]
Nie pisałam bo nic się nie działo.
Ale dziś popłynęły łzy... których nie potrafiłam zatrzymać.
13 stycznia 2008...
data, której nie zapomnę do końca życia.
To właśnie wtedy M. i J. jechali... ale nie długo...
zdarzył się wypadek, który zabrał im marzenia...
umierali na rękach przyjaźni... która gładziła ich po policzkach...
całe życie razem, przez wszystko.
Nigdy w siebie nie zwątpili. zawsze jeden żył dla drugiego...
a teraz?
Teraz ich już nie ma...
A ja nie mam sił.
Życie jest tak kruche... zbyt aby żyć.
Kochałam...
kocham...
będę kochać...
i nigdy...przenigdy was nie zapomnę.!
Bo byliście...
i ja wierzę, że nie odeszliście w niepamięć...
dlaczego tam jest tak zimno?
:(
Nie wierzę w to, że teraz jest tak ciemno... na dworze, w noc... bez gwiazd...
a wy tam...
wasza przyjaźń połączona na wieki ale dlaczego opuściliście także i naszą...?
nie daje rady...
dlaczego nie ja?
;(
Dlaczego wy ;( ?
Drżysz, chyba lekko drżysz.
Ja cóż, nie rozumiem nic.
Patrzysz niby wprost jednak, obok gdzieś.
Mówisz cicho coś, nie słyszę Cię.
Nie mogłem zbyt wiele chcieć,
nie proszę o więcej
lecz...
Przez chwile popatrz jeszcze wstecz,
przez chwile choć zawahaj się.
Chyba czas juz wstać.
Zamknąć drzwi,
zniknąć we mgle.
Ty nie starasz się zatrzymać mnie.
No tak, taka właśnie była ta cała nasza przyjaźń.
Przez chwile popatrz jeszcze wstecz,
przez chwile choć zawahaj się.
Nie proszę naprawdę o nic więcej,
te chwile w pamięci mieć jak zdjęcie.