wtorek, 25 października 2011

pogodzić się z demonami przeszłości

Jak można pogodzić się z czymś, czego nie można wybaczyć?
Co dusi tak mocno, że nie sposób zapomnieć?
Odbiera siły i radość... i stajesz się tak kurewsko wyjałowiony w środku.

I mijają lata. Nie rok, czy dwa... mija ich kilkanaście, a Ty nadal masz wyrwę w sercu, drzazgę, która nie ruszyła się nawet na milimetr. Wszystko dokoła niej zgniło i zczerniało i każda próba ruszenia tego do przodu kończy się bolesną porażką.
Nie można się wyłączyć i po prostu zacząć żyć swoim, nowym życiem.
To ciągle jest za nami i ciągle do nas wraca.
Spowalnia, wyciąga łapę po nasze nogi i wlecze jak psa znowu na start.

Nienawidzę Cię. Nienawidzę Cię z całego mojego serca. 
Nigdy, przenigdy Ci nie wybaczę. Nawet w moim/Twoim ostatnim dniu tutaj będę czuła jak dalej gnije moje serce. Będę pamiętała każdą krzywdę jaką mi/ nam wyrządziłeś i jak odciąłeś się od wszystkiego wpadając w nowym życiu w to samo bagno. Z tym wyjątkiem, że potrafiłeś je zaakceptować a ja...ja byłam tą, która musiała to udźwignąć.

Z każdym kolejnym dniem boli mocniej. Więcej niezrozumienia i chęci poznania tej jednej odpowiedzi. Nie wiem już nawet czy jest sens pytać.
Jesteś dla mnie tak obcy... a czasem przychodzą chwile kiedy czuję silną potrzebę bez słowa Cię przytulić, poczuć ciepło jakiego nie będzie nigdy potrafił dać mi żaden inny mężczyzna. 
I za to, nienawidzę Cię jeszcze bardziej, tym samym trudniej mi zaakceptować samą siebie....

Te wszystkie przepłakane noce, KAŻDA łza... to wszystko przez Ciebie.
Oddałabym wszystko, żeby całą swoją gorycz, każdy ból, każda jedną noc kiedy byłam w piekle przelać na Ciebie.
Największym szczęściem dla mnie jest Twoje cierpienie w stopniu idealnie proporcjonalnym do mojego.

środa, 19 października 2011

próby. mosty palone

"Nie pal za sobą mostów".



A może tak jeszcze raz, a może tak jeszcze jeden? 
Chcę zacząć na nowo, a budzą mnie jeszcze demony przeszłości. Jak długo to wszystko będzie trwało? 
Chyba powinnam wszystko zmienić. WSZYSTKO.

Tak mi teraz dobrze.

piątek, 14 października 2011

Mary...

Chciałam Go zobaczyć, przyznaję...dawno nie przychodził do mnie w snach.
Dziś znów zobaczyłam Jego twarz, wtedy tak wyraźnie....po przebudzeniu znów była tylko mgłą.
I ta bezsilność kiedy nie potrafiłam przypomnieć sobie Jego głosu...bo minęło już tak wiele czasu.
W tym śnie był wciąż taki sam, jakim Go zapamiętałam: uśmiechnięty i troskliwy. Przytulił mnie mocno do siebie i obdarzył tym najpiękniejszym uśmiechem. Poczułam ciepło, czułam je nawet kiedy już nie spałam, bałam się otworzyć oczy choć druga część snu mnie do tego zmusiła.
I ciemność, która za Nim przyszła. Zmiana scenerii i ta okropna rzeka, której tak się boję.
I On, gdzieś wyrzucony na brzeg, krótka wiadomość gdzie mamy Go szukać i ciało w kilku kawałkach przywiezione do domu.


Dlaczego kiedy się obudziłam trzymałam w ręku telefon i chciałam do Ciebie zadzwonić? 
Dlaczego czułam tak piekące łzy kiedy zdałam sobie sprawę, że to sen, że Ciebie nie ma.. nie ma już 11 lat. I pewnie nigdy już Cię nie zobaczę.
Może jest coś po Drugiej Stronie. Jestem w stanie w to wierzyć, jeśli tylko to pozwoli mi znów się z Tobą zobaczyć.
Godzinami siedzę i za Tobą tęsknię. Zawsze byłeś dla mnie kimś najważniejszym, Opiekunem i murem bezpieczeństwa. 
Tak bardzo chciałabym się do Ciebie przytulić.

[*]


czwartek, 13 października 2011

cannot live in the past

Teníamos tantos sueños
Que jamás los vi cumplir
Planeando siempre el mañana
Pero ahora estoy sin ti

Y voy a subirme a este tren no me importa el destino quiero estar conmigo
Saber q también yo valgo la pena
Y que mi corazón ha estado tan tibio
Por falta de amor y en este vagón
Vi en los ojos de alguien más a tu corazón



Pora zamknąć rozdział.

sobota, 8 października 2011

i've become so numb

Czasem jeszcze siedzę na łóżku i ściskam w dłoni cały swój smutek. I nie potrafię się go wyzbyć.
Nie potrafię się wyłączyć, a to bardzo męczy. Czuję się tym ograniczona, jakaś pieprzona bariera która nie pozwala mi być sobą.
Jakby na nowo tworzył się ten toksyczny pancerz. A przecież tyle się starałam, żeby go zniszczyć. 


Fight the fight alone
When the world is full of victims
Dims a fading light
In our souls


Nie potrafię jasno określić czego mi brakuje. Zrobiłam duży krok na przód i myślałam, że teraz będzie już dobrze. Nie jest. Boję się, że nie będzie. Chciałam całe swoje życie wziąć we własne dłonie, schronić się, ułożyć wszystko po swojemu, ale przeszłość nie zniknęła - podążyła za mną i gdzieś się przyczaiła.
Wypełza jak wąż kiedy tylko zaczyna być na tyle cicho, by można było skupić myśli. I atakuje kiedy nie mam jak się bronić. Co za ścierwo.

A czas płynie...i staram się przyzwyczaić, dorosnąć, tak nagle z dnia na dzień wziąć odpowiedzialność za całe swoje życie. Potrzebuję czasu na każdą z tych rzeczy, wsparcia, uczucia, cierpliwości.
To wszystko jest takie trudne. Do tego dochodzi setka wspomnień, które tak cholernie ranią. Dlaczego po prostu nie można tego wyrzucić z głowy i zacząć żyć z czystą kartą...?
Tabula Rasa.... Czy tylko raz mogłam ją dostać?

Co będzie później skoro już teraz żałuję połowy swojego życia.... [?]

sobota, 1 października 2011

Przynależność.

Co się dzieje, kiedy oddajemy komuś całych siebie?
Komuś wyjątkowemu, kto potrafi zaczarować każdą chwilę i sprawić, że czas się zatrzymuje?
Miesza ból z rozkoszą i żal z bezgraniczną ufnością? 
Cały organizm nagle się przestawia:
serce zaczyna uderzać dwa razy mocniej i trzy razy szybciej, myśli krążą wokół jednego imienia, a usta wciąż je wymawiają niestrudzone.


Czy tak się kocha? Łzy naprzemiennie z wybuchami śmiechu?
Wątpliwości z pewnością, że wszystko będzie dobrze?
Taka ślepa naiwność - istny paradoks.
I już na zawsze pozostanie ta jedna niewiadoma...
Zawsze będziemy obawiać się diagnozy, że miłość nas oślepiła, że to nie jest szczęście.
Ale nie chcę się budzić. Chcę trwać w tym śnie.

Kochaj...

Przychodzi taka chwila, kiedy zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie. Każdy czyn, każdy krok kształtuje naszą przyszłość i nas samych. 
Zazwyczaj kiedy dopada nas setka obaw i strach...paniczny strach przed kolejnymi latami, podczas których - być może do końca życia - będziemy żałować , że daliśmy ponieść się chwili.
Ale czy ja będę żałować?
Człowiek został stworzony słaby, ale nikt nie odebrał nam woli walki, a ta nas umacnia.

Jedyne czego się boję, to to, że Cię straciłam.
Bo jaki jest sens żyć dalej kiedy ktoś odebrał Ci całe Twoje życie?

Byłeś moim porankiem, wieczorem, dniem i nocą.
Wschodem i zachodem słońca.
Księżycem w każdej jego postaci.
Byłeś wszystkim dla czego warto żyć.



Jaką cenę przyjdzie mi za Ciebie zapłacić?