Cóż. Nie wiem od czego powinnam zacząć. Ostatnie trzy dni minęły mi na przenoszeniu dwóch starych pamiętników od 2006 roku tutaj... Nie powiem, że było mi łatwo. No bo... no bo nie było.
Musiałam od nowa chcąc, nie chcąc czytać wpisy, od tego pierwszego przez wszystkie kolejne. I tak oto na nowo wszczepiały mi się w umysł bunt, bezsilność i ból, po stracie najbliższych. Przypominałam sobie każdy jeden wpis i powód, dla którego znalazł się na blogu. Nie wiem dlaczego nie znalazłam tam żadnych pozytywów. Teraz patrząc wstecz widzę te lata na czarno, mimo, że udało mi się przez nie przejść i może nie powiem tego zbyt skromnie, ale stałam się nowym, lepszym człowiekiem. Może to przez doświadczenia, przez to, czego musiałam się nauczyć mimo, że jeszcze nie byłam na to gotowa. Czasami człowiek dorasta szybciej niż by tego chciał. Musi przyjąć do wiadomości wszystko co dzieje się w okół niego : cierpienie, problemy... nawet te, które są skrzętnie ukrywane przez rodzinę. Tak też stało się ze mną. Każdego dnia uczyłam się czegoś nowego. Mimo, że to wszystko zostawiło w moim umyśle bliznę, to przypomina mi, że żyję, że wszystko to co minęło poczułam na własnej skórze.
To straszne a mimo to tak samo piękne.
Patrzyłam dziś kilka dobrych minut w lustro. Szukałam w swoim odbiciu siły, pancerza, który staram się wciąż na siebie nakładać. Udało mi się to chyba tylko tu i odbierają to osoby, które nic o mnie nie wiedzą. Ci bliżsi po prostu mają świadomość, że taka nie jestem. Pod spodem jestem chyba zbyt wrażliwa. Walczyłam z tym, ale nie ma dłużej sensu. Gdybym była...jak księżniczka ze szybą w muzeum byłabym deficytowa.. nawet w pamiętniku napisałam, że mam deficytowe serce, a chyba w nim więcej uczuć niż braków.
Walka z samym sobą zawsze kończy się tak samo. Po prostu nie ma wygranej. Człowiek opada tylko z sił i nie ma siły się podnieść.
Przez pięć lat przez moje życie przewinęło się wiele osób. Byli tacy, którzy pojawili się dosłownie na chwilę, a mimo to ich słowa sprawiały, że czułam się silniejsza, wydawało mi się nawet, że gdzieś tam daleko mam jakieś wsparcie. Ci ludzie zniknęli bez słowa, a ja nie jestem w stanie ich odszukać. Zresztą jaki miałoby to sens po tylu latach... Ludzie się zmieniają, po takiej przerwie trudno odbudować cokolwiek. Zwłaszcza, że przez ten czas tak wiele się wydarzyło.
Pojawili się również tacy, którzy byli niepozorni, ale zostali... I są nadal.
Na przykład Natalia. Nasza znajomość zaczęła się w 2006 roku na jednym z blogów. Z początku te kilka słów pocieszenia nie mogło wiele zdziałać. Była..ale za daleko. Mimo, że czytała każde moje słowo i starała się za każdym razem napisać coś, co sprawi, że będę w stanie znów się podbudować... tego było wciąż za mało.
Mijały lata a ona nadal była. Przechodziłyśmy kryzys we dwie. Ona swój, ja własny. Pisałyśmy do siebie listy i nagle na jakiś czas o sobie zapomniałyśmy. Minął rok? może mniej... i znów nasze drogi się spotkały.
To piękne. Bo wiem już, że nigdy jej nie zapomnę jak wiele mi dała. Widzę to teraz, kiedy patrzę wstecz. Wtedy nie byłam w stanie odróżnić białego od czarnego.
Zabawne jest to, że więcej dali mi ludzie wirtualnie niż tu naprawdę, Ci blisko mnie..
Ci samozwańczy przyjaciele. Ci to mają dopiero pancerz. Czasami im zazdroszczę. Nikt tak nie potrafi wbijać noża jak oni.
Było ich wiele. Zaczęło się od mojej znajomej Arletty, która wolała znacznie bardziej oddać się w ramiona uczuć i chamskich dyskotek niż stać się prawdziwą przyjaciółką. Oczywiście nie mogę zaprzeczyć, że nasze długie spacery czy przesiadywanie wzajemnie u siebie coś mi dały. W końcu zabiłam czas. Całkiem miło. Ale to wszystko. Teraz nic z tego nie ma. Nic mi to nie dało na trwałe...
Później była Kasia P. teraz Kasia J... Ona..była dobrą koleżanką. Tak, myślę, że nic więcej nie da się jej przypisać. Spędziłam z nią wiele czasu. Później okazało się, że wystarczy wyjechać na jakiś czas, żeby całkiem ją stracić. Dlatego stwierdziłam, że palenie mostów jest czymś normalnym, że tak powinno być i że każdy tak robi.
Kiedy wyjechałam do szkoły katolickiej zostawiłam za sobą wszystkich znajomych, jakich miałam do tej pory czyli przez 12 lat. Tam pojawili się kolejni ludzie. Byli idealni. Tacy, o jakich zawsze marzyłam, o jakich często opowiadała mi ciocia.
Były wspólne ogniska, śpiewy, taniec, zabawy, wyjazdy, czuwania, wspólna nauka, pomoc, spacery i pierwsze miłości.
Tam poznałam Weronikę, Jagodę, Emilię, Natalię, Ewę, Magdę, Justynę, Judytę, Kasię, Karolinę, Marlenę, Janis, Dianę, Bogusię.. i z nich.. mimo 2 lat spędzonych tam razem, w zamknięciu... w obrębie internatu i szkoły... nic mi z nich nie zostało.
Poznałam też Monikę. Z pozoru cichutka, wiecznie wstydliwa... okazała się wspaniałym człowiekiem... i wyjechała, uciekła mi aż do Paryża.
Teraz kiedy wróciła..to ja musiałam się wyprowadzić. Ironia losu.
Następnie nadszedł czas przeprowadzki do Radomia i zrezygnowania [!] ze szkoły katolickiej.
I cóż tutaj... poznałam Martę, Ewelinę, Agnieszkę, Paulinę, Anię, Karolinę, Wiolę, drugą Anię, Beatę, drugą Karolinę, Magdę, Kasię i Zuzię. Z nich wszystkich tylko te dwie ostatnie zostały mi w pamięci z czymś więcej niż imię.
Byli też znajomi: Marcin, Bartek, Grzesiek, Tomek 1 i 2..
Z jednym nie chcę mieć już nigdy nic wspólnego. Temat chyba nie na dziś...
Z Zuzą urwał mi się kontakt... Nie bardzo dało nam się pogodzić swoich wspólnych znajomych..
A z Kasią.. Kasię mam nadal. Jest cudowna. Mimo, że czasem nie możemy się porozumieć, bo każda ma inny, własny świat, to w obliczu problemów, również tych poważnych zawsze jesteśmy gotowe wskoczyć za siebie w ogień.
Na przełomie kolejnych lat, czyli już tych teraz 2010 i 2011 pojawili się kolejni ludzie...
Po raz kolejny próbuję zaufać tak jak kiedyś, że są to Ci ludzie, o których za te parę lat będę mogła powiedzieć coś więcej niż sam fakt, że wiem i pamiętam jak mieli na imię.
Pojawiła się Marika, Kasia, Marta, Monika, pojawił się Tomek, Robert, Arkadiusz, Michał, Radek.
Z Mariką kontakt się już zatarł. Z Kasią utrzymuję go tyle o ile.
Marta...jest taką pozytywną duszyczką, z którą teraz próbuję zrobić coś naprawdę wielkiego... Monika... Jej chyba powinnam poświęcić osobną notkę. Kolejna osoba, której jeszcze nie miałam okazji poznać. Mimo to widzę jak wiele nas łączy. Już teraz wiem, że byłaby , jest świetną przyjaciółką. Ma tyle swoich problemów , a mimo to zawsze mogę się do niej zwrócić ze swoimi... To jest piękne. Tylko dlaczego po raz kolejny już muszę mieć takich ludzi tak daleko od siebie?
Jest też Tomek, z którym mogę rozmawiać o wszystkim i o niczym. Wiem, że mogę mu powiedzieć cokolwiek, każdą moją tajemnicę, każdy problem i wahanie.. i wiem ze pomoże mi w miarę możliwości, że zostawi to dla siebie i że jest moim wsparciem w każdej chwili.
Robert - pojawił się niedawno. Zabawne jak szybko mógł wprawić mnie w tak dobry nastrój. Już chyba samymi pierwszymi słowami zanim dane nam było się spotkać. Próbuję zaufać na tyle, żebym mogła pokazać się z tej głębszej strony, ale na to potrzebuję czasu. I wydawało mi się, że jest cierpliwy. Teraz niestety już tego nie wiem. Choć nadal jest dla mnie tak samo ważny. I tak, potrzebuję go. Nawet codziennie. Choćby był daleko. Wystarczą mi i słowa. Potrafisz mnie budować. Nawet jeśli wciąż w to nie wierzysz.
Arkadiusz... tu nie potrafię nic napisać. Jest moją połówką duszy. Uparcie próbuje uciec , chyba sam przed sobą. Mimo, że wie, jak oboje się potrzebujemy. Staram się dać mu wolną wolę, w końcu nie można trzymać nikogo przy sobie na siłę. A on... dziś odchodzi, jutro wraca. I tak każdego dnia. Same zachwiania, zero stabilności. Nie wiem ile jeszcze tak wytrzymam. Ale jestem cierpliwa kiedy chodzi o coś naprawdę ważnego.
Michał... potrafi mnie poirytować jak nikt inny. Ale.. sama nie wiem dlaczego wciąż podtrzymuję ten kontakt. Nadajemy na 100 % innych falach. Może dlatego, że jest świetnym nauczycielem? A może dla tej jedynej wspólnej rzeczy która nas łączy? Pasji?
Radek...sama nie wiem co powinnam w tym miejscu napisać. W życiu nie spotkałam tak wrażliwego chłopaka. Wydaje mi się wręcz nierealny. Znam go...powiedzmy, że go znam od dobrych kilku lat. I jest przy mnie niezmiennie, mimo, że była w tej znajomości spora przerwa, on po prostu nie zniknął. Cieszę się, że ktoś taki jak on jest przy mnie, że dane było mi go poznać. Przyznaję, że czasem się na siebie denerwujemy nawzajem, on pochopnie wyciąga wnioski, mnie czasem ciężko dotrzymać danych mu obietnic. Ale wszystko to gromadzi się w żartach, nigdy taka sprzeczka nie przeistoczyła się w nic poważnego.
Jest moim słoneczkiem. Choć tak bardzo nie chcę wciągać go w moje problemy.
Czasami wydaje mi się, że powinnam uporządkować swoje życie, póki nie jest na to za późno.
Właśnie to robię. Krok po kroku. Próbuję zatrzymać każde z tych wspomnień.
Masz rację, byle się nie zgubić i za bardzo nie wejść w przeszłość. Niestety jestem cholerną sentymentalistką i potrafię codziennie przeglądać archiwa czy to na blogu, czy na fotoblogu i zanurzać się we wspomnieniach... Ale! obrałam sobie cel i się nie poddam- mam do czego dążyć i uda mi się to, uprę się i się uda! musi! :D
OdpowiedzUsuńZnowu mam w sobie optymizm, a jak tam u Ciebie? :*
I ściągnę sobie w końcu MSN, jeśli uda mi się to dam Ci znać :D
I wierz , że wskoczę w ogień za Tobą zawsze
OdpowiedzUsuńGdyby była możliwość oddania mojego szczęścia dla Ciebie oddałabym je. Nigdy nie miałam nikogo takiego jak Ty
Jesteś dla mnie najważniejsza. Kocham Cię<3
@ Katt:
OdpowiedzUsuńwiem < 3 bardzo się cieszę, że mam taką siostrę jak Ty < 3
Kocham Cię strasznie !! < 333
@ Pandi :
OdpowiedzUsuńmsn msn msn < 333 ayy ;d
a u mnie? u mnie dziwnie. znaczy jak w poście wyżej : tragicznie :)