poniedziałek, 4 marca 2013

Łzy.

Czasem mam wrażenie, że mój świat się zawala. Nie wiem tylko czy to jedynie iluzja czy jest tak naprawdę. 
Chciałabym żeby mi na niczym nie zależało,żebym mogła niczym się nie przejmować, ale tak się nie da, bo trzeba jakoś żyć. Nie jest łatwo.
Szukam tej pieprzonej pracy i nikt się nie odzywa jak na złość, mam już tego po dziurki w nosie. 
Podupadam na zdrowiu i tak naprawdę nawet nie mam jak iść do lekarza. Wszystko po kolei się sypie.
Nie mogę zrealizować większości swoich planów czy marzeń bo ciągle są jakieś przeszkody na drodze. 
Nie wiem ile tak jeszcze będzie. Przez całe życie? Ciągle pod górkę?
Nie śpię od piątej trzydzieści. Mamy trzynastą. Leżę na łóżku przez te wszystkie godziny i nie mam ochoty na nic. Czuję się załamana. Nie wiem dlaczego. Ale czuję, że słabnę.
Jest mi smutno i coraz częściej przychodzą przykre wspomnienia do głowy. Do tego zastanawiam się dlaczego potoczyło się tak a nie inaczej - ze wszystkim.
Plus sny, okrutne sny i mary nawet kiedy jeszcze nie zasypiam. Jakieś obrzydliwe powykręcane twarze i trupy, które mi się pokazują.
Nie mam pojęcia co to wszystko znaczy, ale przeraża mnie to.

Dobrze, że jest Michał. Mogę z nim porozmawiać choć jest mi ciężko rozmawiać o tak wielu rzeczach. Nawet nie wiem od czego powinnam zacząć, bo przecież nie da się opowiedzieć całego swojego życia.
Siedzę sama w pustym pokoju i wcale nie jest dobrze. Czekam na niego od tej zasranej piątej trzydzieści. Mijają godziny, wariuję. Nienawidzę być sama. Do tego potworne boleści jakie dostałam po rybie... Brakowało mi do szczęścia jedynie zatrucia.

Potrzebuję wiosny, pragnę słońca, ciepła... Chciałabym znów poczuć, że żyję... na nowo pokochać Warszawę. Tyle się zmieniło. Czasem żałuję z całych sił, że tu jestem, w jednej sekundzie rzuciłabym wszystko i wyjechała. Gdziekolwiek. 
Ale staram się ułożyć tu życie, spróbować jeszcze raz i jeszcze jeden.
Tylko kiedy powiem sobie dość?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz