniej chcę w to wierzyć, a to już dużo.
...
Aż wreszcie przejdę do wydarzeń aktualnych. 
Byłam wreszcie u okulisty i oczywiście musiały spełnić się obawy związane z wadą wzroku.
I co? I jakżeby inaczej Aish będzie panią profesor w okularkach.
Nie wiem czy to brzmi mr czy tragicznie, w każdym razie dla mnie niezbyt przyjemnie.
Oprawki wybrałam ciemne, w sumie to ładne są...
Może nie będzie tak tragicznie.
Od 11 do 19 widziałam w 3D. Nawet szyny tramwajowe wychodziły z ziemi. 
Tak się czuje ćpun na haju. Było śmiesznie^^
Teraz migrena, może przez krople, może przez chorobę. Nie wiem
Ale mam dość na dziś.
...
Most Siekierkowski - Warszawa

Widok z mojego balkonu.

Niebo nad Warszawą.

wtorek, 22 lutego 2011

Wegetacja

Czuję się jakby wyrwano mi kilka kartek z kalendarza. Tak jakbym miała na nich coś zapisane i już nigdy nie mogła sobie przypomnieć co na nich było. 
W e g e t a c j a .
Coś strasznego. Starałam się temu zapobiec. Pisałam książkę, pisałam z przyjaciółmi szukając w nich motywacji, pocieszenia, siły, wsparcia... robiłam treningi i rysowałam. Mimo to, wszystko spełzło na niczym.
Plany na przyszłość? Najbliższą, dalszą...
Na pewno spotkanie z Igą, jakiś spacer ze znajomymi, 25 lutego okulista, nie ukrywam, że trochę się boję, wystawa storczyków w weekend, w niedzielę przyjeżdża do mnie Kubuś.
Marzec zaczynam od wypadu na łyżwy z Wampirem. Później sesja z Mateuszem Radzkim, 12 marca idę do PJWSTK (jeszcze nie wiem z kim: albo z Avikiem, albo z Tomkiem, jeśli akurat wtedy będzie w stolicy) .
Ogólnie plany nie rysują się jakoś szczególnie pięknie. Wiele z nich trafił szlag. Ale nie chcę już nawet do tego wracać.
Potrzebuję rozmowy, długiego spaceru, czekolady i przytulenia. I powoli wszystko się unormuje.
Tak mi się wydaje.
Jutro idę na spacer z Michałem. Trochę się posprzeczaliśmy, ale mam nadzieję, że jakoś się dogadamy. Ostatnio tylko się kłócę. Co jest...
I zaczynam wreszcie naukę zacnego języka. O ile starczy mi czasu. Przez tworzenie teczki prac niestety znacznie się ten wolny skróci...

Papug z warszawskiego zoo.

Pół-martwe drzewo z Łazienek Królewskich

Kościół w Przedborzu.



 ___________________________________________________________
Robię porządek na dysku. Przydałoby się wszystko pozgrywać.
I pomyśleć nad nowymi zdjęciami. 
O.

piątek, 18 lutego 2011

Niewyspanie

Nie ma to jak zacząć dzień od niewyspania. O taak, położyłam się koło 2, zasnęłam po 3, a o 8 już na nogach. Ale humor o dziwo pozostał nienaruszony! :D O 10 pierwsza dzisiejsza wycieczka - mało interesująca, dość kosztowna, ale wróciłam szybko do domu i wpełzłam do łóżka. 
O 18 spotkałam się z Mrocznym i...poszliśmy na spacer, specerzysko - powiedziałabym - 5? ponad 5 km? Mniejsza. Coś koło tego [ w moich 10cm szpilkach ;(] ale...było mega pozytywnie, potrzebowałam takiego odpoczynku. I lubię z Nim spacerować ;>
Niestety nie zabrał mnie na cmentarz, a mam na to ochotę od dłuższego czasu. Może innym razem.
...
Miałam się dzisiaj zabrać za książkę, ale coś mi nie wyszło. Najdziwniejsze jest to, że czas przeminął dzisiaj tak, że nawet chwilę nie martwiłam się wszystkimi tymi filozoficznymi, głupimi problemami. Wreszcie choć jeden dzień odpoczynku psychicznego. Ufff.
Może to dlatego, że caaaały dzień w domu był Igorek malutki i musiałam się zajmować dzieckiem. ? :)
Nieważne
Dzisiejszy dzień zapisuję jako ten udany. Jak najbardziej. I przełożyłam moje jutrzejsze spotkanie: WYŚPIĘ SIĘ! <3



czwartek, 17 lutego 2011

Przyśpieszenie czasu.

W ostatnich dniach tak mało się wydarzyło, że trudno mi uwierzyć w ich istnienie. A jednak daty w kalendarzu się zmieniły a najcieńsza wskazówka standardowo przesunęła się 172800 razy.
Usiadłam wreszcie do książki. Nie mogę sobie nic zarzucić jako, że kilka godzin nie robiłam nic innego poza studiowaniem hierarchii i wpisywaniem jej skrzętnie na strony powieści. I jestem z siebie dumna. Mimo, że przez te godziny naprawdę niewiele to ruszyło do przodu to jednak się zmusiłam, pobudziłam zaspaną jeszcze wyobraźnię i cokolwiek mogłam zmienić. Zawsze to kilka informacji więcej, zawsze kilka kroków mniej do zakończenia. 
Dziś jestem po dość sympatycznym spacerze z Michałem. Nie miałam na ten spacer najmniejszej ochoty zjadana od środka przez lenistwo i odrazę do świata, ale potrafiłam odnaleźć jeszcze okruszek siły żeby się zmusić i wyjść z domu. Nie żałuję. Odwiedziłam Łazienki Królewskie tuż przed zmrokiem i mogłam chwilę odpocząć. Naprawdę było miło. Nie tak jak zawsze kiedy czas uciekał mi przeganiany nie wiadomo kiedy i przez kogo.
Wróciłam i nagle godziny nabrały prędkości. Nic już dziś nie zrobię, dlatego ucieknę do łóżka mając cichą nadzieję, że jutrzejszy dzień nie spieprzy mi samopoczucia.
Dobranoc.



środa, 16 lutego 2011

Boski sen.

Znowu się pogubiłam. Teraz w samej sobie. Próbuję się zatrzymać i nad sobą zastanowić, ale nie bardzo mi się to udaje. Nie wiem dlaczego, chyba potrzebuję spokoju. Z drugiej strony mam ochotę nie mieć na nic czasu, być zmęczoną każdego dnia i szczęśliwą z wyczerpania; paść na łóżko z uśmiechem i zasnąć tylko po to by na drugi dzień do nowa nabrać pędu. Sama nie wiem czego oczekuję od życia. Znalazłam się w momencie, w którym powinnam wiedzieć część rzeczy, podjąć kilka ważnych decyzji a ja się zatrzymałam bezradnie i nie wiem co dalej. Teraz nasuwa się tysiąc pytań na które od dawna powinnam znać odpowiedź. 
Mam dziwne sny. Śnił mi się Bóg, który pokazał mi kilka scen rodzinnych z filmów [ już ich nie pamiętam ]. Wiem tylko, że te rodziny były szczęśliwe, uśmiechnięte, wspierające się nawzajem, taki perfekcyjny schemat. Wiem też, że byłam w tym śnie takim kontrastem. Patrzyłam na to wszystko i czułam, że coś jest nie w porządku, że ja taka nie jestem, nie tak to u mnie wygląda i że w pewnym sensie jestem temu winna. 
Kiedy zrozumiałam przesłanie zobaczyłam siebie umazaną krwią. Okropny widok. Ale daje do myślenia.
Głupie senniki wciąż mówią to samo: zmiana nastawienia psychicznego. Oby. Wreszcie... Bo mam dość serdecznie takiego stanu.
Z rzeczy codziennych i ostatnich wydarzeń...
Walentynki... smętne, komercyjne święto. Nie miałam ochoty wychodzić z łóżka, nie wiem nawet o której się wygramoliłam z niego. Później miły telefon od Tomka , za który bardzo bardzo dziękuję, wieczorem spacer i czekolada z Mroczniakiem , za co też dziękuję, było mi potrzebne wyjście. O.
Dzisiaj spacer z Michałem, ale było tak zimno, że praktycznie nie mogliśmy rozmawiać , więc umówiliśmy się na jutro, troszkę wcześniej.
W piątek ponownie spotkanie z Mrocznym, sobota kawa i plan sesji.
A praca nad książką trwa.

I mówię sobie stop. Zagubiłam się i wracam na normalną drogę.
Dziękuję za uwagę.


niedziela, 13 lutego 2011

Obojętność przyjaciela.

Znów zaniedbałam. Ale mam dobre wytłumaczenie - dorwała mnie depresja. Taka konkretna depresja. Po prostu pewnego dnia odechciało mi się wszystkiego, straciłam siły i ochotę. I denerwuje mnie setka pytań: a dlaczego tak się czujesz? A jak Ci pomóc? Co mogę zrobić? ... -.- Gdybym znała odpowiedź na te wszystkie pytania to sama już dawno bym sobie pomogła. Przecież to logiczne...
Mam chwilowe zachwianie własnej wartości i wartości ludzi, których uważałam za bliskich mojej osobie. Arek, któremu tak bardzo zaufałam i który tak wiele o mnie wiedział okazał się egoistą, na dodatek takim, który wykłóca się kiedy powie mu się to prosto w oczy. Ciągle uważa się za lepszego, takiego, który wszystko najlepiej wie, pokazuj rzeczy które są idealne, perfekcyjne w porównaniu z każdą jedną którą zrobię ja...
Cóż..taki kontrast, nie wiem co chciał tym osiągnąć, bo poza moim przykrym samopoczuciem nie udało mu się nic zyskać. Jego tandetne tłumaczenie, że nie zauważa ludzi bo jest introwertykiem też nie zrobiło na mnie zbytnio wrażenia, po prostu przepłakałam kolejną noc więcej tracąc już kolejną osobę, na której mi zależało. Nie potrafię się z nim dogadać, naprawdę się staram, godzinami wymyślam jak ułożyc zdanie, żeby nie przekręcił tego w złą stronę. Tak nie powinno być, czuję się uwięziona, ograniczona kilkoma słowami... To przerażające uczucie. Ale było, minęło.. nie tylko on składa się na to, co teraz siedzi we mnie i nie chce wyjść, jakis pieprzony cierń.
Znów mało dogaduję się w domu. Mało... dziwnie powiedziane, awantury są tragiczne, kazda kolejna jest większa od poprzedniej, bardziej dosięga i rani. I zostają rysy - blizny, które się nie zagoją - tam głęboko w środku. Tego nie da się zapomnieć. Przez te kłótnie robię kilka spontanicznych rzeczy, których później bardzo żałuję, z których nie ma odwrotu, a przemyślane na spokojne wydają się idiotyczne wręcz.
Czekam na wiosnę , jest mi potrzebna jak nigdy dotąd. Słońce, kwiaty, długie spacery, muzyka, koncerty, spotkania ze znajomymi... obojętne o czym mielibyśmy rozmawiać... potrzebuję ludzi.
Chcę się pozbyć tej zimowej okropnie ciężkiej powłoki. Bo sprawiła, że wegetuję.



niedziela, 6 lutego 2011

Prezent.

No i od czego by tu zacząć *myśli intensywnie* Zrobię chaos. I wypiszę co ważniejsze. 
Po pierwsze! Dostałam gitaaaarę! I jest cudowna. Ma piękny kolor i kształt. I nie oddam. I dziękuję i w ogóle jejku, wreszcie będę mogła grać... *_*  <3
Po drugie nie mogę jej nastroić i dostaję z tym szału. Ale...dam radę, jakoś. Na pewno...
Po trzecie... umówiłam się na zdjęcia z Konradem, znaczy najpierw na kawę, bo musi mi to wszystko rozrysować. Wiem na pewno, że będą zdjęcia z gitarą tego zacnego pana i zdjęcia z bronią
[ yeah military sex < 3]
i na pewno bodypainting! [ zawsze chciałam ] . Tak więc zapowiada się fajnie. A jak wyjdzie zobaczymy, wreszcie cokolwiek mi powiedział, bo nie mogliśmy się w ogóle zgrać. 
...

Jeśli chodzi o moje wewnętrzne samopoczucie to jest źle. Albo inaczej... było źle jeszcze wczoraj. Dziś ujdzie. Jutro pewnie znów wszystko się pogorszy. 
Czuję się jak szkielet bez serca, bez duszy, nie posiadający emocji, woli, wegetujący napędzany nie wiadomo czym .
Patrzę w jeden punkt, zamyślona, zagubiona. Sama nie wiem co powinnam czuć, próbuję się tego doszukać i nie znajduję nic. Jakby nigdy nie istniało. I już sama nie wiem kim jestem i gdzie powinnam szukać. 
Może samo się odnajdzie? Nie wiem nawet czego powinnam poszukać...
Dodatkowo od 3 dni umierałam. Paraliżował mnie ból z kosmosu, nie wiem jak nazwać to, co mnie zżerało przez te dni. Godziny przeleżane na łóżku półprzytomnie, ograniczona świadomość i ruch.
Przeżyłam. Teraz będzie tylko lepiej. Mam nadzieję.
Propos `lepiej`... 
Zawiodłam kogoś. Ktoś zawiódł się na mnie. Jakie to okrutne uczucie. Czuję się jakby ktoś wbił mi sztylet w serce i nie chciał wyjąć bym umarła. 
Całe szczęście miał dobre serduszko i wybaczył. Za co jestem mu naprawdę bardzo wdzięczna.! 
***
Pisałam listy. Nie dokończyłam, tak jakoś wyszło. Znów. Nie mam weny, ochoty, czegokolwiek co pchnie mnie parę kroków na przód. 
Wpadły mi do głowy pomysły pierwsze na początek książki, ale są cholernie niedopracowane i jeśli nie znajdę odpowiednich książek wszystko legnie w gruzach mimo pięknych stawianych fundamentów...
Tak więc czas odnaleźć dobrą bibliotekę...narodowa mnie nie kręci niestety... ale może się wybiorę. W końcu książki to książki... miejsce jakoś przetrawię...
Obejrzałam `Fallen` z Paulem ^^. Nawet ujdzie. Dobry film, dobre źródła. Ogólnie fabuła rozwinięta. Poprawił mi się humor .
I jutro... jutro powinien przyjechać Arek. Do lekarza i do mnie poszperać w książce, może mi pomóc. 
Ale nie wiem jeszcze co z tego wyjdzie.
***
A dziś... dziś jest taki dzień wyjęty całkowicie z mojego życia.
Byłam na długim samotnym spacerze. Co znaczy długi ... hm. To znaczy, że przeszłam najpierw 6 km, później 2 km, później 2 kolejne. Razem wyszło równe 10 km. Jestem z siebie dumna biorąc pod uwagę, że przeszłam wszystko w szpilkach. Ale... dotleniłam się, słuchałam przy tym dobrej muzyki, przemyślałam wiele spraw i obecnie czuję się absolutnie wyciszona, lekka. 
Przestałam się wszystkim przejmować. Ale ta opcja `vip` została mi przyznana tylko w tym dniu. I wiem, że jutro nie przejdę kolejnych 10 km tylko po to by znów móc się wyciszyć. 
Tak więc nacieszyłam się chwilą przyjemności. Wystarczy na kilka dni. Być może.
Dziękuję za uwagę.
Dobranoc.

today vampire

broken Nephilim

środa, 2 lutego 2011

Sesje , książka, pęd.

