Podobno najlepszym sposobem oderwania się od rzeczywistości jest stworzenie sobie tej drugiej – lepszej. Choć na chwilę.
Udało mi się. Te kilka momentów, w których nie myślałam o tym, co się właśnie dzieje w mojej głowie, sercu, duszy.
Weekend. Ten najpiękniejszy, najbardziej pozytywny i ten, który tak wiele zmienił.
Pół życia przekręcił do góry nogami.
…
Czwartek. 13.57, czy też powinnam napisać 14.10 kiedy to podjechał pociąg z moją Pandi i mogłam się wreszcie z nią spotkać. Po taaaaak długim czasie.
Jak sen… poznajesz kogoś, kto okazuje się aniołem podnoszącym Cię za każdym razem kiedy upadasz, jeszcze zanim zdążysz się zranić. Tacy ludzie istnieją? Zawsze są daleko, za daleko.
I nagle okazuje się, że mogą być na wyciągnięcie ręki. Pewnego dnia po prostu spotykasz ich na swojej drodze, możesz się zatrzymać i pójść już dalej z nimi.
Jak we śnie, bajce, która nie może się źle kończyć.
Tego dnia wybrałyśmy się na wieczorny spacer po Warszawie, może był krótki, ale to zawsze coś, zresztą Monika była zmęczona po podróży, było gorąco i ciśnienie szalało jak stado motyli, które to opadają to wzbijają się ku górze.
W nocy obejrzałyśmy ‘Oczy Julii’ i jak zwykle pakowałam się na ostatnią chwilę, wrzucając do walizki ubrania.
Zmarzłam w nocy ^^ ale! To Pandi chciała otworzyć okno :D!
Piątek. 6.00, czy też kilka minut po… bo trzeba zejść z łóżka.
Rano na szybko śniadanie, które nie bardzo chciało się przyjąć w moim żołądku… Temperatura zdecydowanie zbyt chłodna… i gęsta mgiełka wydobywająca się z ust przy każdym słowie. Poprawka pakowania trwająca za długo i wyjście z domu w ostatniej chwili… kiedy do pociągu było zaledwie piętnaście minut trafiłyśmy w korek…bez biletów i czasu… zdążyłyśmy chyba cudem.. tak po prostu miało być.
Pociąg… temperatura na zewnątrz coraz wyższa a w pociągu włączone ogrzewanie..
Prima Aprilis było wcześniej… Istne piekło, ale ! Podróż minęła…bez ofiar.
Kilkadziesiąt minut czytania książki… Murakami < 3 I kilkanaście spania w tym ukropie..
I wreszcie 15.44 – Wrocław! I dziwna radość połączona z lekkim ukłuciem żalu i nienawiści do samej siebie, czując znów miejsce, w którym tak wiele narodziło się spraw.
16.00? Parę minut po, kiedy to spotkałyśmy się z Łukaszem i pojechałyśmy do domu.
Obiad, ogarnięcie się i spotkanie z Sergiejem… już nie pamiętam o której.
Po 19stej… tak mi się jakoś wydaje. W każdym razie zapamiętałam nasze kilkakrotne próby przejścia przez zamkniętą bramę Cmentarza Żydowskiego, drut kolczasty i ostre zakończenia drążków, z którymi walczyłam zaciekle. W końcu stróż-nie stróż straszący nas między pomnikami i chwila wytchnienia przed pomnikiem na ławeczce, gdzie wreszcie mogliśmy porozmawiać i napić się. Bourbon + desperados. Na dziko ^^
Stanowczo za mało czasu, więc spotkanie trzeba powtórzyć a będzie ku temu niejedna okazja, na pewno .
![]() |
| 'Teatr Lalek' [od lewej:Monika,Łukasz,ja] |
Powrót po 23 do Pandi, znów. I oczekiwanie na kolejny dzień, cały główny powód przyjazdu do Wrocławia.
Sobota. Nie mam pojęcia o której w końcu wstaliśmy i wyszliśmy na miasto, ale oprócz fotek, długich rozmów, spacerów i fajnej atmosfery pojawiliśmy się spóźnieni całą godzinę w Browarze Mieszczańskim – na próbie, czy też już po niej. Tam wreszcie poznalyśmy MissMolly, Agę , Papi i całą resztę, a ja wreszcie miałam okazję spotkać się z Olą.
Strój jaki miałam nosić na pokazie był uroczy, szkoda tylko, że w odcieniu różu ^^ .
Ale trochę słodkości nigdy nie zaszkodzi.
Próba trwała dosłownie chwilkę, podczas której zaledwie dwa razy przeszłam się po wybiegu, na dodatek w trampkach.
Przy samym wybiegu siedział Łukasz, który troszkę nam uciekł podczas kiedy byłyśmy z Moniką „molestowane” przez wizażystki i fryzjerki[?] . Strasznie długo zeszło przy makijażu, ale ostatecznie byłam bardzo zadowolona z efektu, to samo z pin-up’ową fryzurą, jaką mi zrobiła Ania.
| Pokaz kolekcji 'MissMolly' |
Jednak ogromna fala stresu wcale nie zamierzała tego wieczora mi odpuścić.
Pojawiła się stopniowo kilkadziesiąt minut przed pokazem. Więc niewiele myśląc skierowałam się do baru żeby „dodać sobie odwagi”. Przy zakupie wódki [miałam nadzieję, że prócz odwagi trochę mnie rozgrzeje, bo było bardzo zimno] pojawił się ni stąd ni z owąd Sergiej, który do tej pory nie wiem jak mnie poznał xP. W każdym razie bardzo się ucieszyłam, że przyszedł, wypiliśmy drinki, poszliśmy pod wybieg do Łukasza i musiałam uciekać, żeby poprawić ostatecznie makijaż i przygotować się do pokazu.
Monika niestety nie była ze mną w tej samej grupie, przez co w całym tym chaosie miałyśmy mało czasu żeby porozmawiać na spokojne.
Pokaz…był cudowny. Zaczął się po 22… z małym opóźnieniem, ale było fajnie.
Może nie jestem przyzwyczajona do takiej ilości osób oglądającej mnie w krótkiej spódniczce, dodatkowo robiących zdjęć z każdej strony czy klaszczących, ale musi być ten pierwszy raz i nie mogę zaprzeczyć, że to jest niesamowite uczucie.
Gdybym mogła pewnie powtórzyłabym to kilka razy, więc czekam jedynie na dobrą okazję.
W całym tym tłumie pojawił się i Tomek, ale gdzieś zniknął.. więc nie miałam okazji się z nim wtedy zobaczyć, trudno… choć było mi trochę przykro.
…
Po pokazie późno w nocy wróciłyśmy do domu…
Niedziela… Niedziela była bardzo fajna. Do 15 spaliśmy , czy też wylegiwaliśmy się w łóżku zastanawiając się czy jest sens z niego wychodzić. Później obejrzeliśmy film… - Kick-Ass , który niesamowicie poprawił mi humor no i ostatecznie po 18 wybraliśmy się na spacer i zdjęcia.
Wieczór był bardzo udany , rozmowa, obiad w gruzińskiej restauracji [ tak … pamiętam mniej więcej jej nazwę xD ] później miodowe i karmelowe piwo w Spiżu [nadal uważam, że Ciechan jest lepszy…] i małe ‘przymulenie’ chyba od gwaru, które Łukasz uwiecznił.
I został mi poniedziałek, w którym spotkałam się z Tomkiem.
Nie ukrywam, że to było dla mnie dość ciężkie spotkanie, ale przecież czasem trzeba dawać sobie radę, prawda?
Pyszna biała czekolada z bananem w Wedlu i spacer nad Odrą, gdzie widzieliśmy dwa żurawie? Tak, to chyba takie ptaszyska…
Czas upłynął zdecydowania za szybko , musiałam wracać, on też..
![]() |
| przygotowania do pokazu |
Później cała masa zdjęć wspólnych przed moim nocnym pociągiem do Warszawy aż wreszcie czekanie na dworcu, gdzie siedzieliśmy ponad godzinę.
Znów zobaczyłam Tomka, który przyjechał z pachnącą jego cudownymi perfumami bluzą ^^
I nawet kanapki mi zrobił [wiesz co? Jesteś opiekuńczy : D ]
I…no i podróż powrotna, od 22.42 do 5.40 podczas której czytałam książkę [Alex Kava – Kolekcjoner ] i próbowałam nie spać, ale chyba 2 godzinki mi z tego i tak wypadły.
Później nie spałam znów więc razem to będzie 37 godzin.
Nie żałuję nawet jednej chwili. Było tak, jak powinno być. Dziękuję.
* * *
Jeśli chodzi o to, co działo się wewnątrz mnie, o czym nie chciałam ani rozmawiać ani myśleć… Na początku czułam paraliżujący smutek, ogromną falę chłodu, którą oberwałam po twarzy. Bałam się o wszystko. O uczucia, o swoją własną siłę. Bałam się powiedzieć jakiekolwiek słowo czy zadać jakiekolwiek pytanie, by to nie zburzyło i tak cienkiego fundamentu jaki pozostał.
A później nutka nadziei, która tli się tak delikatnie jakby wiedziała, że jej zagaszenie i tak nastąpi, jakby nie chciała na próżno się marnować.
I nadal mam tę samą iskierkę nadziei w sobie. Maleńką jak okruszek. A jednak jest.


no pewnie, ze zostane na dluzej. fotoblog sie znudzil, wiec czas na blogspota :)) ja rowniez bd oberwowac ;**
OdpowiedzUsuńCóż za dokładność ;*
OdpowiedzUsuń230 :)
końcowo roczny! :p będę jeszcze pisać o nim. ;p
OdpowiedzUsuń@ Sabyon:
OdpowiedzUsuńnie zawsze tak mam, ale jak pojawiają się takie chwile... pamiętam każdą sekundę < 3 i jak najwięcej chcę w tej pamięci zatrzymać.
@ Agniech.
OdpowiedzUsuńja mam nadzieję! bo chcę się dowiedzieć :d wszystkiego wszystkiego :D