czwartek, 17 lutego 2011

Przyśpieszenie czasu.

W ostatnich dniach tak mało się wydarzyło, że trudno mi uwierzyć w ich istnienie. A jednak daty w kalendarzu się zmieniły a najcieńsza wskazówka standardowo przesunęła się 172800 razy.
Usiadłam wreszcie do książki. Nie mogę sobie nic zarzucić jako, że kilka godzin nie robiłam nic innego poza studiowaniem hierarchii i wpisywaniem jej skrzętnie na strony powieści. I jestem z siebie dumna. Mimo, że przez te godziny naprawdę niewiele to ruszyło do przodu to jednak się zmusiłam, pobudziłam zaspaną jeszcze wyobraźnię i cokolwiek mogłam zmienić. Zawsze to kilka informacji więcej, zawsze kilka kroków mniej do zakończenia. 
Dziś jestem po dość sympatycznym spacerze z Michałem. Nie miałam na ten spacer najmniejszej ochoty zjadana od środka przez lenistwo i odrazę do świata, ale potrafiłam odnaleźć jeszcze okruszek siły żeby się zmusić i wyjść z domu. Nie żałuję. Odwiedziłam Łazienki Królewskie tuż przed zmrokiem i mogłam chwilę odpocząć. Naprawdę było miło. Nie tak jak zawsze kiedy czas uciekał mi przeganiany nie wiadomo kiedy i przez kogo.
Wróciłam i nagle godziny nabrały prędkości. Nic już dziś nie zrobię, dlatego ucieknę do łóżka mając cichą nadzieję, że jutrzejszy dzień nie spieprzy mi samopoczucia.
Dobranoc.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz