środa, 22 czerwca 2011

Ukłucie żalu

Wczoraj spędziłam 6 godzin z Radkiem. Obejrzeliśmy dwa filmy ('Omena' i 'Atramentowe Serce') , a resztę czasu spędziliśmy na miłej rozmowie. 
Co prawda przyszedł na tę kawę trochę późno (była 22.30) i wyszedł wcześnie^^ (4.30) , ale było przesympatycznie i mam nadzieję, że jeszcze to powtórzymy. 
W pokoju roznosił (i nadal roznosi się) lawendowy zapach kadzidełek, które dostałam wczoraj wraz ze świeczkami. A kawa z cynamonem stała się moim kolejnym uzależnieniem (z którego nie uśmiecha mi się nawet rezygnować).
Wstępnie umówiliśmy się na piątek, z czego się strrrrrasznie cieszę.
...
Niestety piękne chwile niemal zawsze w mojej rodzinie ściągają za sobą jakieś nieszczęście.
Jacek 6 dni temu wyszedł z domu i nie wrócił. Z początku każdy myślał, że potrzebuje trochę odpoczynku, czasu na przemyślenia... ale kiedy minęła trzecia, czwarta, piąta doba...kiedy mija szósta, a jego wciąż nie ma... zaczynamy się niepokoić.
Wszyscy jego znajomi zostali obdzwonieni, nie ma go w szpitalach, nie ma na liście zgonów... Jakby zapadł się pod ziemię. Telefony są wyłączone i nie korzystał z internetu...
Boję się. Tak bardzo się boję.
Wiem, że tak często dawał mi się we znaki, tak często się kłóciliśmy... ale stał mi się bliskim człowiekiem... stał się częścią rodziny, a teraz ma jeszcze ośmiomiesięczne dziecko. 
Nie mogło mu się nic stać. Nie wyobrażam sobie takiej tragedii. 



2 komentarze: