niedziela, 18 września 2011

Sen o przyszłości.

Dni wahania liczone w setkach. Już nie w dziesiątkach...w setkach. 
I łzy, tak wiele niepotrzebnie wylanych łez. Próby dorastania - za szybko, zbędne.
Kolejny rok kiedy dojrzewałam psychicznie znów kilka kroków w przód - kradnąc własny czas.
I spontaniczność, która wkradła się nagle, nie wiem nawet kiedy. 
Zburzyła mój fundament,  złamała moje wszystkie zasady,wszystkie reguły według których żyłam .
Euforia na ustach tuż po tej dawce strachu, który zwalił mnie z nóg.
Ekscytacja, nieświadomość i szczęście - dzikie,nieuchwytne... przez chwilę tylko dla mnie.
Nie liczyło się nic poza tą chwilą,poza tą łzą, poza tym, co wirowało w mojej głowie.
Boże...nie chcę żałować.
Nie każ mi żałować...


Muzyka, która intensywnie koiła moje zmysły.
Czerwone wino tak przyjemnie zamroczyło moje myśli.
Subtelna mgła igrająca z moimi powiekami.
I Noc, która pozwoliła byśmy byli sami.
Dłonie Twoje, które były dla mnie żarem.
I oddech płytki pod przyjemnym ciężarem.
Nagły zanik mojej świadomości...
Niczego tak nie chciałam, jak Twojej miłości.


I was praying that you and me might end up together.
It's like wishing for rain as I stand in the desert,
But I'm holding you closer than most,
'Cause you are my heaven.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz