środa, 29 czerwca 2011

Okrutna bezsenność.

Przez dłuższą chwilę miotałam się w pościeli. Tak, wiem...kolejną noc nie zasnę. Najpierw on... dlaczego znów, znów się odezwał. Powraca jak koszmar. Próbuję zapomnieć, a on na nowo rozdrapuje rany. Jedno, dwa słowa...a wraca milion wspomnień. Jakby wszystko zdarzało się na nowo - chwila po chwili. I choć tak bardzo tego nie chcę, godzinami rozmyślam i wracam do przeszłości. Co jakiś czas sama złapię się na naiwnej myśli, którą prędko odganiam. I znów wszystko zatacza koło, znów za dużo łez. Znów podłe uczucie, które wypala mnie w środku. Zniknij. Odejdź. Daj mi wreszcie oddychać. Poświęciłam Ci tyle życia, drugie tyle sam mi zabrałeś. Wystarczy. I tak zostało mi niewiele.
***
I Ty. Kolejny Ty. Znów. Patrzę w lustro i zastanawiam się dlaczego ta droga właśnie tak się potoczyła. Dlaczego Cię spotkałam i dlaczego właśnie tak wyglądają nasze stosunki. Obce. Nie mogę tego inaczej nazwać choć jesteś brakującym elementem mojej duszy. Wszędzie Cię widzę. Istna obsesja. Czasem staję w płomieniach gotowa odszukać Cię na drugim końcu świata, a czasem skuta lodem chcę ten świat zniszczyć. Zniszczyć i zapomnieć. Raz na zawsze. Nie potrafię. Wydarłeś ze mnie ten kawałek, który coś czuje. Zabrałeś ze sobą. Ukryłeś się i póki nie odzyskam serca, wciąż będę czuć to samo.
Jeszcze są noce kiedy boli mnie dusza. Kiedy łzy zamieniają się w Atlantyk a całe moje życie, każdy sen, marzenie i myśl są dryfującym okrętem w poszukiwaniu Ciebie - przystani? Już prędzej wolałabym zatonąć. Tak wiele namieszałeś w moim życiu. Wywróciłeś je do góry nogami i postanowiłeś wyjść , zamknąć drzwi z drugiej strony, jakby nigdy nic nie miało miejsca. Oboje wiemy jak jest. Oboje wiemy, że poszliśmy złą drogą. Oboje chcielibyśmy to powtarzać raz za razem, dzień po dniu, noc po nocy i tak samo żałować raz za razem, dzień po dniu, noc po nocy. 
Tak się nie da. Kiedyś trzeba powiedzieć stop, dokonać wyboru i albo zmierzyć się z tym potworem jaki nie pozwolił nam iść razem, albo poddać się...jak tchórz podwinąć ogon i uciec.
Tęsknię, wiesz? Są wieczory kiedy ściskam w dłoni zdjęcie i uśmiecham się do wspomnień.

***
Myśli milion.  Uśmiechów. Łez. Wspomnień.
Poduszki rwane na strzępy, spazmy.
Gdyby chociaż zapomnieć, wymazać każdą z tych nocy. . .
Kiedy nie liczyło się nic poza naszym oddechem.
I dłonie Twoje, pod którymi czułam się jak stokrotka zerwana na łące
drżące, ciepłe, kochane...i kochające.
Powietrze moje...!
Jak to jest, że część Ciebie płynna jak cyjanek
kojący, chłodny, jadowity... jak wąż pustynny
który krwi łaknie
by przeżyć, choć chwilę jeszcze
tęskniąc za deszczem
dlaczego znów szepczesz?
Głos Twój jak sztylet mi duszę przenika...
I dusi i  zniewala i nigdy nie znika.
***




sobota, 25 czerwca 2011

First lesson.

Wczoraj spędziłam ciekawe cztery godziny z Vampirem. (20.00-0.00)
Uczyłam go jeździć na rolkach. 
Widok 28letniego starszego Pana na rolkach jest bezcenny. Naprawdę ^^.
Ale! Muszę go pochwalić... szło mu naprawdę dobrze. 
I tak na sam koniec troszkę się poturbował, ale jest szalony, tak bardzo pozytywny...
photo&make-up by:
Monika Tumińska
Najpierw wybraliśmy się do Parku Sowińskiego, gdzie jest tak ładnie, że aż mi się wychodzić nie chciało stamtąd... może było zimno i trochę wiało na początku, ale z całą pewnością nie było to nic, co mogłoby zakłócić mi ten miły wieczór.
Nie mam pojęcia, dlaczego Radek się nie męczy, ale ja po kilkunastu rundach miałam serdecznie dość. Odpoczynek i kolejna część bajki były za to fajnym relaksem. :)
No i jego robienie orzełków na betonie... yyy rozumiem, że niektórzy mają halucynacje. 
On widział śnieg, ja tęczę. 
I ta nasza rozmowa o kolorowych jednorożcach była porażająca. ^^
...
Wróciłam po północy do domu, udało mi się go namówić na powrót spacerkiem. Wiedziałam, że będę po tym słodko spać. I spałam.
A teraz widzę krople deszczu, które tak kojąco uderzają w moją szybę.
Jest naprawdę dobrze. Cieszę się z takiego porządku rzeczy.



środa, 22 czerwca 2011

Iskierki radości.

photo by: Monika Tumińska
kliknij aby powiększyć
Po pierwsze i najważniejsze... - Jacek się znalazł. Wrócił do domu, ale bardzo źle się czuje. Niestety nie wiem jeszcze nic, więc i tak się niepokoję, ale mam nadzieję, że już niedługo wszystko się wyjaśni. Najważniejsze, że żyje. Nic więcej się teraz nie liczy.
...
Po drugie... rozmawiałam dziś z szefem i okazało się, że bez problemu wypisze mi zaświadczenie żebym mogła dokonać mojego wymarzonego zakupu. Zatem imprezę urodzinową uwiecznię już nowym sprzętem. Uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Już nie mogę się doczekać.
Dzisiaj się trochę wynudziłam, więc przez wszystkie godziny czytałam książkę. Skończyłam.
[ niestety, bo była idealna - 'wampir z m-3' - polecam! ]
...
Teraz wolne . Dłuuuugo.
W piątek spacer i rolki z Vampirem. Może cynamonowa kawa i film.
W sobotę... w sumie to jeszcze nie wiem. Może ognisko z Robertem.
W niedzielę... spacer z Markiem i może wreszcie dostanę projekt.
Lubię takie zakończenia tygodnia. Wszystko się układa. Tak powinno być zawsze.


Ukłucie żalu

Wczoraj spędziłam 6 godzin z Radkiem. Obejrzeliśmy dwa filmy ('Omena' i 'Atramentowe Serce') , a resztę czasu spędziliśmy na miłej rozmowie. 
Co prawda przyszedł na tę kawę trochę późno (była 22.30) i wyszedł wcześnie^^ (4.30) , ale było przesympatycznie i mam nadzieję, że jeszcze to powtórzymy. 
W pokoju roznosił (i nadal roznosi się) lawendowy zapach kadzidełek, które dostałam wczoraj wraz ze świeczkami. A kawa z cynamonem stała się moim kolejnym uzależnieniem (z którego nie uśmiecha mi się nawet rezygnować).
Wstępnie umówiliśmy się na piątek, z czego się strrrrrasznie cieszę.
...
Niestety piękne chwile niemal zawsze w mojej rodzinie ściągają za sobą jakieś nieszczęście.
Jacek 6 dni temu wyszedł z domu i nie wrócił. Z początku każdy myślał, że potrzebuje trochę odpoczynku, czasu na przemyślenia... ale kiedy minęła trzecia, czwarta, piąta doba...kiedy mija szósta, a jego wciąż nie ma... zaczynamy się niepokoić.
Wszyscy jego znajomi zostali obdzwonieni, nie ma go w szpitalach, nie ma na liście zgonów... Jakby zapadł się pod ziemię. Telefony są wyłączone i nie korzystał z internetu...
Boję się. Tak bardzo się boję.
Wiem, że tak często dawał mi się we znaki, tak często się kłóciliśmy... ale stał mi się bliskim człowiekiem... stał się częścią rodziny, a teraz ma jeszcze ośmiomiesięczne dziecko. 
Nie mogło mu się nic stać. Nie wyobrażam sobie takiej tragedii. 



poniedziałek, 20 czerwca 2011

Przyjaciele.

zdjęcie, stylizacja by: Monika Tumińska
Weekend był cudowny. Pod każdym względem.!
W piątek przyjechała moja Pandi z Łukaszem i spotkałam się z Monic. 
Spędziłam z nią caaaały wieczór, a w nocy wspólne długie spacery i rozmowy z całą trójką! <3
Sobota spędzona na mieście, przeważnie na dojazdach w kilka miejsc i dość przykre, dwa wypadki.... na które niekoniecznie chciałam patrzeć... 
+ seans filmowy, rozmowy i ogromna dawka śmiechu przez kolejną wspólną noc u Monic. 
Dziś zakupy, sesja zdjęciowa, za którą przeogromnie dziękuję Pandi i Łukaszowi... i za stylizację też! [przede wszystkim], miło spędzony wieczór i... musiałam się żegnać. :(. 
Już tęsknię.
Mam nadzieję, że szybko się znów zobaczymy.



...




`Życie bywa piękne... `
Cieszę się strasznie, że mam przy sobie takich ludzi. 
I pewność, że mogę na nich polegać, zawsze i wszędzie choćby nie wiem co się stało. 
I nie boję się o wszystkim im mówić, słuchać rad i czasem wygłupiać się, marudzić i stawiać na swoim z moim oślim uporem. 
Wiem, że mnie akceptują, wiem, że mogę czuć się wśród nich jak we własnym domu, z najbliższymi. To jest piękne uczucie.
Nie zamieniłabym ich na nikogo, na nic, nigdy, za żadną cenę nie oddałabym wspólnego śmiechu, rozmów, spacerów i przytuleń. 
Są jedyni w swoim rodzaju, wyjątkowi. 
Zawsze blisko, zawsze kiedy ich potrzebuję. I kiedy jest dobrze. 
Pandi, Noxy, Łukasz... dziękuję za te 3 dni. 
Za każdy poprzedni i z góry za te, które nadejdą.
Kocham was.


wtorek, 14 czerwca 2011

Oaza spokoju.

Oaza.
photo by: Monika Tumińska
` zamykam oczy i szukam w sobie Oazy Spokoju `

Dzisiejszy spacer z Vampirem był bezbłędny.
Uwielbiam kiedy gra, a jego muzyka rozchodzi się echem wśród opustoszałych sal.
Ruiny były dzisiaj nagrzane słońcem, pojedyncze jego promyki przedzierały się przez szczeliny dachu i oblewały błyszczącymi smugami smutne ściany.
A ja słuchałam. Z zamkniętymi oczyma stojąc pośrodku tego wszystkiego. 
Wyciszyłam się, wyłączyłam, odgoniłam wszystkie myśli.
Słuchałam, odpoczywałam, oczyszczałam się.
A on nie przestawał grać, póki niemalże narodzona na nowo, nie wróciłam do niego stając cichutko tuż za jego plecami, nie chcąc przeszkadzać.
Mogłabym słuchać tych dźwięków w nieskończoność.
I słów, które były dobierane tak, by nie zmącić ni klimatu ni tej znajomości niepotrzebną falą żalu.
Biegałam po pustych salach, pełnych smutku... próbując jak dziecko schować się, schronić. Przez chwilę poczułam się jak bohaterka filmu, w którym odegra rolę i zginie, bo tak napisane było w scenariuszu.
Ta chwila obudziła we mnie lęk i zmusiła do powrotu do rzeczywistości.
Może to i lepiej. W innym wypadku pożarły by mnie moje własne fobie.
Kilka godzin w innym świecie i jedno przyjacielskie przytulenie, które uzmysłowiło mi, że ludzie nie przestali istnieć...
Wiele mi to dało. 
Niezapomniany wieczór.

niedziela, 12 czerwca 2011

Nowy etap w życiu .

Tak więc mam te 20 lat. Czy coś się we mnie zmieniło? Nic prócz setki postanowień, jakie zamierzam wcielić w życie.
Wczoraj spędziłam niesamowity wieczór z dwójką przecudownych ludzi : Radkiem i Moniką.
Strasznie strasznie się cieszę, a humor pewnie jeszcze przez długi czas będzie się utrzymywał na wysokim poziomie.
Zaraz po 15stej odebrałam małą, czarną i puchatą kulkę, która teraz śpi wtulona w poduszki na moim łóżku. Kociak jest niesamowicie rozbrykany, drapie i gryzie, ale wprowadza ogromną dawkę radości w domu. Najdziwniejsze jest to, że wszyscy od razu go pokochali. Będzie mógł zostać i nie będzie nikomu przeszkadzał. Bardzo mnie to cieszy.
O 16stej pojawiła się moja Monika, z którą spędziłam 3 godziny , później uciekła się uszykować i koło 21 wpadła na moje urodziny. Radek był bardziej punktualny i pojawił się zaraz po 20stej. 
Dostałam przecudną książkę! Z czego niesamowicie się cieszę ! < 33 
...
Alkohol z ogromną dawką słodyczy, rozmowy do 2 w nocy na każdy temat [dosłownie!] + bajka, którą nam opowiedział Vampir... coś cudownego. 
Niesamowicie spędzone kilka godzin ! 
Cóż mogę dodać...? Kocham tych ludzi. Uwielbiam w nich wszystko. Musiałam czekać na nich aż 20 lat, ale było warto przekonać się jakie to uczucie znaleźć te odpowiednie osoby. 
Uśmiech, który nie schodził mi z twarzy do samego końca... oddałabym za nich wszystko. 
...


moje małe panterzysko
A dziś... 
obudziłam się z przytulonym do siebie kocurkiem, przeczytałam zaległe smsy z wczoraj po raz kolejny się uśmiechając... zrobiłam spotkanie dla rodzinki i wyczekuję jutra... Rolki + spacer z Vampirem.
I kto wie... może już niedługo trochę większa dawka wolności. 
:)

Było genialnie! Dziękuję! Tak bardzo bardzo bardzo dziękuję!




piątek, 10 czerwca 2011

W ostatniej chwili.

