Dziś dziwnie. Od rana zabiegana, jeszcze ten ból, który sparaliżował mnie od góry do dołu. Musiałam na chwilę się zatrzymac, zacisnąć zęby, udać przed matką, że wszystko jest w porządku, że nic nie boli, tak bardzo nie chciałam znów zobaczyć tego strachu w jej oczach. Dotarłam do mieszkania. Przestało boleć. Niech tak zostanie. Lepiej żeby nie wiedziała. Poradzę sobie z tym sama. Szkoda tylko, że wspólnie spędzony dzień nie był tak piękny jakbym tego chciała. Tak mało poświęcamy sobie czasu. Każda zawsze uciekała w swój własny świat. Z daleka od problemów. W ciszę, milczenie, które zabiło w nas całą przyjaźń. Mam nadzieję, że z czasem to wróci, że da się to naprawić. Dzisiaj taka osnuta smutkiem jestem. Chciałabym zamknąć się w izolatce z muzyką i płakać. Całą noc . Cały dzień. Spróbować pozbyć się całego żalu, który we mnie siedzi. Wszystkiego, co tak boli. Co sprawia, że przestaję chcieć myśleć pozytywnie.
I ta obojętność. Nic tak mnie nie zabija jak brak jakiejkolwiek odpowiedzi, brak zainteresowania. Przecież płynie w nas ta sama krew, jak mógł tak po prostu zapomnieć? Tego nie da sie zapomnieć, o ludziach się tak po prostu nie zapomina. Oni są. Ciągle, nadal, daleko, ale jednak istnieją. I nieważne jak długo nie miało się ich w ramionach czy w zasięgu wzroku, z serca nie powinni tak po prostu odejść. Trzeba ich wyrzucić. Więc to zrobił? Wyrzucił mnie jak najdalej. Zapomniał. Pozbył się tęsknoty i obowiązku, uczuć. Miłości. A ja muszę to znosić, radzić sobie z tym każdego dnia. I uczyć moje serce, jak się umiera. Tylko po to by ten zatruty kawałek nie sprawił, że zgnije cała reszta. To nie jest proste. Nie potrafię sobie z tym radzić. Już 12 lat. Dzień w dzień wmawiam sobie, że to nic nie zmieniło, że nadal będę żyć tak , jakby był tuż obok mnie. Ale nigdy go nie będzie, a są dni, kiedy zagryzam usta, by nie wołały:
` Czemu mnie zostawił? Czemu się oddalił?
Tak dziwnie mi kiedy nagle się odezwie. Jakby nigdy nic, myśląc, że jego 'co słychać?' nie dotknie mnie, wręcz połaskocze przyjemnie. Ale tak nie jest. Nie wiem co boli bardziej: jego milczenie czy głupie zainteresowanie na pokaz. I tak już nie potrafi mówić po polsku. I tak powoli staje się mi obcy. Choć moje serce nigdy tego nie zaakceptuje. Jakkolwiek nie starałabym się go nienawidzić... nadal go kocham.
__________
Skopiowane z fbl , bo nie było sensu pisać tego drugi raz w inny sposób. Tyle dziś czuję. Nie potrafię się z tym pozbierać. Nie mam na to siły , może nawet i nie chcę. Nie wiem czy ranię innych dlatego, że ranili mnie, ale nie chcę tego. Naprawdę nie chcę. Dlatego przepraszam, jeśli zrobiłam/powiedziałam coś nie tak.
Myślę, że to wszystko żyje w nas własnym życiem: jak jakieś mikroskopijne stworzonka z własną inteligencją, które chcą nami zawładnąć za wszelką cenę... i czasem się im to udaje. Podświadomie nawet nie zdajemy sobie sprawy, że tak naprawdę jesteśmy niewolnikami naszych wspomnień- czasem ich natłok irytuje i rozszarpuje nasze wspomnienia od środka - po prostu przychodzi dzień kiedy wybuchamy, może nie tak gwałtownie (w końcu przewidujemy, że w końcu się coś takiego może stać)jak Etna, ale zawsze, i każdy, kto znajdzie się w zasięgu... no cóż, zostaje zraniony (dosłownie i przenośnie). Wiele razy doświadczyłam podobnych uczuć- jestem żywym dowodem tego, że im dłużej duszę każde słowo, każdą złą myśl, potem to urasta do miana "wielkiej katastrofy" i niszczy- nie tylko mnie, ale i wszystko wokół...
OdpowiedzUsuńWybacz, za pseudo filozoficzny wywód o trzeciej, niemalże w nocy. Potrzebowałam się choć troszkę wypisać. ;)
Trzymaj się rybko, jakbyś potrzebowała rozmowy- wiesz gdzie mnie znaleźć :**