środa, 29 czerwca 2011

Okrutna bezsenność.

Przez dłuższą chwilę miotałam się w pościeli. Tak, wiem...kolejną noc nie zasnę. Najpierw on... dlaczego znów, znów się odezwał. Powraca jak koszmar. Próbuję zapomnieć, a on na nowo rozdrapuje rany. Jedno, dwa słowa...a wraca milion wspomnień. Jakby wszystko zdarzało się na nowo - chwila po chwili. I choć tak bardzo tego nie chcę, godzinami rozmyślam i wracam do przeszłości. Co jakiś czas sama złapię się na naiwnej myśli, którą prędko odganiam. I znów wszystko zatacza koło, znów za dużo łez. Znów podłe uczucie, które wypala mnie w środku. Zniknij. Odejdź. Daj mi wreszcie oddychać. Poświęciłam Ci tyle życia, drugie tyle sam mi zabrałeś. Wystarczy. I tak zostało mi niewiele.
***
I Ty. Kolejny Ty. Znów. Patrzę w lustro i zastanawiam się dlaczego ta droga właśnie tak się potoczyła. Dlaczego Cię spotkałam i dlaczego właśnie tak wyglądają nasze stosunki. Obce. Nie mogę tego inaczej nazwać choć jesteś brakującym elementem mojej duszy. Wszędzie Cię widzę. Istna obsesja. Czasem staję w płomieniach gotowa odszukać Cię na drugim końcu świata, a czasem skuta lodem chcę ten świat zniszczyć. Zniszczyć i zapomnieć. Raz na zawsze. Nie potrafię. Wydarłeś ze mnie ten kawałek, który coś czuje. Zabrałeś ze sobą. Ukryłeś się i póki nie odzyskam serca, wciąż będę czuć to samo.
Jeszcze są noce kiedy boli mnie dusza. Kiedy łzy zamieniają się w Atlantyk a całe moje życie, każdy sen, marzenie i myśl są dryfującym okrętem w poszukiwaniu Ciebie - przystani? Już prędzej wolałabym zatonąć. Tak wiele namieszałeś w moim życiu. Wywróciłeś je do góry nogami i postanowiłeś wyjść , zamknąć drzwi z drugiej strony, jakby nigdy nic nie miało miejsca. Oboje wiemy jak jest. Oboje wiemy, że poszliśmy złą drogą. Oboje chcielibyśmy to powtarzać raz za razem, dzień po dniu, noc po nocy i tak samo żałować raz za razem, dzień po dniu, noc po nocy. 
Tak się nie da. Kiedyś trzeba powiedzieć stop, dokonać wyboru i albo zmierzyć się z tym potworem jaki nie pozwolił nam iść razem, albo poddać się...jak tchórz podwinąć ogon i uciec.
Tęsknię, wiesz? Są wieczory kiedy ściskam w dłoni zdjęcie i uśmiecham się do wspomnień.

***
Myśli milion.  Uśmiechów. Łez. Wspomnień.
Poduszki rwane na strzępy, spazmy.
Gdyby chociaż zapomnieć, wymazać każdą z tych nocy. . .
Kiedy nie liczyło się nic poza naszym oddechem.
I dłonie Twoje, pod którymi czułam się jak stokrotka zerwana na łące
drżące, ciepłe, kochane...i kochające.
Powietrze moje...!
Jak to jest, że część Ciebie płynna jak cyjanek
kojący, chłodny, jadowity... jak wąż pustynny
który krwi łaknie
by przeżyć, choć chwilę jeszcze
tęskniąc za deszczem
dlaczego znów szepczesz?
Głos Twój jak sztylet mi duszę przenika...
I dusi i  zniewala i nigdy nie znika.
***




4 komentarze:

  1. Też wczoraj długo nie mogłam zasnąć... choć powody były inne. Czasem tak trudno pamiętać, szczególnie kiedy pamięć boli.

    Piękny wiersz. Pierwsze,co przychodzi mi na myśli po jego przeczytaniu... że jest "płynny", że słowa pasują do siebie idealnie i brzmią pięknie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię bezsennych nocy. Nie lubię myśli, które się wtedy pojawiają. Nie chcę w ogóle pamiętać.

    Dziękuję. Mam do niego wiele zastrzeżeń, ale pisałam pod wpływem chwili :) Cieszę się, że się spodobał :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Rany, świetnie dobierasz słowa. Czytajac niemal czułam twoje emocje, bo w niewielkiej czesci przeszlam przez cos podobnego :) 3 maj sie :**

    OdpowiedzUsuń
  4. I tak nie potrafiłam przelać tu wszystkich emocji jakie wtedy mną targały. Niestety . Choć chciałabym się ich pozbyć i sobie znacznie ulżyć.

    OdpowiedzUsuń