Znowuż zaniedbałam elektroniczne źródło moich wspomnień ^^.
Ostatnimi czasy ciągle czegoś mi brakuje, sama nie wiem czego, ale czasem czuję, że ta potrzeba rośnie z dnia na dzień i nie mogę nic na to poradzić żyjąc w nieświadomości.
Próbowałam przyćmić to uczucie oglądając filmy. Najpierw `Labirynt Fauna`, później `Iluzjonistę`. Niestety niewiele to pomogło, choć przyznam... , na krótką chwilę oderwałam się od rzeczywistości.
Obiecałam sobie, że zacznę już regularnie pracować nad książką. Wcześniej miałam więcej zapału, siadałam do niej codziennie a słowa same płynęły. Nie wiem dlaczego teraz wszystko się zmieniło. Może Arek podcinał mi skrzydła ciągle krytykując, nie wiem... w każdym razie zostało mi mało czasu, a muszę ją skończyć. Więc skoro nie przychodzi na to ochota, po prostu się zmuszę. Choć warto by najpierw dobrze przemyśleć nową fabułę, utrata starej troszkę mnie zabolała. Ale widocznie tak miało być i trzeba wymyślić coś zupełnie nowego - może nawet lepszego.Kto wie...
Nie wiem jeszcze, z którym wydawnictwem powinnam zacząć współpracę. Choć jedno z nich zajęłoby się 100 % całą dystrybucją, mimo, że droższe, chyba zdecyduję się właśnie na nie.
W niedzielę miałam straszny dzień. Od rana potykałam się dosłownie o wszystko, wszystko mi wypadało z rąk, miałam zrobić ciasto, ale z czystej obawy nie dotykałam się nawet do niego. Mówiłam od rzeczy, później udzieliło się i matce ^^ i tak we dwie modliłyśmy się, żeby ten dzień się skończył. Mimo wszystko - było zabawnie. Dawno tak nie dogadywałam się z mamą. To przyjemne uczucie po tylu awanturach - coś nowego. 
Później oczywiście padła mi jedna sesja zdjęciowa - bo fotograf myślał, że można w ostatniej chwili powiedzieć, że ma się ochotę na zdjęcia już drugiego dnia. Nie wiem co sobie myślał, może , że wstanę i o 4 w nocy bo on ma taki kaprys. Trudno. Ma kto robić mi zdjęcia, więc jedna w tę czy w tę stronę naprawdę nie robi mi różnicy. Czekam na kolejne, bo zapowiadają się przyzwoicie.
Na obiad dostałam naleśniki i tak, to jedna z tych rzeczy, którymi muszę się pochwalić, bo były tak zajebiste, że zjadłam chyba rekordową ilość ^^ i to zupełnie bez okazji!! :)
W poniedziałek od rana robiłam ciacho, które na sam koniec zrobiło się zbyt miękkie i jakoś tak... rozpływało się ^.^ ale ale ale ale! Podobno dobre ;>
Oczywiście zrobione dla Mroczniaka, który zaszczycił mnie swoją obecnością po południu i spędziłam z nim miło czas :P xD . 
Po raz kolejny obejrzałam `Labirynt` i `Lustra` po których mam traumę... Cóż. Życie. Chyba nie mogę oglądać horrorów ^^. Źle na mnie działają...
Hm... wczoraj musiałam wyjść na ten kilkustopniowy mróz i jechać daleeeeko daleeeeko po odbiór terminarza menedżerskiego, ale mam go wreszcie i mogę zacząć rozplanowywać wszystko, bo już gubiłam się na tysiącach latających po całym pokoju karteczkach... 
A wieczorem czekała na mnie miła niespodzianka. Yaqqy kupił sobie kamerkę i mogłam wreszcie z nim porozmawiać. Uwielbiam go! Potrafi poprawić mi nastrój nawet kiedy cały świat wali mi się na głowę.
Do tego ta informacja, że wybiera się na studia tutaj... to niesamowite, przejechać tyle kilometrów tylko dlatego, że brakuje mu nowości w życiu. Zobaczymy jak wyjdzie, w planach najpierw moja podróż do niego ;).
*** 
z sesji z Mroczniakiem.
To również.
                                                              i jeszcze ten Przyczajeniec.

z rozmowy z Yaqqym.