Mój świat się zawalił.
W zasadzie mogłabym tyle dziś napisać. W tym jednym zdaniu ukryta jest cała destrukcja jaką tylko można sobie wyobrazić na świecie. Nie miałam pojęcia, że osoby, które potrafią najbardziej kochać, potrafią też cholernie ranić. Niestety najgorszy koszmar okazał się rzeczywistością.
I co ja mam tu napisać? Że wylałam dzisiaj litry łez? Że moja głowa pęka na drobne kawałeczki? Że moje serce uderzało dziś tak szybko, iż myślałam, że wybije co do ostatniego taktu i już się zatrzyma? Że migrena sparaliżowała mnie do połowy? Że wyrwałam sobie połowę włosów z głowy? Że przez dwadzieścia minut próbowałam uspokoić oddech jednocześnie dławiąc się płaczem? No dobra. Napisałam to.
Wyjaśnienia? Obcy człowiek kazał mi dziś wynieść się z domu i już nie wracać. Spędziłam pieprzoną godzinę na zimnie, w śniegu z bólem zaćmiewającym wszystko inne. Tylko dlatego, że nie chciałam patrzeć na jego mordę.
Zostałam nazwana nieodpowiedzialną gówniarą , dziwne, że nie pamiętał kto załatwiał wszystkie pilne sprawy kiedy on leżał spity w domu i nie wiedział jak się nazywa. Popsuł mi plany , najpiękniejsze jakie miałam na najbliższą przyszłość, groził mi, mimo, że jest mi tak obcy jak przechodzień na AlexanderPlatz zimowym wieczorem. Ale nie... to nie to sprawiło, że moje życie legło w gruzach.
Obok stała matka. `matka` to słowo dziwnie obco brzmi. Nie powiedziała nic, nawet słowa. Nie potrafiła? Nie chciała? W wyjaśnieniu usłyszałam tylko: 'zrozumiałam jak bardzo mnie skrzywdziłaś'. Cudownie. A więc nagle okazuje się, że jestem winna całemu nieszczęściu na świecie, a przynajmniej temu, które jakkolwiek wpłynęło na jej życie.
Uczucia, które teraz we mnie siedzą nie są ludzkie. Nie poznaję własnych oczu, stały się zimne, obojętne. Nie potrafię kontrolować własnych odruchów, staję się agresywna, apatyczna, obojętna na wszystko. Nie tak chciałam się zmienić z biegiem lat. Tęsknię za czasem, kiedy biegałam uśmiechnięta po łące obok pięknego dużego lasu i zbierałam kwiatki. Wtedy Ela, która była dla mnie kimś naprawdę wyjątkowym, rozmawiała ze mną godzinami. Potrzebowała mnie, sprawiała, że czułam się szczęśliwa, doceniona, wiedziałam, że moje życie będzie wyjątkowe. Cóż. Lata, ludzie, codzienność wszystko zmienia. Co się z nią stało? Gdzie się podziała? Ona... moja matka, moi przyjaciele? Wszyscy zniknęli albo zmienili się nie do poznania.
Dziś oglądałam świąteczne przystrojenia, ozdoby na choinkę na wpół zakurzonych sklepowych półkach, widziałam ludzi, którzy śpieszą się za prezentami, które nie dość , że za wcześnie, to jeszcze nie najważniejsze. I po co ten pośpiech? Usiadłam na ławce i zamknęłam oczy. Sama. Pośrodku tłumu pędzącego w różnych kierunkach. Zgiełk, hałas, obojętność. I ja. Pośrodku. Fakt... samotna wśród tylu ludzi.
I po raz pierwszy w życiu zrozumiałam, że te święta nie będą już takie jak poprzednie, że będzie w nich brakowało duszy , a każdy jeden uśmiech i życzenie będą wymuszone.
Po raz pierwszy też te święta nie będą wspólne, w gronie rodziny. Nie wiem co boli bardziej. To, że więzi, które powinny być nieśmiertelne przetarły się, czy to, że wszyscy się pogubili i żyją na oślep, a każda próba oświecenia ich kończy się brutalnie. Bo nie mogę użyć innego słowa.
Awantura z matką dziś przeszła moje najśmielsze obawy. Nie miałam pojęcia, że człowiek jest w stanie przekazać aż tyle nienawiści. Może czasem słyszałam w telewizji, ale nigdy sama nie odczułam niczego co sprawiłoby, że zaczynam czuć się jak wyrzutek. Tak właśnie się dziś czuję. I będę przez kolejne dni...
miesiące...może lata.
I to życzenie, życzenie niepotrzebne, wypowiedziane w nerwach i takie, które wpisze się na listę żałowanych słów.
Nie mamo... nie zepsułam Ci życia.
Czekam na dzień kiedy to wszystko się kończy, czasem wydaje mi się, że po prostu śnię, ale kiedy się budzę nic się nie zmienia. Więc tylko wracam do rzeczywistości.
Usłyszałam dziś: 'Nie martw się. Nie jesteś sama.'
Skądże. Jest przecież tyle osób, które rzucają mi się z pomocą. Jest ich tak wielu, że nie mogę aż dostrzec ich rąk. Niesamowite. Są dwie, może trzy osoby, które naprawdę obchodzę. Cała reszta to szare tło. Przykro mi, ale tak jest naprawdę. Jesteście wtedy kiedy wszystko choć trochę przypomina bajkę, a ja chodzę z przyklejonym uśmiechem, bodaj udając szczęście. NIE POTRZEBUJĘ takich ludzi w okół mnie.
Dam radę. Dawałam już tyle razy, dlaczego teraz ma być inaczej?
Czytam, czytam i jestem w szoku. Pamiętaj że COKOLWIEK BY SIĘ NIE DZIAŁO U MNIE MASZ OPARCIE.MOŻESZ NA MNIE LICZYĆ
OdpowiedzUsuńKocham Cię
Dziękuję Kasiu! <3 Bardzo dziękuję... :)
OdpowiedzUsuńPrzeżyłam coś podobnego- każda z nas, każda z kobiet jest skazana na ciężkie życie. Wiem, co czujesz- w moim przypadku zachowywał się mój ojciec... musiałam uciec, wyrwać się z tego domu-piekła. Naprawdę uciekłam, a mój ojciec przez ponad rok nie potrafił mi wybaczyć... Innego wyjścia nie było, stoczyłabym się w domu pełnym agresji, gdzie ojciec potrafił mnie pobić tylko za niepozmywane naczynia... nie chcę nawet wspominać o innych rzeczach i o tym, ile moja mama wycierpiała... w każdym bądź razie- wiem, jak się czujesz, choć to całkowicie inna historia. Kocham Cię, jak siostrę- stałaś się nią już dawno temu, bratnią duszą, która mnie rozumie. Chciałabym być przy Tobie i Cię ocalić od upadku, pomóc w tych złych chwilach i cieszyć się z Tobą w tych dobrych. CHCĘ BYĆ PRZY TOBIE. I pamiętaj, że zawsze będę :*
OdpowiedzUsuńPandorcia