sobota, 9 marca 2013

Dzień Kobiet

Wczorajszy dzień, wydaje się, miał wyglądać zupełnie inaczej. Przynajmniej wsiadając w autobus miałam takie założenie. Ale czy wszystko zawsze musi iść wg moich planów? Chyba trochę przesadzam. 
 Wyspałam się tak jak tego potrzebowałam, leniwie się przebudzałam, żadnego pośpiechu.
Później dobry obiad i herbata u mamy, z babcią. Miła rozmowa, aż trudno w to uwierzyć, a jednak...czasem się da, aż miło.
A później miał już być typowy dzień kobiet...
 

Więc spotkałam się z Michasiem u niego w pracy [ a ile przy tym nerwów, nienawidzę się za to! ] , zakupy na kolacyjkę i perfekcyjne rafaello [kocham !].

Miał być cudny kwiat, ale...chyba żaden zbytnio nie przypadł mi do gustu [jestem wybredna, a co ].
No dobrze, było bonsai <3 Piękne...
I miał być kjujik. O tak, piękny, szary kłapouch, ale jak zobaczyliśmy cenę tego wszystkiego dla kjujika.... to nam ręcę opadły i tak oto powstał szelmowski plan dużego zwierza [innego] w domu. A więc czekam cierpliwie [znaczy staram się czekać cierpliwie, średnio mi to wychodzi ]
Tak czy siak nadszedł wieczór. Wymarznięci dotarliśmy wreszcie do domu i Michał zrobił [uwarzył^^] pyszną kolacyjkę...aj, plus słodycze, plus wshisky, plus długa rozmowa i film... 
Wiesz Michał, było zajebiście.
Kocham spędzać z Tobą czas.Sprawiasz, że czuję się przy Tobie wyjątkową kobietą.
Dziękuję.




 

piątek, 8 marca 2013

Śladami wiosny...

Ostatnio ciężko mi coś zrobić na czas.
Planuję, ale nigdy te plany nie pokrywają się z przewidzianym na nie czasem.
Wreszcie udało mi się zrealizować spacer ze zdjęciami razem z Gosią.
Nie widziałyśmy się naprawdę długo i pewnie zagadałam ją na śmierć..., ale potrzebowałam takiego wyjścia, takiego towarzystwa i mogę szczerze powiedzieć, że było bardzo fajnie.
Marudziłam tylko na obcasy, bo przecież musiałam się w nich wybrać na forty...to takie normalne...
Przyszła wiosna, albo raczej...próbowała się przebić.
Raz się udało i poczułam się jak w raju.
Tak bardzo tęskniłam za wiosennymi promieniami słońca.
Za tym ciepłem jakie powoli zaczyna oblewać ziemię. Za  Z A P A C H E M wiosny, bo ma taką piękną specyficzną woń. Coś jak szczęście spadło na mnie tamtego dnia.
Szukałam kwiatów, ale chyba mam za duże wymagania i brak mi cierpliwości.
Nic jeszcze się nie rozwinęło.
W przypływie tęsknoty za zielenią zabrałam do domu kilka gałązek z pąkami i czekam cierpliwie aż rozkwitną. Widać już zielone, jasne kolory więc pewnie lada dzień będą młode listki.
Nie mogę się doczekać.
Jeszcze parę dni, tydzień, może dwa i wiosna na całego.
Wreszcie.

Tymczasem próbuję się za siebie wziąć. Trening. Ciężki, ale za to jaka satysfakcja. Michał kupił mi nawet ostatnio skakankę elektroniczną i mam z nią dobrą zabawę próbując zrobić jak najwięcej.
Nie dbałam o formę tak długo, ze zaczęłam za nią tęsknić. Muszę to nadrobić jak najszybciej bo mam zamiar pływać latem w takiej formie jaką miałam 2 lata temu. O tak... :)

Mija już ósmy dzień mojego mieszkania z Michałem w nowym gniazdku. Charaktery póki co nie ścierają się aż tak bardzo. Nie kłócimy się i nie wydrapujemy sobie oczu. Jest wręcz przeciwnie. Pomagamy sobie nawzajem i przyjemnie spędzamy czas.
Ostatnio graliśmy nawet w miasta państwa... tak dawno w to nie grałam. Miła odmiana.
Lubię te nasze wieczory kiedy nic nie jest ważne i wszystko poza nami przestaje mieć znaczenie. Jest tak, jakby cały świat nagle zniknął. Tylko ja i on. Dobra muzyka i nasze plany.
Chciałabym tak częściej, ale potrzeba na to czasu, którego niestety nie ma za wiele....

Przegadałam wczoraj ze 2 godziny ze współlokatorką. Nawet nie wiedziałam, że można mieć tyle wspólnych tematów. Miło. Bardzo miło. Może jakoś niedługo wyjdziemy sobie gdzieś wszyscy wspólnie... rozrywka chyba przyda się wszystkim.


Jest znów wcześnie. Polubiłam to wstawanie rano. 

poniedziałek, 4 marca 2013

Łzy.

Czasem mam wrażenie, że mój świat się zawala. Nie wiem tylko czy to jedynie iluzja czy jest tak naprawdę. 
Chciałabym żeby mi na niczym nie zależało,żebym mogła niczym się nie przejmować, ale tak się nie da, bo trzeba jakoś żyć. Nie jest łatwo.
Szukam tej pieprzonej pracy i nikt się nie odzywa jak na złość, mam już tego po dziurki w nosie. 
Podupadam na zdrowiu i tak naprawdę nawet nie mam jak iść do lekarza. Wszystko po kolei się sypie.
Nie mogę zrealizować większości swoich planów czy marzeń bo ciągle są jakieś przeszkody na drodze. 
Nie wiem ile tak jeszcze będzie. Przez całe życie? Ciągle pod górkę?
Nie śpię od piątej trzydzieści. Mamy trzynastą. Leżę na łóżku przez te wszystkie godziny i nie mam ochoty na nic. Czuję się załamana. Nie wiem dlaczego. Ale czuję, że słabnę.
Jest mi smutno i coraz częściej przychodzą przykre wspomnienia do głowy. Do tego zastanawiam się dlaczego potoczyło się tak a nie inaczej - ze wszystkim.
Plus sny, okrutne sny i mary nawet kiedy jeszcze nie zasypiam. Jakieś obrzydliwe powykręcane twarze i trupy, które mi się pokazują.
Nie mam pojęcia co to wszystko znaczy, ale przeraża mnie to.

Dobrze, że jest Michał. Mogę z nim porozmawiać choć jest mi ciężko rozmawiać o tak wielu rzeczach. Nawet nie wiem od czego powinnam zacząć, bo przecież nie da się opowiedzieć całego swojego życia.
Siedzę sama w pustym pokoju i wcale nie jest dobrze. Czekam na niego od tej zasranej piątej trzydzieści. Mijają godziny, wariuję. Nienawidzę być sama. Do tego potworne boleści jakie dostałam po rybie... Brakowało mi do szczęścia jedynie zatrucia.

Potrzebuję wiosny, pragnę słońca, ciepła... Chciałabym znów poczuć, że żyję... na nowo pokochać Warszawę. Tyle się zmieniło. Czasem żałuję z całych sił, że tu jestem, w jednej sekundzie rzuciłabym wszystko i wyjechała. Gdziekolwiek. 
Ale staram się ułożyć tu życie, spróbować jeszcze raz i jeszcze jeden.
Tylko kiedy powiem sobie dość?

sobota, 2 marca 2013

Rozkojarzenie

Mijają minuty, a ja kompletnie nie mogę się skupić na zajęciach. Nie ma jeszcze jedenastej, a już mnie dopadają miliony myśli. Próbuję je odgonić, ale jestem za słaba. Duszę się. Słucham o metafizyźmie duchowym - ok chyba o mnie.
Przeszłość wraca do mnie jak bumerang. Odtwarza się w pamięci dzień po dniu, chwila po chwili. Tortury.
Czuję w środku pustkę, tęsknotę, a zaledwie parę chwil później sama się karcę, że zaglądam w tę otchłań. 
Muszę zaprzestać tych "okultystycznych" praktyk. Na zawsze.
Dziś w nocy się przeprowadzałam. Mam całkiem nowe gniazdko, ale jeszcze tego nie czuję. Zarówno ja jak i Michał jesteśmy ciągle w pośpiechu, chyba czujemy się zmęczeni.
Znów ten niepokój metafizyczny. Kurwa. Wykończę się. Jak Boga kocham.
Mam za dużo do zrobienia + ogrom nauki. Może uda mi się nie dopuszczać tych wszystkich myśli do siebie.

Jakiś taki zastój w życiu. Próbuję coś z tym zrobić. Mimo ogromu nauki spróbuję zrobić duże porządki. Zajmie dużo czasu, ale pomoże mi poczuć się lepiej.
Zacznę od nowa, Wszystko od nowa, Wreszcie tak jak miało być od samego początku.

Czym się różnią moje słowa od poprzednich? Teraz czuję, że są prawdziwe, czuję, że mogę, że dam radę i to właśnie ten czas. Mój czas.

Popełniłam tak wiele błędów. pora to naprawić - póki jest jeszcze co naprawiać.

Kolejna godzina. Burdel w mojej głowie. Oglądam jakiś film o ostatnich Nomadach. Próbuję zająć myśli.
Szumi mi w głowie od nadmiaru dźwięku. Nadal brak indeksu. Muszę się wreszcie z tym zgłosić gdzie trzeba. 
Mętlik. Nawet piszę chaotycznie. Co za dzień. Chciałabym się schować pod kołdrę, wypić ciepłą herbatę i posłuchać dobrej muzyki. O tak, mam herbatę, na uczelni, ale zdecydowanie wolę jak zrobi mi ją Michał. Taka z uczuciem smakuje lepiej. 
A właśnie...Michał wróci dziś znów koło pierwszej. Nie cierpię kiedy ma drugie zmiany. Tęsknię...

Szukam kotka dla pocieszenia się. Miau?

C H A O S . Powinnam to sobie gdzieś wytatuować. Tęsknię za porządkiem. Ciszą. Ułożeniem wszystkiego. Wczoraj rano zastanawiałam się co się wydarzy za rok, za dwa. Ile się pokryje z tym, co chcę osiągnąć, o co walczę i co sama sobie założyłam, oznaczyłam jako cele. 
Nie wiem nic, niczego nie jestem pewna. 

Szukam pracy.Usilnie dzień po dniu. Oszaleję w domu. Muszę pracować.

W planach na najbliższe dni mam na pewno zdjęcia. We wtorek spotkam się wreszcie z moją Hanazakari. Więc pewnie będzie i sesja. Jeśli jestem już przy zdjęciach, to 27 kwietnia jest sesja z Pospolitego Ruszenia Fotograficznego [PRF] w klimacie TRIBAL-POST-APO w Centrum Sportów Ekstremalnych. I z całą pewnością się wybiorę. Ja i Michał, który będzie modelem. Cieszę się. Powinno być już cieplutko. Znowu wiosna tchnie we mnie życie. Czekam na te dni jak na zbawienie.

NAUKA. Jest tego naprawdę dużo. Muszę się powoli przygotowywać do egzaminów więc KAŻDEGO DNIA bez wyjątku powinnam się uczyć. A czy uczę? *śmiech*

8 marca najprawdopodobniej wybierzemy się z Michasiem do kina. I może kupimy sheeshkę. Wreszcie <3 !
Później trzeba opłacić rachunki, mieszkanie. I zobaczymy co dalej.

A z dalszych snuć -> wakacje. Piękny czas, który chcemy spędzić bardzo aktywnie. Nie wiem czy coś z tego wyjdzie, ale bardzo bym chciała. Bardzo...

Nie wysiedzę tu. Nomadzi naprawdę mnie nie interesują. A te dźwięki...totalnie mnie rozstroiły. Jeszcze czterdzieści minut. Zastanawiam się czy zostać dłużej[?]

Pies czy kot? Kot czy pies? Poważnie się nad tym zastanawiam. Nasza współlokatorka ma alergię na koty, ale powiedziała, że jakoś to zniesie. Pytanie tylko czy jest sens ją tym męczyć?
A pies... ŻADEN nie zastąpi mi Ichiro. To na pewno.
W grę wchodzi adopcja, ale wolelibyśmy mieć maluszka w domu, żeby wszystkiego nauczyć go od podstaw. 
Nie wiem czy jestem na to gotowa, ale potrzebuję w domu czterech kosmatych łapek.!

Mam w głowie wczorajszy wieczór przepełniony wonią kadzidełek. 
Pojutrze oblewamy nasze gniazdko. Szampan i dobra kolacja.
To jest to, czego teraz potrzebuję. O tak.


poniedziałek, 25 lutego 2013

Lincz.

Ostatnie dni są coraz gorsze. 
Napięta, nerwowa atmosfera. 
Jeszcze tylko 3 dni i znikam. Zaczynam nowy kawałek życia, nowy = lepszy [tak sądzę] .
Wypełnię te ściany, wszystkie pomieszczenia nadzieją. 
I zrobię ze swojego nowego gniazdka azyl.
I będę szczęśliwa wszystkim na przekór.
Nikt nie zabroni mi marzyć i walczyć o swoje.
Odliczam dni. 
Jeszcze muszę wytrzymać. 
Jak i każdy.