Tak już mam, że za pięć dwunasta wyznaję wszystkie swoje grzeszki.
Tak właśnie zostało mi ostatnie 6 godzin z mojej nastoletniości, która naprawdę nie wiem kiedy mi zleciała. Dziś w nocy jedynka zamieni się w dwójkę.
Niby nic, kolejny rok do przodu. A jednak...
Jednak mówiąc: mam dwadzieścia lat, powinnam dodać: i tak wiele osiągnęłam, tak wiele zmieniłam i poukładałam w swoim życiu.
Zaplanowałam i próbowałam spełnić choć kilka z marzeń.
Powinnam mieć za sobą szalone chwile z dzieciństwa i rozbrykane wspomnienia z czasów dojrzewania. A co mogę powiedzieć teraz? Kiedy stoję przed lustrem, a za mną w tle tyka nieubłaganie zegar? 
Otóż...nauczyłam się czytać, pisać i liczyć szybciej niż inne dzieci.
Nienawidziłam przedszkola, toteż poszłam dopiero do zerówki.
Nie lubiłam bawić się z innymi dziećmi, wolałam siedzieć z książką i czytać. 
Podstawówka była totalną porażką, zawsze uczyłam się do przodu i nudziłam się na zajęciach. To właśnie tam poznałam pierwszą cudowną koleżankę na kilka lat i to tam narodziła się pierwsza miłość, którą wspominam dobrze do dziś, mimo, że nie mamy ze sobą jakoś specjalnie dużego kontaktu. 
To tam narodziły się marzenia o muzyce, śpiewie, występach, to tam zaczęłam występować przed publicznością i robić coś ze swoim życiem.
Tam zapragnęłam czegoś więcej niż obserwowania przemijających dni.
Gimnazjum... było kolorowe... pierwsze dwa lata które nauczyły mnie życia.
Jakby ktoś uderzył mną o beton, kazał wstać i iść sypiąc mi piachem w twarz.
A ja się nie poddałam. Moje nerwy zszarpały się do granic możliwości.
Dowiedziałam się co to nienawiść, wstyd, lęk.
Pokochałam ciężkie brzmienia, które zostały ze mną do dziś i które pomogły mi żyć, przejść przez to piekło. 
Poznałam ludzi którzy tak samo budowali jak i burzyli moją przyszłość.
Moje marzenia nabrały nowego sensu, przeszły w inny wymiar - bardziej namacalny, realny. Były większe i trudniejsze do zrealizowania, ale przez to nie boję się powiedzieć, że piękne.
To właśnie wtedy wybrałam kilka złych dróg, które później okazały się ślepą uliczką, z której wyjścia szuka się wystarczająco długo, by popsuć sobie kilka kolejnych lat.
Poznałam mnóstwo ludzi, byłam na wielu wyjazdach.
Próbowałam alkoholu i paru spraw, o których wolę zapomnieć.
To wtedy brałam udział w seansie spirytystycznym, którego skutki odczuwam do dziś jakkolwiek wymazuję to z głowy i jakkolwiek tego żałuję. 
Zrobiłam wtedy tak wiele głupstw, ale właśnie one później mnie ukształtowały, umocniły, dały w twarz i otworzyły oczy.
by Radosław Zaborski
kliknij na zdjęcie aby powiększyć


Ostatnia klasa gimnazjum i kolejny obrót o 180  stopni. 
Poznałam kolejnych ludzi, którzy zostali ze mną na dłużej i   pokazali jak cieszyć się życiem.
To właśnie wtedy poznałam tak bliską mi przyjaciółkę, z którą kontakt niestety się urwał dość szybko. Jednak o takich sprawach się nie zapomina.
To przez ten czas były miłostki i miłości, uczucia malowane bólem, zwątpieniem i krzywdą.
I wytrwałość, która tak szybko się wyklarowała po tylu upadkach. 
Liceum. Niby taka dorosła szkoła.
A jednak... tyle samo w niej idiotyzmu co w każdej innej. 
Tam dokonałam kolejnych wyborów, których żałuje się przez całe życie. 
Ale podobno człowiek uczy się na błędach. 
Wiele pozostawiam sobie do życzenia patrząc wstecz, ale dziś wiem, że daję z siebie wszystko, żeby to ponaprawiać.
Żeby wymazać każdy zły krok który zrobiłam i wybrać tę właściwą drogę.
Dlatego moje plany nie są już dziecinne, dlatego planuję może zbyt poważnie zabierając sobie ostatnie chwile z nastoletniej naiwności i wolności.
Ale zasmakowałam już takiego rozczarowania i takiego bólu, że wolę się zabezpieczyć na wypadek kolejnego upadku.
A teraz? Co mogę powiedzieć na końcu patrząc sobie w oczy?
Nie mogąc skłamać? 
Czy moje życie do tej pory... czy ja jestem z niego dumna? 
Z przeszłości nie. I nie boję się tego powiedzieć głośno. 
Jestem dumna z tego, co udało mi się zrobić w ostatnim czasie.
Poznałam niesamowitych ludzi, którzy okazali się wsparciem, ostoją, nadzieją, przyjaciółmi. 
Plany które powstały w mojej głowie i ujrzały światło dzienne są trudnymi decyzjami, których nie boję się podjąć, a moja przyszłość zapowiada się fantastycznie, chociaż wiem jak trudna będzie droga na sam szczyt. 
W każdym razie dziękuję za 7305 dni, które właśnie powoli mija.


środa, 8 czerwca 2011

New, better way

Zniknęłam gdzieś przed całym światem. 
Próbowałam się ukryć we własnej głowie, ale skończyło się klęską - tam dopadły mnie myśli, wspomnienia i lęk. 
Pora pojawić się na słońcu i stawić czoła wszelkiemu złu. 
...
1, 2 i 3 czerwca miał być piknik. Niestety nie wyszedł. 
Plany jak to plany, potrafią się posypać, zburzyć wszystko i naprawić się po jakimś czasie. 
Te plany prócz wydarzenia, które miało być mega pozytywne zniszczyły wraz ze sobą o wiele więcej. 
Czasami zastanawiam się ile warci są ludzie. 
Czy są w ogóle warci cokolwiek, czy powinnam na nich patrzeć, pozwalać im patrzeć na siebie lub co gorsza zrobić choć jeden krok w swoją stronę. 
Do tej pory byłam naiwną dziewczynką, która w większości przypadków tej jakże niskiej rasy widziała LUDZI. To słowo jest chore. 
Rzadko kto mógłby takim mianem się nazwać. 
Starałam się widzieć w nich kogoś więcej niż szarą masę śpieszącą po sukces i samospełnienie. 
Myliłam się. 
Jak za każdym razem kiedy wybierałam, kiedy odrzucałam ostrzeżenia i rady osób, które wiedzą wiele więcej niż ja i które przeszły w swoim życiu znacznie więcej niż ja.
Tym razem mówię ostatnie 'dość' w swoim życiu, w swoim świecie. 
Teraz moje kroki stają się ostrożne, mimo, że przez to życie zwalnia bieg. 
Może nie będzie już we mnie uśmiechu i pomocnej dłoni wyciągniętej w kierunku potrzebujących wsparcia. Może nie będzie tych iskierek w moich oczach. 
Ani zapału do poznawania. 
Wiem za to, że nikt już nigdy nie zbliży się do mnie na tyle, by był w stanie zniszczyć choć jedną milionową część mnie. 
Przez dwadzieścia lat kształtowałam siebie, stoczyłam tak wiele wojen ze sobą, z rodziną i znajomymi. Przeszłam wystarczająco wiele w swoim życiu, w tym upokorzenia, ból, tęsknotę, stratę najważniejszych osób. 
Nie wiem czy coś potrafi poszarpać bardziej moje serce, nie wiem czy komuś byłabym w stanie dać tak wiele siebie, ile dostali ode mnie najbliżsi.
Jestem nową osobą. Tak, to chyba nazywa się pancerz.
...
photo by: Radosław Zaborski
kliknij na zdjęcie aby powiększyć
Wróćmy do początku czerwca... 
Przyjechał Sergiej. Widziałam się z nim w sumie jeden krótki raz, a mimo to wystarczający, żeby spędzić później ciekawie 3 dni razem.
Śmiesznie jest usłyszeć, że 'wymieniam' ludzi, że świetnie się bawię i nikogo więcej nie potrzebuję. 
To nie tak, jakkolwiek brzmią moje słowa. 
Nie nazwę tego tłumaczeniem, bo nie ma tu mojej winy.  Po prostu czasem okazuje się, że kilkuletnie znajomości nie wytrzymały próby - tej prawdziwej, która przychodzi niespodziewanie. 
Wtedy okazuje się jak wiele warte były wszystkie poświęcenia. Niewiele. 
A mimo to, tak bardzo boli. 
...
Było gorąco, zbyt. Zero wiatru. I spontan. 
Bo tak trzeba nazwać nasze warszawskie plany.
Wiedzieliśmy o dwóch sprawach, które na pewno miały być załatwione... Tatuaż + sesja. 
I te dwie się udały. Tatuaż... cóż, zazdroszczę, że ja jeszcze go nie mam, a Sergiej owszem ^^, ale to kwestia czasu :P , a sesja... czekam wciąż na zdjęcia, chyba ani ja , ani S. nie mamy odpowiedniej dawki cierpliwości w sobie. 
A i Radek ma mało czasu, w innym wypadku pewnie dawno miałabym całość na dysku. 
Dzielę się więc tylko dwoma, które udało mi się wyłudzić. 
W każdym razie sesja była fajna, genialne miejsce i dobre towarzystwo. 
Więc czego można więcej oczekiwać?
Ok, wygonili nas z cmentarza, ale w sumie to się nie dziwię ^^. 
A.. i co do PLANÓW... w sierpniu... będzie perfekcyjna impreza. 
Wiem to, bo nie pozwolę na nic, co mogłoby w jakimkolwiek stopniu temu zaszkodzić.
Więcej szczegółów chyba dam tu...innym razem.
...
Cieszę się, że na mojej drodze pojawił się ktoś, kto wydaje się zaginioną częścią moich wyobrażeń.

photo by: Radosław Zaborski
kliknij na zdjęcie aby powiększyć




środa, 1 czerwca 2011

Pierwszy krok w dobra strone.

Sama sobie się dziwię, że mogłam zmienić tak wiele w tak krótkim odstępie czasu. 
Zaczął się czerwiec. Piękny, urodzinowy miesiąc. Urodziny ma Mruczek, urodziny ma Monic, urodziny mam ja, Kasia, Sergiej. Cudownie.
Propos wymieniania ludzi... poznałam kolejne osoby w swoim życiu, z których poznania jestem niezwykle zadowolona. 
Każda z tych osób wniosła znów coś do mojego życia i tak się jakoś okazało, że są to same dobre rzeczy.
Chociażby Celej ;). Pracujemy razem i dzięki niej ta praca jest czymś więcej niż wypełnianiem obowiązków. W każdej możliwej wolnej chwili rozmawiamy o wszystkim, śmiejemy się, wspominamy i wymieniamy się doświadczeniami. To naprawdę jest mi potrzebne. Może nie przepadam za pogłębianiem znajomości na prawo i lewo, ale czasem trafiam na wspaniałych ludzi. I cieszę się, że teraz znów mi się to przytrafiło.

Bekstejdż....
photo by: Łukasz Gadomski
Skoro jestem już przy pracy... Cóż. Często mówiłam, że chciałabym pracować w klubie. Wtedy nie miałam nic przeciwko, żeby zmiany były nocne. Noc jest piękna, cicha, chłodna. Idealnie.
Teraz, kiedy dostałam wymarzoną pracę i chodzę praktycznie na same nocki... okazało się, że wcale nie jest tak cudownie jak miało być. 
O 3 w nocy prawie śpię na stojąco. Do tego nie wytrzymuję na nogi... najchętniej położyłabym się spać do łóżka i wszystko sobie olała. Ale tego nie zrobię. Ostatnio często zdarzało mi się rezygnować za szybko z pracy, zmieniać na inną, niewiele lepszą. Dziecinada... Pora dorosnąć, zrobić coś ze swoim życiem. To dlatego się teraz tak męczę. Bo to nie jest łatwa i przyjemna praca. Ale nawet Ci wszyscy ludzie mi nie przeszkadzają. Codziennie są imprezy do białego rana : koncerty, pokazy, projekcje. Odrobina rozrywki i kultury w życiu się przydaje. Praca i impreza w jednym. To się nawet opłaca.
I przede wszystkim bardzo elastyczny grafik, który sama sobie układam. Nie powinnam na to marudzić.
A skoro jesteśmy już przy grafiku... Mam teraz 3 i pół dnia wolnego i miał być piknik, ale! niestety plany się posypały, nie chcę już nawet tego roztrząsać, po co mam sobie szarpać nerwy. W każdym razie przyjeżdża do mnie Sergiej. I spotkam się z Monic i z Radkiem.
Dzisiaj za 12 godzin muszę być na dworcu, później spacer... 2 czerwca tatuowanie i 3 czerwca sesja... idealna klimatyczna sesja. Nie mogę się doczekać.
I niech mi ktoś powie, że jest nudno, monotonnie. Lato przyszło. Może nie cierpię gorąca, ale da się je przeżyć w dobrym towarzystwie.
Słyszę ptaki za oknem, to znaczy, że trzeba się położyć do łóżka. :)
Dobranoc.