Niedługo święta...kolejne. Sama już nie wiem , co powinnam o nich myśleć. Przyszły takie czasy, że świąteczne dni są takie same jak każde kolejne z listy bieżącego roku. Nic się nie zmienia, nie jest wyjątkowo. Nie ma wspólnych długich rozmów ze śmiechem ani uroczystych obiadów, chwili wytchnienia i refleksji. Po prostu wolny od pracy czas, przesiedziany w domu przed telewizorem, ewentualnie przespany. Co utrzymało się z tradycji? Tylko śniadanie wielkanocne. Zapewne będzie tak i tym razem. Ciągle tylko czekam na rok, w którym będzie inaczej... w którym siądę z rodziną i ze śmiechem pomaluję kolorowe pisanki. Jestem na to zbyt dorosła? Nie sądzę...przecież tak powinny wyglądać święta, zupełnie oderwane od rzeczywistości, pełne śmiechu i zabawy... Ale nie... Po prostu usiądziemy przy stole, zjemy śniadanie i każdy wróci do swoich spraw. A Lany Poniedziałek? Zapewne wieczorem tego dnia usłyszę: ojej, zapomniałam. A to dzisiaj? I tak znów minie czas. Przejdzie obok mnie jak ten dzisiejszy i nie zostawi po sobie żadnego śladu.
Po świętach zostanie kawałek kwietnia i kolejne oczekiwanie na nowości. Tym razem będzie to weekend majowy.
A po nim? Po nim wyjazd do Wrocławia. Może choć ten będzie udany i wniesie do mojego życia trochę uśmiechu.
Ciągle na coś czekam, na dzień , w którym wszystko stanie na głowie.
Wtedy można zacząć od początku. A teraz siedzę i zastanawiam się ile lat już przeleciało między palcami i jak wiele z nich już niedługo zacznę żałować.
Bo czas nie stoi w miejscu...
...
Jutro obejrzę apartament, wyjdę na spacer z Monic. Coś zrobię. Może usiądę do książki. A może do muzyki.
Może po prostu obejrzę coś zamknięta w pokoju...a może położę się spać.
W każdym razie nie chcę dłużej wegetować.
Widzę zmiany na blogu :)
OdpowiedzUsuńMoje święta są dosyć tradycyjne... zawsze jest malowanie jajek, zawsze śniadanie Wielkanocne i święcenie koszyczka w świetlicy w wiosce, potem jedziemy odwiedzić ciotkę (właściwie moją siostrę cioteczną, którą wychowywała babcia) i jej rodzinę. Nie za bardzo lubię te wyjazdy- zawsze są pytania o moje studia (nikt poza mamą nie wie, że porzuciłam dziennikarstwo... to by była ujma na honorze mojego ojca i mamie by się za to oberwało a mnie zmusiłby bym wróciła do niego, do rodziny... choć może by było inaczej? Nie wiem, wolę nie ryzykować), pracę... nie lubię tych dni, bo zawsze są kłótnie, mój ojciec pijany, mama nadąsana, babcia smutna... A Lany Poniedziałek nie różni się za bardzo od zwykłych dni, bo zazwyczaj jest za zimno, by lać się wodą, a w domu mama nie pozwala xD Choć u nas jest też zwyczaj, że młodzi panowie, chłopcy z wiosek chodzą po domach i pryskają perfumami dziewczyny, by dobrze wyszły za mąż i dobrze im się wiodło, za to dostają pieniądze, czasem słodycze i wódkę ;) Stary zwyczaj, chyba jeszcze przywieziony z Kurpi, skąd pochodzi moja babcia i połowa wioski. Ale mimo to zawsze próbuję nastroić radośnie moją rodzinę- jak ja nic nie zrobię, to nikt nie zrobi i znowu te święta będą pełne złości i smutku. Czasem trzeba dać coś z siebie, by było odrobinkę lepiej. a uśmiech nic nie kosztuje, a wymyślanie żartów i wprawianie innych w radosny humor też nie. (jestem nadwornym błaznem, który udaje i kłamie, by inni się nie martwili, by każdy był szczęśliwszy... zawsze tak jest, nie tylko przy rodzinie...)
Bardzo chciałabym, byś przeżyła te święta inaczej niż zwykle :**
Wiesz, u mnie co roku też jest kłótnia, zazwyczaj o nieumyty na czas samochód, albo na niedopraną koszulę. I zawsze będzie. ale przecież to nie skreśla całego dnia. Może ja i moja mama mamy już wpojone, że żeby było miło, musimy się trzy razy bardziej postarać i zadowolić ojca, by więcej się nie kłócił. To zawsze ja uciszam mamę i babcię jak się kłócą ze sobą... ale nie zawsze to skutkuje. Atmosferę rozładowuje wizyta rodziny lub wyjazd do rodziny- może i Wy powinniście się gdzieś wybrać? Myślisz, że zdałoby to test?
OdpowiedzUsuńMam podobne odczucia.
OdpowiedzUsuńU nas w Rodzinie każde Święta zawsze wyglądały fajnie i były obchodzone tak, jak należy. Boże Narodzenie tylko u Cioci, nie wyobrażam sobie kolacji wigilijnej w innym mieszkaniu, niż Jej! Wielkanoc z kolei tylko u Babci w Sosnowcu, z malutkimi jajeczkami z czekolady przy każdym talerzu, z Lanym Poniedziałkiem w towarzystwie zaprzyjaźnionych od najmłodszych lat dzieciaków...
Babcia zmarła w moje 16. urodziny i chyba od tamtej pory coś się zmieniło... nie ma już kto trzymać mocną ręką całej rodziny w kupie, na Wielkanoc zostajemy z Mamą same, bo zwyczajnie nie chce nam się jeździć do Sosnowca do drugich Wujków i cisnąć się przez kilka dni na jednej wersalce. Poza tym ja bardzo lubię mój kościół i obchody wielkanocne tutaj, na miejscu. To taka chwila wyciszenia, moja prywatna odskocznia...
Ech, wzruszyłam się, bo bardzo chciałabym o Świętach coś ładnie i jednocześnie prosto z serca napisać u siebie, ale nie wiem czy nie wyjdzie z tego przypadkiem łzawa historyjka wspomnieniowa... zobaczymy! ;)
Pozdrowienia, Aish :)
Fajnie, że do mnie zaglądasz.
O taak, ja też się kłóciłam ze swoją Babcią, i to strasznie. Babcia mieszkała na stałe w Sosnowcu, ale większą część czasu spędzała albo u nas, albo u swojej drugiej córki, czyli mojej Cioci. Dzień bez awantury był dniem straconym. Dzisiaj tłumaczę to sobie tak, że obie wówczas byłyśmy w trudnym wieku - ja miałam kilkanaście lat i dużo mi się wydawało, Babcia balansowała w granicach 75-80 roku i cóż, starego człowieka się nie zmieni...
OdpowiedzUsuńDzisiaj żałuję, że tak to wyglądało. Wspominam masę dobrych rzeczy związanych z Babcią i zawsze chce mi się ryczeć na myśl o Jej mieszkaniu, które było przez pierwszych 5 lat mojego życia także moim domem...
Aish, nie traćcie obie czasu, nie warto! :)
Może w Święta nadarzy się okazja do spokojnej rozmowy, spaceru...? Moja Babcia lubiła pożyczać ode mnie książki z bajkami i je czytać. Żałuję, że jest już za późno, byśmy czytały je razem... na bajki nigdy nie jest się przecież za dużym!