niedziela, 6 lutego 2011

Prezent.

No i od czego by tu zacząć *myśli intensywnie* Zrobię chaos. I wypiszę co ważniejsze. 
Po pierwsze! Dostałam gitaaaarę! I jest cudowna. Ma piękny kolor i kształt. I nie oddam. I dziękuję i w ogóle jejku, wreszcie będę mogła grać... *_*  <3
Po drugie nie mogę jej nastroić i dostaję z tym szału. Ale...dam radę, jakoś. Na pewno...
Po trzecie... umówiłam się na zdjęcia z Konradem, znaczy najpierw na kawę, bo musi mi to wszystko rozrysować. Wiem na pewno, że będą zdjęcia z gitarą tego zacnego pana i zdjęcia z bronią
[ yeah military sex < 3]
i na pewno bodypainting! [ zawsze chciałam ] . Tak więc zapowiada się fajnie. A jak wyjdzie zobaczymy, wreszcie cokolwiek mi powiedział, bo nie mogliśmy się w ogóle zgrać. 
...

Jeśli chodzi o moje wewnętrzne samopoczucie to jest źle. Albo inaczej... było źle jeszcze wczoraj. Dziś ujdzie. Jutro pewnie znów wszystko się pogorszy. 
Czuję się jak szkielet bez serca, bez duszy, nie posiadający emocji, woli, wegetujący napędzany nie wiadomo czym .
Patrzę w jeden punkt, zamyślona, zagubiona. Sama nie wiem co powinnam czuć, próbuję się tego doszukać i nie znajduję nic. Jakby nigdy nie istniało. I już sama nie wiem kim jestem i gdzie powinnam szukać. 
Może samo się odnajdzie? Nie wiem nawet czego powinnam poszukać...
Dodatkowo od 3 dni umierałam. Paraliżował mnie ból z kosmosu, nie wiem jak nazwać to, co mnie zżerało przez te dni. Godziny przeleżane na łóżku półprzytomnie, ograniczona świadomość i ruch.
Przeżyłam. Teraz będzie tylko lepiej. Mam nadzieję.
Propos `lepiej`... 
Zawiodłam kogoś. Ktoś zawiódł się na mnie. Jakie to okrutne uczucie. Czuję się jakby ktoś wbił mi sztylet w serce i nie chciał wyjąć bym umarła. 
Całe szczęście miał dobre serduszko i wybaczył. Za co jestem mu naprawdę bardzo wdzięczna.! 
***
Pisałam listy. Nie dokończyłam, tak jakoś wyszło. Znów. Nie mam weny, ochoty, czegokolwiek co pchnie mnie parę kroków na przód. 
Wpadły mi do głowy pomysły pierwsze na początek książki, ale są cholernie niedopracowane i jeśli nie znajdę odpowiednich książek wszystko legnie w gruzach mimo pięknych stawianych fundamentów...
Tak więc czas odnaleźć dobrą bibliotekę...narodowa mnie nie kręci niestety... ale może się wybiorę. W końcu książki to książki... miejsce jakoś przetrawię...
Obejrzałam `Fallen` z Paulem ^^. Nawet ujdzie. Dobry film, dobre źródła. Ogólnie fabuła rozwinięta. Poprawił mi się humor .
I jutro... jutro powinien przyjechać Arek. Do lekarza i do mnie poszperać w książce, może mi pomóc. 
Ale nie wiem jeszcze co z tego wyjdzie.
***
A dziś... dziś jest taki dzień wyjęty całkowicie z mojego życia.
Byłam na długim samotnym spacerze. Co znaczy długi ... hm. To znaczy, że przeszłam najpierw 6 km, później 2 km, później 2 kolejne. Razem wyszło równe 10 km. Jestem z siebie dumna biorąc pod uwagę, że przeszłam wszystko w szpilkach. Ale... dotleniłam się, słuchałam przy tym dobrej muzyki, przemyślałam wiele spraw i obecnie czuję się absolutnie wyciszona, lekka. 
Przestałam się wszystkim przejmować. Ale ta opcja `vip` została mi przyznana tylko w tym dniu. I wiem, że jutro nie przejdę kolejnych 10 km tylko po to by znów móc się wyciszyć. 
Tak więc nacieszyłam się chwilą przyjemności. Wystarczy na kilka dni. Być może.
Dziękuję za uwagę.
Dobranoc.

today vampire

broken Nephilim

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz