środa, 27 kwietnia 2011

Szczypta magii.

Przychodzą ciężkie dni, ale zaraz po nich wychodzi promień słońca. Mimo, że budzi nas brutalnie i piecze w oczy zmuszamy się by wstać i powitać nowy dzień. W tym dniu wiele się dzieje, jeszcze więcej się zmienia. Okazuje się nagle, że było warto dać się porwać wiosennej fali.
Mówi się, że krok w stronę ciemności jest milionem ku zagładzie. Myślę, że za cenę odnalezienia siebie można i tak zaryzykować.
Ostatnie dni spędziłam mieszając zawód, ból, tęsknotę z ciekawością, niepewnością, nieśmiałością i strachem. 
Wczoraj usłyszałam kilka najpiękniejszych dźwięków na świecie.
Z dala od wszystkich ludzi, w naszej własnej filharmonii. Odbijały się echem od ścian i wracały przekształcone kilkakrotnie. Zamykałam co chwilę oczy i rozkoszowałam się tą delikatną muzyką.
I Jego obecność. 99 % ciemności i 1 % subtelności. Niebywałe.
To jak kroczyć nad brzegiem przepaści. Piękne widoki za cenę ryzyka.
No i kto mi powie, że vampiry są złe? :)

~*~
jutro znikam na rzecz pracy
później kilka ciężkich dni
3 maja kolejne spotkanie
6,7 i 8 we Wro
i 21 sesja.
...
Zastanawiam się ile jeszcze musi się zmienić w moim życiu i dochodzę do wniosku, że będzie zmieniało się ciągle. Mimo, że to drastyczne zmiany wcale nie czuję się gorzej.
Nowa droga, nowe możliwości, doświadczenia - rozwijam się w każdą stronę.
To piękne.
I dziękuję Ci, za kilka chwil w innym świecie. Był osnuty tajemnicą a w środku był idealny.
Czy kruchy? Nie wiem. Wiem za to, że warto próbować odgadnąć tę tajemnicę.

środa, 20 kwietnia 2011

Ruins.

Niewiarygodne, że w ciągu jednej chwili cały fundament naszego życia może się zawalić. Waląc nam się na głowę jednocześnie grzebie wszelkie plany, szkice, zarysy na przyszłość. I jak się wygrzebać z tych popiołów? Chyba nie potrafię. Nie umiem też się nad tym zastanawiać, próbować doszukiwać się powodów. Po prostu siedzę wśród tego syfu z podkulonymi ku sobie nogami i czekam, aż samo zniknie. Nigdy nie znika, a mnie boli coraz bardziej. 
Obiecuję sobie, że się podniosę, że potrafię po raz kolejny pokazać: jestem silna. 
Chyba oszukuję samą siebie. Już nie mam na to sił, nie mam na to nawet ochoty.
Jak mam myśleć o czymkolwiek skoro już teraz nie wiem co mogę planować, a czego nie? O czym mogę marzyć o czym nie? Jak mam ułożyć jakikolwiek plan na przyszłość czy postawić sobie jakikolwiek cel? Jedna wielka niewiadoma. Ile tak jeszcze ? Ile razy jeszcze będę musiała naiwnie wierzyć, że to się zmieni? Że przyjdzie dzień, w którym ktoś poda mi rękę i powie: teraz możesz żyć tak, jak byś chciała żyć?
Czy ja chcę zbyt wiele? Czy to wiele mieć pewność, że stoję na stabilnym gruncie? Że mam przy sobie kogoś, kto darzy mnie tak silnym uczuciem, że nawet w tych najcięższych chwilach dam sobie radę? 
Spalam się. Po raz kolejny spalam się dla siebie i dla Ciebie. Nie widzisz tego, ciągle jesteś zajęty sobą, swoimi sprawami , gdzieś obok pisząc do mnie kilka słów, czy rzucając ciche 'kocham' bez sensu, w pustkę.
Nawet jeśli teraz zaprzeczasz sam sobie czytając te słowa to ja właśnie tak się czuję. Każdego dnia coraz gorzej, próbując ratować palący się stos. Są na nim wszystkie moje, nasze marzenia, obietnice, uśmiechy i słowa, jakie padły i pojawiły się przez te ponad trzy lata. Myślisz, że da się to odbudować kiedy spłonie? 
Tak naprawdę to nie ma feniksów. Albo coś się ratuje póki jeszcze żyje, albo się to grzebie.
Czekam na coś, do czego nie jesteś w stanie dążyć. Walczę o coś, co i tak skazane jest na porażkę.
Ale walczę...dzień po dniu.
To chyba naiwność, a może po prostu tak okazuje się prawdziwie uczucia?
...



poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Oczekiwanie.

Niedługo święta...kolejne. Sama już nie wiem , co powinnam o nich myśleć. Przyszły takie czasy, że świąteczne dni są takie same jak każde kolejne z listy bieżącego roku. Nic się nie zmienia, nie jest wyjątkowo. Nie ma wspólnych długich rozmów ze śmiechem ani uroczystych obiadów, chwili wytchnienia i refleksji. Po prostu wolny od pracy czas, przesiedziany w domu przed telewizorem, ewentualnie przespany. Co utrzymało się z tradycji? Tylko śniadanie wielkanocne. Zapewne będzie tak i tym razem. Ciągle tylko czekam na rok, w którym będzie inaczej... w którym siądę z rodziną i ze śmiechem pomaluję kolorowe pisanki. Jestem na to zbyt dorosła? Nie sądzę...przecież tak powinny wyglądać święta, zupełnie oderwane od rzeczywistości, pełne śmiechu i zabawy... Ale nie... Po prostu usiądziemy przy stole, zjemy śniadanie i każdy wróci do swoich spraw. A Lany Poniedziałek? Zapewne wieczorem tego dnia usłyszę: ojej, zapomniałam. A to dzisiaj? 
I tak znów minie czas. Przejdzie obok mnie jak ten dzisiejszy i nie zostawi po sobie żadnego śladu.
Po świętach zostanie kawałek kwietnia i kolejne oczekiwanie na nowości. Tym razem będzie to weekend majowy. 
A po nim? Po nim wyjazd do Wrocławia. Może choć ten będzie udany i wniesie do mojego życia trochę uśmiechu. 
Ciągle na coś czekam, na dzień , w którym wszystko stanie na głowie.
Wtedy można zacząć od początku. A teraz siedzę i zastanawiam się ile lat już przeleciało między palcami i jak wiele z nich już niedługo zacznę żałować.
Bo czas nie stoi w miejscu... 
...
Jutro obejrzę apartament, wyjdę na spacer z Monic. Coś zrobię. Może usiądę do książki. A może do muzyki. 
Może po prostu obejrzę coś zamknięta w pokoju...a może położę się spać.
W każdym razie nie chcę dłużej wegetować.



niedziela, 17 kwietnia 2011

Taniec z wiosną.

Dzisiejszy dzień wniósł dużo słońca. Może dlatego, że faktycznie świeciło? A może dlatego, że spędziłam koło 4 godzin w miłym towarzystwie Vi i Ver? 
Bo było miło. Potrójna głupawka nie może być inna. 
Co prawda spóźniłam się konkretnie, ale chyba aż tak złe nie były ^^ 
No nie moja wina, że SKM jeździ jak jej się podoba... >.<
W każdym razie zrobiłyśmy wiosenne, kolorowe zdjęcia w Parku Skaryszewskim. 
Vi biegała za wiewiórką, która z całą pewnością czuła się osaczona i ma teraz traumę. A Ver zbierała 'wydepilowane' kwiatki magnolii. Było w sam raz. 
...
Lubię kiedy do mojego życia wkrada się promyk szczęścia. Lubię, kiedy nagle staje sie tak jakby oderwaną częścią - obcym elementem w rzeczywistości. 
Rzadko targa mną tak wiele pozytywnych emocji. Ale kiedy już mną zawładną, nic nie jest w stanie popsuć tego stanu.
Tak więc dziękuję za dziś.
...
Jutrzejsze plany [dzisiejsze] skupiają się całkowicie na Aviku, który totalnie się rozleniwił i trzeba się za niego zabrać. Swoją drogą nie widziałam się z nim kilka tygodni i warto byłoby to nadrobić. 
Mam nadzieję, że spotkanie się uda i że cokolwiek ruszy do przodu. Zobaczymy.
I coraz bliżej Lady Wrocław. Tak, wiem...powtarzam to tyle razy, ale nie mogę się doczekać. Spotkam się z Pandi i Olą. I będzie przefantastycznie. Szykuje się duża, porządna impreza. Już teraz wiem, że humor nie opuści mnie ani na chwilę.
I prawdopodobnie...zmienię miejsce zamieszkania. Tylko nie znam jeszcze szczegółów. Eh.
A teraz dobranoc...znów wstanę w południe. 
...


piątek, 15 kwietnia 2011

Przeplataniec.

Niesamowite jak szybko potrafią dojrzewać w nas emocje. Sam zalążek w jednej sekundzie dorasta i eksploduje zanim zdążymy zacząć go kontrolować.
Wczoraj 100 % złość przerodziła się w niesamowite zamartwianie. Było tak silne, że nie mogłam na niczym się skupić a łzy same cisnęły się do oczu. Całą drogę do Eli płakałam jak bóbr zastanawiając się czy w domu wszystko w porządku. 
Na szczęście tak, a ja nie miałam czym się martwić, ale okazało się, że nawet mimo tylu kłótni obawa o rodzinę jest olbrzymia. Lubię to w sobie. Czasem dobrze jest poczuć w sobie kawałek z człowieka. Nawet jeśli boli.
...
Ela z kolei wpadła na pomysł pofarbowania mnie na wiewiórę. I tak oto całe dwie tubki farby wylądowały na moich pięknie naturalnych już włosach. 
No i co się okazało? Że nie da się zrobić na nich marchewki... wyszło... no właśnie...co mi wyszło? W słońcu mienią się rudawo, w cieniu są pijaną wiśnią. A mnie się podobają. I tak za kilkanaście dni stanę się jaskrawą marcheweczką, więc teraz muszę się powoli przyzwyczajać.
...
Weekendowe plany poszły się... więc pora ustalić jakieś nowe.
W niedzielę widzę się z Michałem (nareszcie, bo nie widzieliśmy się kilka tygodni... ) 
W poniedziałek po przepustkę do CoffeeHeaven no i ustalę kiedy do pracy iiiii w sumie to z Pauliną jestem umówiona.
A jutro? Jeszcze nie wiem... 
W każdym razie cieszę się ze słońca i coraz bliżej mi do pokazu we Wrocławiu, gdzie spotkam się z moją kochaną Pandi. Tak strasznie się cieszę! < 3