To, co tkwi w mojej głowie, co zakorzeniło się w umyśle jest czystą abstrakcją. Ma milion kolorów, z czego wszystkie zmieszały się ze sobą tworząc nowe odcienie. Nie mogę tego 'wrzucić do jednego worka'.
Sama nie wiem jak powinnam określić ostatnie dni. Tak wiele czasu poświęciłam przemyśleniom, monologom w pustkę - do nikogo. Nie zapisałam nic z tych słów, słów, które rzucałam na wiatr, gdzieś daleko z nadzieją, że to da mi choć częściowo ulgę. Bezskutecznie. To nie pomaga. Nie pomogło.
Starałam się uporządkować życie krok po kroku - ułożyć je niemalże alfabetycznie. Zająć się czymś, co codziennie zmuszałoby mnie do wstawania rano i zrobienia czegoś na przekór sobie samej. Niestety szukanie takiego zajęcia jest trudne - jakkolwiek bym się nie starała. Zmęczyłam się niepowodzeniami, przyszły wstrętne myśli, nawrót wspomnień, które miały zginąć. Chciałam je wymazać, zapomnieć raz na zawsze, a one jak bumerang wróciły do mnie. Musiałam je przygarnąć, złapać, by nie dostać nimi w twarz. I tak po kolei posypał się fundament.
Znów zatrzymałam się przed lustrem i chwilę patrzyłam sobie samej w oczy. Kolejna godzina wmawiania sobie: jesteś przecież silna, a jutro też jest dzień.
Nadszedł, ale nic nie przyniósł ani nie zabrał tego, co obumarło.
12 kwietnia idę na casting. Ważne wydarzenie, bo robię to wbrew temu, co czuję. Porządny krok na przód. Jeśli tylko uda mi się przezwyciężyć własne obawy to już będę mogła poczuć się wygrana.
Dziś spędziłam czas z Monic, od 13.30 do 21.15. Dużo czasu i choć byłam bardzo śpiąca to było mi to potrzebne.
Usłyszałam: Cieszę się, że widzę moją córkę wreszcie uśmiechniętą.
Naprawdę się mało uśmiecham? Aż tak przygnębiona chodzę każdego dnia? Myślałam, że daję sobie radę, ale inni widzą mnie zupełnie inaczej. Próbuję coś zmienić, ale wciąż płonę i daleko mi do feniksa.
Kolejna dawka myśli, które bardziej mnie wyniszczyły niż podbudowały. Tęsknię do chwili, w której kilka tak bliskich mi osób zmieni się o 180 stopni. Najgorsze jest to, że taka chwila nigdy nie nadejdzie, a każda z prób wywrócenia moich myśli do wersji w której wszystko ułożyło się tak jak tego chciałam, kończy się hektolitrami łez.
...
Najważniejsze. Z wczoraj i dziś. Przemyślenia i naga bolesna prawda.
Przyjaźń jest nieśmiertelna. Jest też zimną suką, która raz uczepi się duszy i nigdy już z niej nie wyjdzie. Możesz ją wyrwać, ale tym samym wyrywasz dużą część siebie. Dlatego jakkolwiek zła i bolesna by nie była trzymasz ją blisko przy sobie, tęsknisz do niej i potrzebujesz jej. Paradoks. A jednak.
Spotkało mnie w życiu coś pięknego, teraz, po tylu latach oczekiwania na ten dzień.
Poznałam kogoś, kto miał w sobie magię. Było w nim tyle samo demona co anioła i potrafił tak samo krzywdzić jak podnosić z upadku. Miał w sobie wszystko, czego mogłabym szukać na tym świecie. Dawka tych emocji i uczuć była wymierzona idealnie tak, by niczego nie zmąciła. Jedynym warunkiem jest absolutne zaakceptowanie wszystkich cech, każda próba zmian kończy się wymieszaniem odczynników i niekontrolowanym wybuchem.
Ale czy można nie ingerować w człowieka, który stacza się na dół, cierpi każdego dnia coraz bardziej i nie potrafi sam sobie pomóc?
Czy można patrzeć bez słowa na kogoś, kto jest częścią Ciebie, a kto właśnie złamał skrzydła?
Nie można. Nie potrafię skreślić takiego człowieka i nie potrafię pojąć dlaczego woli zginąć niż się ratować.
Przyjaźń... najbardziej destrukcyjna forma uczuć. Najgorsza, jaka może przytrafić się człowiekowi.
Poznałam jej siłę, znaczenie i konsekwencje wpuszczenia jej do domu.
Tylko śmierć może dać jej kres. Dlatego właśnie chcesz to zakończyć? Dlatego wolisz umrzeć?
Łatwa droga wcale nie jest lepsza. Tak bardzo boli fakt, że o to nie dbasz.
''Wielki sztorm pozostawił na plaży tysiące rozgwiazd. Brzegiem oceanu powoli
szedł starzec. Delikatnie brał każdą rozgwiazdę do ręki i odnosił ją do wody.
Z naprzeciwka nadszedł młodzieniec i zdumiony rzekł: Po co to robisz, starcze?!
Przecież tych rozgwiazd jest tu dziesiątki tysięcy! I tak wszystkich nie uratujesz!
Twoje staranie zupełnie nie ma znaczenia!!
Starzec w milczeniu podniósł kolejną rozgwiazdę i wkładając ją do wody rzekł:
Dla niej ma...''
szedł starzec. Delikatnie brał każdą rozgwiazdę do ręki i odnosił ją do wody.
Z naprzeciwka nadszedł młodzieniec i zdumiony rzekł: Po co to robisz, starcze?!
Przecież tych rozgwiazd jest tu dziesiątki tysięcy! I tak wszystkich nie uratujesz!
Twoje staranie zupełnie nie ma znaczenia!!
Starzec w milczeniu podniósł kolejną rozgwiazdę i wkładając ją do wody rzekł:
Dla niej ma...''
Więc dlaczego patrzysz tak na mnie kiedy wyciągam do Ciebie rękę? Dlaczego ją odtrącasz i sam skaczesz w ogień? Myślisz, że ochronisz mnie kiedy zostanę tu sama? Że lepiej mi będzie kiedy całymi dniami będę zastanawiać się, czy istnieje niebo, czy jesteś właśnie tam, czy jeszcze kiedykolwiek Cię zobaczę?
Łatwo jest odejść. Zostawić tych, którzy będą tęsknić.
Co Tobą powoduje? Granica wytrzymałości czy tchórzostwo?
Thanks for all you've done
I've missed you for so long
I can't believe you're gone
You still live in me
I feel you in the wind
You guide me constantly
Thanks for all you've done
I've missed you for so long
I can't believe you're gone
You still live in me
I feel you in the wind
You guide me constantly
Uwierz mi, nic tak nie boli jak stawianie świeczek za życia.
Na pomniku, który sam budujesz... grobie, który wykopujesz własnymi rękoma.
Zostań.
Widzę, że ostatnio mamy podobny nastrój...
OdpowiedzUsuńMusimy się jakoś trzymać :* Obie :*
A kim jest ten młodzieniec ze zdjęcia na pb? :)
@ Nie wiem w ogóle co się dzieje, przyszła wiosna, a mój nastrój nadal utrzymuje się na tak kiepskim poziomie...kiedy to się skończy?
OdpowiedzUsuńI oczywiście, że damy radę, a już niedługo się spotkamy i wreszcie będziemy mogły porządnie porozmawiać. Nie mogę się doczekać! :)
A na pb to Arek - mój przyjaciel no i to ten sam, który tak ostro krytykuje moją książkę ;) :P
Dziękuję za komentarz. TAKI komentarz. To dla mnie niezwykle cenne... zapraszam ponownie :)
OdpowiedzUsuń