Uff już po imieninach. Nie lubię takich świąt, bo każdy na siłę próbuje być miły, a tak naprawdę wcale się nie zmienia. Jutro znowu wszystko wróci do normy. Przynajmniej od rana atmosfera w domu była idealna. Jeden dzień w roku, a może cały 2011 będzie pełen miłych niespodzianek? Zobaczymy. Dzisiaj miałam zaplanowane łyżwy, ale oczywiście zaczął padać ohydny deszcz i tyle z tego wyszło. Po jakimś czasie na dosłownie 10 minut wyszło słońce... Ale jakie... jaskrawe i piękne <3! Szybko się schowało i znowu pojawiło się paskudne szare niebo. Wyblakły atrament. Niestety. Zasiedziałam się w necie, i miałam pół godziny, żeby się wyszykować na spotkanie z Michałem, oczywiście siedziałam w wannie kiedy zawitał ^^ Czy on musi być wiecznie punktualny?! Ok, poczekał bez marudzenia. Zdjęcia, film, ciasto, czekolada, rozmowa. I było fajnie.
Jutro cały dzień w biegu. Rano ważne spotkanie, 12.30 łyżwy z Robertem, 14.30 Starówka i Złote Tarasy z Michałem, po drodze popołudnie z Jagodą w Live Nation. Nie mam pojęcia kiedy padnę, ale podoba mi się taki tryb życia. Cały czas coś się dzieje. Dawno tak nie miałam. A wieczorami... nie mam siły i czuję to piękną satysfakcję, że nie straciłam dnia z życia. To jest cudowne.
W piątek najprawdopodobniej przyjeżdża mój Mruczek. Niesamowita niespodzianka, bo to akurat jedna z tych rzeczy, których bym się nie spodziewała. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku i się zobaczymy. Przydałaby nam się długa rozmowa. I przytulić bym się już chciała. Zobaczymy jak będzie. Bardzo się stęskniłam.
W planach 'lolitowate zdjęcia II'.
Sobota, niedziela dla Mruczka. W poniedziałek miałam jakieś spotkanie, ale nie pamiętam.
Najwyżej będą dzwonić. Miałam napisać 6 listów. A piszę dopiero pierwszy i to nie jestem nawet w połowie... oO
Nie wiem kiedy zrobię to wszystko. Ale jest dobrze, dawno nie było tak jak teraz, ba.. może nawet nigdy tak dobrze nie było.
Przywiozę ze sobą do Ciebie słoneczko ;*
OdpowiedzUsuń@ Tomasz:
OdpowiedzUsuńgdybyś przywiózł wiosnę, byłabym szczęśliwsza.