wtorek, 17 maja 2011

Czas dlugich warszawskich wedrowek

Ostatnie dni upłynęły mi pod znakiem spacerów. Nie były takie zwykłe, krótkie i pozbawione sensu. Były idealne: takie, na których cały czas się rozmawia i nie brakuje tematów i podczas których ciągle ktoś głośno się śmieje. 
W weekend przyjechała moja Katt, z którą nie widziałam się 10 miesięcy. Podobno myślała, że nie będziemy miały o czym rozmawiać...ale to przecież my, to przecież moja przyjaciółka. Po prostu przytuliłyśmy się kiedy odebrałam ją spod Pałacu i wszystko było tak, jak zostawiłyśmy to te miesiące temu. Nikt tego nie naruszył. 
Spacery po mieście, zdjęcia, piwo + jedzenie na szybko, które wyglądało makabrycznie ale smakowało nieziemsko... i tylko my potrafimy takie coś przyrządzić. ^^
I wieczorne spotkanie u Moniki... i Noc Muzeów. We trójkę.
Tylko my jesteśmy na tyle szalone żeby ubrać się tak mrocznie a zachowywać się jak kolorowe jednorożce - z uśmiechem podskakując między ludźmi i śmiejąc się z cmentarnej atmosfery jaka zagościła w Łazienkach Królewskich tamtej nocy... 
Mam cudownych znajomych... nie mogę zaprzeczyć. Dziękuję Wam za te dwa dni. Były idealne, pozytywne i napawające mnie ogromną dawką nadziei na lepsze jutro! :)
...
A dziś? Dziś spotkałam się z Karolem, którego nie widziałam 3 lata. 
Po prostu przez chwilę wpatrywałam się w niego i zastanawiałam nad tym, jak szybko potrafią powrócić wspomnienia. 
Wszyscy się zmieniamy... zmienił się i on, choć uparcie twierdzi, że wcale tak nie jest. 
Nie to, że stał się całkiem innym człowiekiem, ale więcej w nim dorosłości, planów...ambicji. 
Spacerowaliśmy dziś dobre kilka godzin.
Najpierw cola w HardRock'u , później Park Skaryszewski, który dziś wydawał się niemalże magiczny. Pogoda co chwilę się zmieniała, więc park to lśnił od słońca, to stawał się cienisty i mroczny. 
Do tego te wszystkie kwiaty i kaskada wodna tak bardzo uspokajająca. I wiatr, który był dla mnie dziś kolejną dawką ukojenia. Rozwiał wątpliwości i smutki... zabrał ze sobą.
Później nasz genialny pomysł, żeby wybrać się do klubu więc padło na Indeks. :)
Najpierw okropne piwo, ale było zimne, więc przebolałam a później Sweet Dream Of Melody, które dostałam w 4 shotach. Genialna sprawa: likiery z mlekiem i kremem <333!
Później Starówka, na której Karol złapał dla mnie gołąbka ! :D I mogłam go pogłaskać i potrzymać w łapkach przez chwilę ! :D uroczy... ^^
I i i później jeszcze Park Ujazdowski i masa kwiatów białego bzu jakie tam dostałam :D 
i Łazienki Królewskie, w których trochę pobłądziliśmy i napastowaliśmy pawie :D 
I w końcu jak zwykle prawie spóźnieni na dworzec... i pojechał. Pf.
A jutro.. jutro się lenię. I dopiero w środę kolejna dawka spacerowania. Tym razem z Vampirem na rolki... spodziewam się kontuzji :D co najmniej jednej ^^



2 komentarze:

  1. nie badz taka pesymistka, a moze tym razem uda sie bez kontuzji :D

    OdpowiedzUsuń
  2. jakiej? ;p jaki masz rozmiar butka? :p

    OdpowiedzUsuń