czwartek, 13 stycznia 2011

Imieninowo

Uff już po imieninach. Nie lubię takich świąt, bo każdy na siłę próbuje być miły, a tak naprawdę wcale się nie zmienia. Jutro znowu wszystko wróci do normy. Przynajmniej od rana atmosfera w domu była idealna. Jeden dzień w roku, a może cały 2011 będzie pełen miłych niespodzianek? Zobaczymy. Dzisiaj miałam zaplanowane łyżwy, ale oczywiście zaczął padać ohydny deszcz i tyle z tego wyszło. Po jakimś czasie na dosłownie 10 minut wyszło słońce... Ale jakie... jaskrawe i piękne <3! Szybko się schowało i znowu pojawiło się paskudne szare niebo. Wyblakły atrament. Niestety. Zasiedziałam się w necie, i miałam pół godziny, żeby się wyszykować na spotkanie z Michałem, oczywiście siedziałam w wannie kiedy zawitał ^^ Czy on musi być wiecznie punktualny?! Ok, poczekał bez marudzenia. Zdjęcia, film, ciasto, czekolada, rozmowa. I było fajnie. 
Jutro cały dzień w biegu. Rano ważne spotkanie, 12.30 łyżwy z Robertem, 14.30 Starówka i Złote Tarasy z Michałem, po drodze popołudnie z Jagodą w Live Nation. Nie mam pojęcia kiedy padnę, ale podoba mi się taki tryb życia. Cały czas coś się dzieje. Dawno tak nie miałam. A wieczorami... nie mam siły i czuję to piękną satysfakcję, że nie straciłam dnia z życia. To jest cudowne. 
W piątek najprawdopodobniej przyjeżdża mój Mruczek. Niesamowita niespodzianka, bo to akurat jedna z tych rzeczy, których bym się nie spodziewała. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku i się zobaczymy. Przydałaby nam się długa rozmowa. I przytulić bym się już chciała. Zobaczymy jak będzie. Bardzo się stęskniłam. 
W planach 'lolitowate zdjęcia II'.
Sobota, niedziela dla Mruczka. W poniedziałek miałam jakieś spotkanie, ale nie pamiętam.
Najwyżej będą dzwonić. Miałam napisać 6 listów. A piszę dopiero pierwszy i to nie jestem nawet w połowie... oO
Nie wiem kiedy zrobię to wszystko. Ale jest dobrze, dawno nie było tak jak teraz, ba.. może nawet nigdy tak dobrze nie było.

wtorek, 11 stycznia 2011

Ludzie listy piszą...

W piątek byłam na miłym spacerze z Robertem. Oczywiście jak to ja, musiałam przełożyć godzinę spotkania, bo nie zdążyłam się wyszykować. Tylko,że miałam pół godziny na to, więc wybaczę sobie własne narzekanie.
Niech będzie, że w końcu się wyrobiłam. 
Zmarzłam troszkę, bo po raz kolejny już ubrałam się tak jak nie powinnam, a myślałam, że uczę się na własnych błędach. No nieważne. Było miło. To się liczy. :)
W sobotę widziałam się z Robertem II. Odwiedziliśmy na chwilkę Łazienki Królewskie, gdzie napadły na nas wygłodniałe wiewiórki. Rude kosmate wszędobylskie kity. Jak ja je kocham. Kilka oczywiście wdrapało się o mojej nodze na górę i łapkami próbowało mnie do siebie przyciągnąć. Czuję się czasami jak dziecko, ale jak się nie roześmiać jak takie małe stworzonko tak się tuli? Dzikie na dodatek... i głodne ^^
Ale! Najważniejsze stało się dziś! Wreszcie dostałam list od Yaqqiego z Indonezji ! < 3 Wyczekałam się i oto jest!
Kurier przybył i zrobił mi mega miłą niespodziankę. Oczywiście od razu się dorwałam do niego, jak ten chłopak cudownie pisze *_* . Ale fakt faktem oni są tam tego uczeni. I nawet po arabsku do mnie napisał kawałek ^^ Słodkie takie. A ile tam było budujących słów. Cieszę się, że poznaję takich a nie innych ludzi. Nie zamieniłabym ich na żadnych innych. Są najwspanialsi na świecie. Uwielbiam pisać listy... Czytałam go 3 razy i nadal nie wiem od czego zacząć , co odpisać, tyle mam mu do powiedzenia. Ale już jutro do tego przysiądę, muszę mu wysłać w miarę wcześnie. Poza tym czeka mnie sterta innych do napisania... zaległych. Cudownie. Poczuję się sławna przez chwilę i odpiszę. Ha ha. Do Arka... bo się wyczekał już biedaczek sporo na to, do Tomka, bo mi nogi z tyłka powyrywa jak nie napiszę, marudził coś ostatnio, napiszę to się ucieszy , Do Pandi mojej cudownej, bo wspominała, że chciałaby dostać list, tylko nie mam jeszcze adresu... , do Darii zaległy - aż wstyd, że jeszcze nie wysłałam.. no i z dziś do Raula, do Indii... *_* Ciekawe ile będzie 'szedł' .

Plany na najbliższe dni: [ i z tych wiadomych na dalsze... ]
12.01 [ mała imprezka rodzinna na moje imieniny, spotkanie z Michasiem , spotkanie z Kubą. ]
13.01 [ wstępnie łyżwy z Vampirem ]
15.01 [Moja VampeScene przyjeżdża!! ]
16.01 [spotkanie z fotografem ]
30.01 [spotkanie z Arkiem]
14.02 [Katt moja <3 ]
marzec [ Misio mój <3! ]
A teraz uciekam spać. Bo strasznie źle się czuję.
Dobranoc.

piątek, 7 stycznia 2011

Michałowe spacery.

Kolejny cudownie spędzony dzień. Wyspałam się, mimo, że spałam od 6.30 do 11.40 . Popołudnie miło spędzone w rodzinnym gronie i cieplutkiej atmosferze. 2 godziny przebierania się i cudowania żeby ładnie wyglądać na spacerze a i tak się wymarzłam za to.

O 18 spotkanie z Michałem. Najpierw Park Ujazdowski. :) ! Miły spacerek <3 Kocham ten park, przejechaliśmy cały przystanek autobusowy. Niestety kierowca zaspał ^^ Życie. I tak trzymałam się przy wysiadaniu tego okropnego człowieka, który obiecał, że za nic mnie nie puści, a jak tylko autobus zahamował prawie się zabiliśmy oboje. Życie... 
Za to P.U. był otwarty i nawet magicznie zaczął padać śnieg. 
Pokazał mi fińskie domki, poopowiadał tyle o historii, trochę się pośmialiśmy, powygłupialiśmy , goniliśmy autobus i wreszcie upragniona starówka. 
Tam zdjęcia sukni czekoladowej Wedla! Genialna rzecz! <3!
I moje ze światłem wystawowym haha, ten to ma pomysły. Noooo i spacer na Plac Zamkowy, w tym odkrycie ślicznego szablonu w przejściu między podwórzem. <3
Zdjęcia choinki , Krakowskiego i jednogłośna decyzja o powrocie.
I godzina spędzona na schodach, w cieple z miłą rozmową o pracy, zainteresowaniach, marzeniach, obowiązkach.
I propozycja wyjazdu na pustynię z aparatem... chcę już. Teraz. Dziś.

środa, 5 stycznia 2011

Długi spacer.

Wczorajszy dzień należał do tych udanych. Spędziłam fajne popołudnie, w sumie wieczór też.
Od 13 do 20 na spacerach i zdjęciach z Michałem. Fajnie. Upolowaliśmy fajne aniołki koło Targowej ! Niebieskie ! :D
Te kilometry, które zrobiłam na szpilkach niestety dały o sobie znać na Krakowskim Przedmieściu jak tylko mieliśmy już wracać.
W sumie od Wileńskiego do Alei Zielenieckiej przeszliśmy 2 km. 1km cały po Moście Poniatowskiego, na dół, na górę, i troszkę po samym moście. I później 5 km na Stare Miasto jakkolwiek mało się to wydaje. Później z kolei długi spacer po samej starówce no i powrót... I nie czuję nóg. Ale było warto. Fajnie mi się spędza z nim czas, rozmawia, na te zabawne i poważne tematy. I zaproponował mi staż. :)
Wreszcie coś pozytywnego. Zobaczymy co dalej. :)
Poluję na D7000, 3 obiektywy. Lampę i statyw już załatwiłam. 
Teraz tylko jeszcze plan pierwszej wycieczki. :)!!
*
Dzisiaj 'wolna chata'. Jakoś mnie to nie cieszy. o.O

 
Plac Zamkowy

niedziela, 2 stycznia 2011

Sylwester.

Sylwester.. było rewelacyjnie. Dziękuję za każdą minutę z tego dnia.
Za to, że spóźniłam się ze wszystkim i mimo to nic się nie stało, za tą ogromną dawkę czekolady, za wspólne spaghetti pierwsza klasa z tabasco w zbyt dużej ilości. Dziękuję za drinki. Za szampana. Za stanie w otwartym balkonie w sumie w samym kocu i wlepianie oczek w fajerwerki tylko po to , żebym przez chwilę poczuła się dzieckiem.
Za słuchanie Ария, za pokazanie mi tych pięknych obrazów, za chwilę ciszy i długą rozmowę, za te dawki śmiechu tak nagle , za bieganie po całym mieszkaniu. 
Zapomniałam o wszystkim. Mogłam się po prostu cieszyć.
...
2011. Nowy Rok. Mam nadzieję, że lepszy. Nowy start. Może to dobrze. Postanowienia noworoczne? Po co cokolwiek planować skoro wszystko zależy od tego ile będziemy mieć siły, jak silną wolę i samozaparcie?
A plany na 2011? Jest kilka. 
9 stycznia urodziny Eli.
12 stycznia moje imieniny.
15 rozmowa o sesji.... aj ; )
1-7 luty Arek.
8-14 Katt <3
Luty prawdopodobnie dalej z Tomkiem.
Marzec... nie chcę zapeszać, ;)
Kwiecień, maj, czerwiec [ w tym moje urodziny ], lipiec i sierpień mam do zaplanowania.
We wrześniu tydzień, do dwóch w Pradze na Grandzie z Michałem, może też z Tomkiem. :)
Będzie ciekawie.Mam nadzieję. :) Trzeba zacząć działać. Zrobić coś z własnym życiem.
A z bardziej przyziemnych planów: na jutro spanie cały dzień, żeby odespać te 2 poprzednie... mh;/
Sobota za tydzień łyżwy z Michałem, może niedziela zdjęcia do agencji wreszcie. 
Eeee... i w poniedziałek muszę złożyć papiery jeszcze w pewne miejsce, niefajnie.


Boli mnie coś. Szkoda gadać. Ale tak cholernie, że chwilami nie wiem jak się dotknąć... 

P.S.
muszę jutro napisać 4 listy!
[A.R.D.T.];) !! 
<3