Próbuję zgarnąć ostatnich kilka dni w zgrabną całość. Obiecałam sobie zapisywać wszystko tak, żeby mieć codziennie pod ręką - wracać do wspomnień, miłych chwil z przeszłości, o której do niedawna chciałam zapomnieć. Niebywałe jak to wszystko nagle się pozmieniało. Wystarczy poznać odpowiednich ludzi i wszystko nabiera sensu - nowego znaczenia - wreszcie tego głębszego i jakby prawdziwego. Leję wodę, tak, wiem.
Od kilku miesięcy marzyły mi się łyżwy z jakimś dobrym znajomym. Doprosić się nie mogłam. Wreszcie kochana mroczna Monic się zgodziła i poszłyśmy się łamać. Lodowisko całkiem całkiem, co prawda małe dziecko śmigające po lodzie lepiej niż my jeździło nam po ambicji, ale najgorzej też nie było. Cała droga w jedną i w drugą stronę przegadana o wampirach, cmentarzach a i samych trumnach, czyli zacny temat jak dla mnie. Dodatkowo dwie godziny na łyżwach i rozmowa dosłownie o wszystkim, w tym taniec, śpiew, sztuki walki, jazda konna, związki hetero,bi i homo haha.. wszystko i o wszystkim, dosłownie.
Jestem troszkę pokaleczona, ale nieważne. Czasem musi boleć, żeby czuło się, że żyje... Ta..
Poznałam przemiłego pana od zdjęć. Siedzi we Wro i foci tak pięknie, że aż mnie korci wyjechać z samego rana na zdjęcia z nim. Zaproponował wspólne plenery - muszę się zastanowić.
Jutro [ w sumie już dziś ] na łyżwy z Robertem, który mnie zawstydza [ raz? ee... ] już drugi raz bodajże! Niedobry Ty! Pewnie będzie równie miło.
Na koniec trzy ulubione zdjęcia i uciekam do łóżka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz