piątek, 14 października 2011

Mary...

Chciałam Go zobaczyć, przyznaję...dawno nie przychodził do mnie w snach.
Dziś znów zobaczyłam Jego twarz, wtedy tak wyraźnie....po przebudzeniu znów była tylko mgłą.
I ta bezsilność kiedy nie potrafiłam przypomnieć sobie Jego głosu...bo minęło już tak wiele czasu.
W tym śnie był wciąż taki sam, jakim Go zapamiętałam: uśmiechnięty i troskliwy. Przytulił mnie mocno do siebie i obdarzył tym najpiękniejszym uśmiechem. Poczułam ciepło, czułam je nawet kiedy już nie spałam, bałam się otworzyć oczy choć druga część snu mnie do tego zmusiła.
I ciemność, która za Nim przyszła. Zmiana scenerii i ta okropna rzeka, której tak się boję.
I On, gdzieś wyrzucony na brzeg, krótka wiadomość gdzie mamy Go szukać i ciało w kilku kawałkach przywiezione do domu.


Dlaczego kiedy się obudziłam trzymałam w ręku telefon i chciałam do Ciebie zadzwonić? 
Dlaczego czułam tak piekące łzy kiedy zdałam sobie sprawę, że to sen, że Ciebie nie ma.. nie ma już 11 lat. I pewnie nigdy już Cię nie zobaczę.
Może jest coś po Drugiej Stronie. Jestem w stanie w to wierzyć, jeśli tylko to pozwoli mi znów się z Tobą zobaczyć.
Godzinami siedzę i za Tobą tęsknię. Zawsze byłeś dla mnie kimś najważniejszym, Opiekunem i murem bezpieczeństwa. 
Tak bardzo chciałabym się do Ciebie przytulić.

[*]


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz