środa, 30 marca 2011

Play in team.

Wczorajsze szkolenie było tak nudne, że ledwo to zniosłam. Studiowanie regulaminu, który mnie jako agentki nie obowiązuje...coś strasznego, ale szybko zleciało. Rozmowa z liderem też była miła, choć może za szybko wszystko tłumaczył. Rozmowy symulowane były przełożone na dzisiaj, ale nabawiłam się zapalenia oskrzeli i przy okazji straciłam głos. Słodko.
Jutro muszę się zjawić w pracy. Przez noc może choć trochę mi przejdzie...Bardzo niefajnie, ale nie widzę innej opcji. MUSZĘ tam być. MUSZĘ dokończyć szkolenie, bo w piątek podpisanie umowy... Ehh
Dzisiaj rozmawiałam z moją Katt, milej mi się zrobiło. Tęsknię strasznie...Ale już w czerwcu spędzę z nią całe długie trzy dni bez przerwy - nie mogę się doczekać!
Chciałabym wyrwać się do Wrocławia, zrobiło się tak ładnie, przyszła wiosna, a ja chcę...bardzo bardzo bardzo chcę! 
Może środek kwietnia, może początek maja... :(
Dziś jednak nie piszę planów na przyszłość, dzisiaj siedzę we wspomnieniach i doszukuję się najmilszych. 
Powoli ogarnia mnie przyjemne uczucie i świadomość, że to co było nie może mnie już zranić. To bardzo dużo. Bo mogę wykreślić złe momenty i zająć się tym, co warto jest wspominać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz