piątek, 25 stycznia 2008

M.

 Kochałam go. Tak bardzo kochałam... i co dzień mówił mi to samo...

i prosił bym nigdy go nie zraniła. A ja kłamałam. Kłamałam ponad pół roku. Te piep***** 7 miesięcy w kłamstwie.
a teraz co? Teraz nie mam nic. Jego też nie ma...
'ja piszę swoje oskarżam w cichą noc ciemną... zapalam świeczkę-zapal ją ze mną '
I co teraz mam? Zostałam z niczym, z pustymi rękoma, które chciały przytulać.
Pisałam z nim. Nie chciał mnie słuchać. Nie chciał moich tłumaczeń. Miał rację. Kolejny raz zepsułam to, co mogło być piękne.
Napisał, że szybko mi przejdzie... mylił się. Miłości się nie zapomina, ona zawsze zostawia cierń w sercu.
A teraz tylko gorycz i żal. W życiu tak się nie czułam. Jak bardzo może boleć własna głupota... brak orientacji, jak rani się człowieka.
Nie chcę już nic. Runął mój świat. Runęło moje życie.
Bez Ciebie  nie potrafię racjonalnie myśleć.
Deficytowa księżniczka za szybą w muzealnej wystawie... 'Patrz, ale nie dotykaj'
Kochaj...

Ale na szczęście mam jeszcze Jaspera, żeby ocierał moje łzy swoim futerkiem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz