poniedziałek, 7 marca 2011

Zapalony most.

W krótkim czasie poznałam 3 osoby, dzięki którym moje życie zmieniło się o 360 stopni.  Wnieśli do niego tyle słońca, ile nie widziałam przez wszystkie wcześniejsze lata. Może nie było tego widać, bo wiecznie wyglądam jak smutas, ale wielokrotnie na mojej twarzy pojawiał się uśmiech.
Teraz zniknęła cała trójka.
Najbardziej żałuję jednego z nich. Widzę jak to płonie, a on sam nie pozwala mi tego ugasić.
Nie potrafię tego zrozumieć, bo wiem, że sam nie chce palić za sobą tego mostu. Wpoił sobie, że tak będzie lepiej.
To strasznie boli... świadomość, że jest na wyciągnięcie ręki, a za chwilę go stracę.
I spłonie na moich oczach.
Musiałam to z siebie wyrzucić.
Tak bardzo tego nie chcę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz