środa, 19 stycznia 2011

Wypadek

Ależ zagmatwany dzień. Od 9.15 spotkanie z Robertem. Najpierw wypad na łyżwy - a tam na lodowisku miła niespodzianka - tylko trzy osoby. Później napatoczyła się jakaś większa grupka, przez co miałam czołówkę z jakąś waleczną dziewoją. Milusio... tupolev powraca. Lekko się trzasnęłam w główkę, ale zabolało tylko troszkę, więc niczym się nie przejęłam.
Później dobra kawa w Wola Park. Również z Mroczniakiem. Rozmowa i spacer po Parku Moczydło. Dziękuję. Miło spędzone pół dnia. 
Wróciłam do domu lekko otumaniona, ale nie czułam się wcale najgorzej. O 17.15 wyszłam z Michałem na spacer. Pojechaliśmy na Most Siekierkowski i już tam zaczęłam się źle czuć. Najpierw nudności, później zawroty i ból głowy i caaaaałe paskudne trętwienie. 
Wróciłam do domu i oczywiście okazało się, że cała głowa jest napuchnięta . Nie ma to jak natychmiastowa panika rodzinki i ostry dyżur.
Naczekałam się na recepcji jak głupia, jeszcze sekunda a ten pajac dostałby po pysku... jak można tak olewać swoją pracę?! Po co on tam w ogóle był... Zmierzył mi ciśnienie, dał czerwoną teczkę [ o tak ucieszyłam się, że szybko dostanę się do lekarza ] ... 
Poczekałam z dziesięć minut i poproszono mnie do gabinetu. [ jaki śliczny pan doktor... < 3 ] Wypytał o wszystko, posprawdzał co boli, co nie, osłuchał, obejrzał oczka i skierował na morfologię. Po morfologii [ która o dziwo w ogóle nie bolała... nie tak jak zwykle...] skierował mnie na tomografię[ ku mojej uciesze, gdyż miałam na nią czekać pół roku! ] . Oczywiście kolejne 10 minut czekania tym razem na neurologa. Przemiła kobieta... zbadała wypytała i poczekałam chwilkę, aż zaprowadzą mnie na tomografię. Oczywiście równie miły pan przeprowadził mnie przez pół szpitala, pomógł wyjąć nawet ten głupi kolczyk z chrząstki, z którym tak zaciekle walczyłam i zaprowadził na oddział urazowy. 
Tam już technik zrobił mi badanie tomografem. [alleluja, lubię je :D ] . Kręciło mi się w głowie jak po alkoholu ^^. Dostałam wyniki [ podobno dobre...] i poczekałam ponad pół godziny na chirurga, ten zalecił dietę, 3 doby niewychodzenia bez opieki, zero alkoholu, okłady i uśmierzanie bólu jakimiś tam prochami. Cóż. Do tego jutro wizyta kontrolna, a w razie jakichkolwiek problemów ponowna wizyta w szpitalu. I tak oto mam badania od razu przez wszystkich lekarzy, przez których miałam przejść :D od ręki. :P
Kręci mi się w głowie, jestem zmęczona. Za dużo wrażeń. Dobranoc.

6 komentarzy:

  1. Odpocznij kochana, należy Ci się :* I tak się będę martwić :* Daj mi znać, jak się będziesz jutro czuła, dobrze? :*

    OdpowiedzUsuń
  2. nie wiedzialam że masz blogspota ;D
    dodaje do obserwowanych;)
    too siedź w domu, biedna ;* ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedna moja ;** współczuje ci Gretuś.

    PS : to ja Asia ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Pandorcia: Dziękuję za troskę. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Asia: dziękuję Kochanie <3

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Sonia: a mam ^^. :D dziękuję. P.S. nienawidzę siedzieć w domu...

    OdpowiedzUsuń