piątek, 3 grudnia 2010

Bezsensowne oczekiwanie.

Nienawidzę czekać. Myśleć negatywnie. Odliczać. I wątpić.
Cieszyć się przez chwilę jak idiotka, a w kolejnej minucie czuć tak, jakby cały świat zawalił mi się na głowę. A tak właśnie dziś się czułam. Najpierw szczęśliwa do granic możliwości, a później zawiedziona i rozczarowana.
Poza tym moja głowa...to już jest paraliżujący ból. Przestaję myśleć kiedy zaczyna boleć.

I dostałam Anioła! Najpiękniejszego na świecie!
Ma piękne skrzydła! Jest cudowny ajajjj...
Dziękuję!


Humor dość dziwny. Nie umiem go określić. Ciągle mi czegoś brakuje... szczęścia?
Parę rzeczy wykrusza mi się w życiu, a utrata bardzo boli.

środa, 1 grudnia 2010

Zawód czy kolej rzeczy?

Nie mam pojęcia od czego zacząć. Kolejne bezsensowne wyrzucanie emocji. Wstałam dziś za wcześnie. Może miałabym lepszy humor, gdybym się porządnie wyspała? Nie wiem. Wszystko mnie drażniło. Zmarzłam jak cholera, z racji tego, że musiałam jechać na zakupy. Jest 2.30am, chyba nie powinnam jeść kolacji, ale zapomniałam z tego wszystkiego i teraz mam jeszcze gorszy humor niż wcześniej.
A czemu się popsuł? Miałam w miarę dobry, cóż. Pewien Pan niestety nie jest dla mnie zbyt miły. Tak Tomku mówię o Tobie. Bardzo bardzo bardzo się na Tobie zawiodłam. Dlatego muszę parę spraw przemyśleć.
Amen.
Z drugiej strony nic mnie dzisiaj nie cieszyło. Miałam ochotę na taniec, ale niestety spotkała mnie przykra niespodzianka. Z racji tego, że mam 'uszkodzony' kręgosłup nie mogłam ćwiczyć. Mało przyjemne kiedy przy każdym kolejnym kroku zaciskam zęby z bólu. Mam tylko nadzieję, że lekarze szybko się z tym uporają, bo to męczące na dłuższą metę. Ah i błagam, nie chcę więcej pola magnetycznego, to takie nieprzyjemne...
...
Nie mam na nic siły. Siedziałam dzisiaj przy AS i próbowałam nagrać 'Mask' . I co? I nie podoba mi się barwa głosu jaka przeszła przez mikrofon. Fatalne ustawienia. A Kasia... Kasia właśnie, może by tak popracowała nad muzyką, więcej da się wtedy zdziałać.
Nagrałam za to cover Cranberries. I jestem z niego zadowolona.
Tęsknię za rozmową z kimś, kto stara się mnie zrozumieć, tęsknię za bieganiem po łące i łapaniem motyli. A teraz? Teraz jest zima, chciałabym położyć się na śniegu i robić aniołki...
Spacer z Panem R. nie doszedł do skutku. Teraz nie wiem, czy chciałam , czy nie... W każdym bądź razie czuję pewnego rodzaju ulgę.
Za to przykro mi, że Pan M. jest smutny, ciągle.. i że nie potrafię pomóc, przywołać uśmiechu na jego twarz...
Ale na pewno kiedyś mi się uda!
Z Panem K. ... miałam się spotkać, ale... ale no właśnie, wszystko jest ważniejsze, niż spotkanie .
Cóż. Studia. Praca. Studia. Praca. A może jednak znajdzie dla mnie czas?
-.-
I Łaciata się rozchorowała. Jeszcze mi tego brakowało tylko ...

Ahh... i niespodziankę dostałam! Dziękuję!!

niedziela, 28 listopada 2010

Chaos.

'Dlaczego wszyscy ludzie mają zimne twarze'?
Lepiej bym się poczuła gdybym napisała: wszystko w porządku, mrrr jest zajebiście. Ale nie jest. Z ognia pozostał żar, ale w każdej chwili znów może wszystko się zapalić. Dlatego ostrożnie badam grunt. Cieszę się, że mam kogoś komu mogę o wszystkim powiedzieć, kto jak się okazuje będzie kimś wyjątkowym. Dziękuję Moniko :* 
Marzę o całonocnym spacerze, może nawet o imprezie. Może nocna sesja. Może po prostu podziwianie miasta. Muszę się wyciszyć. Jutro spacer z Panem R. Mam nadzieję, że udany, że warto poświęcić mu chwilę. Za tydzień z Panem K. wreszcie! Czekałam trzy lata na ten jeden jedyny spacer !!!
Projekt tatuażu I i II w trakcie. Czekam niecierpliwie na efekt końcowy. Pan A. się stara, a ja znowu będę żałować swojej decyzji. I chcę już grudzień. Aj , wsiąść w pociąg, zapomnieć o wszystkim.
Dziękuję to wszystko.

sobota, 27 listopada 2010

Ruiny.

Mój świat się zawalił.
W zasadzie mogłabym tyle dziś napisać. W tym jednym zdaniu ukryta jest cała destrukcja jaką tylko można sobie wyobrazić na świecie. Nie miałam pojęcia, że osoby, które potrafią najbardziej kochać, potrafią też cholernie ranić. Niestety najgorszy koszmar okazał się rzeczywistością. 
I co ja mam tu napisać? Że wylałam dzisiaj litry łez? Że moja głowa pęka na drobne kawałeczki? Że moje serce uderzało dziś tak szybko, iż myślałam, że wybije co do ostatniego taktu i już się zatrzyma? Że migrena sparaliżowała mnie do połowy? Że wyrwałam sobie połowę włosów z głowy? Że przez dwadzieścia minut próbowałam uspokoić oddech jednocześnie dławiąc się płaczem? No dobra. Napisałam to.
Wyjaśnienia? Obcy człowiek kazał mi dziś wynieść się z domu i już nie wracać. Spędziłam pieprzoną godzinę na zimnie, w śniegu z bólem zaćmiewającym wszystko inne. Tylko dlatego, że nie chciałam patrzeć na jego mordę. 
Zostałam nazwana nieodpowiedzialną gówniarą , dziwne, że nie pamiętał kto załatwiał wszystkie pilne sprawy kiedy on leżał spity w domu i nie wiedział jak się nazywa. Popsuł mi plany , najpiękniejsze jakie miałam na najbliższą przyszłość, groził mi, mimo, że jest mi tak obcy jak przechodzień na AlexanderPlatz zimowym wieczorem. Ale nie... to nie to sprawiło, że moje życie legło w gruzach.
Obok stała matka. `matka` to słowo dziwnie obco brzmi. Nie powiedziała nic, nawet słowa. Nie potrafiła? Nie chciała? W wyjaśnieniu usłyszałam tylko: 'zrozumiałam jak bardzo mnie skrzywdziłaś'. Cudownie. A więc nagle okazuje się, że jestem winna całemu nieszczęściu na świecie, a przynajmniej temu, które jakkolwiek wpłynęło na jej życie. 
Uczucia, które teraz we mnie siedzą nie są ludzkie. Nie poznaję własnych oczu, stały się zimne, obojętne. Nie potrafię kontrolować własnych odruchów, staję się agresywna, apatyczna, obojętna na wszystko. Nie tak chciałam się zmienić z biegiem lat. Tęsknię za czasem, kiedy biegałam uśmiechnięta po łące obok pięknego dużego lasu i zbierałam kwiatki. Wtedy Ela, która była dla mnie kimś naprawdę wyjątkowym, rozmawiała ze mną godzinami. Potrzebowała mnie, sprawiała, że czułam się szczęśliwa, doceniona, wiedziałam, że moje życie będzie wyjątkowe. Cóż. Lata, ludzie, codzienność wszystko zmienia. Co się z nią stało? Gdzie się podziała? Ona... moja matka, moi przyjaciele? Wszyscy zniknęli albo zmienili się nie do poznania. 
Dziś oglądałam świąteczne przystrojenia, ozdoby na choinkę na wpół zakurzonych sklepowych półkach, widziałam ludzi, którzy śpieszą się za prezentami, które nie dość , że za wcześnie, to jeszcze nie najważniejsze. I po co ten pośpiech? Usiadłam na ławce i zamknęłam oczy. Sama. Pośrodku tłumu pędzącego w różnych kierunkach. Zgiełk, hałas, obojętność. I ja. Pośrodku. Fakt... samotna wśród tylu ludzi. 
I po raz pierwszy w życiu zrozumiałam, że te święta nie będą już takie jak poprzednie, że będzie w nich brakowało duszy , a każdy jeden uśmiech i życzenie będą wymuszone. 
Po raz pierwszy też te święta nie będą wspólne, w gronie rodziny. Nie wiem co boli bardziej. To, że więzi, które powinny być nieśmiertelne przetarły się, czy to, że wszyscy się pogubili i żyją na oślep, a każda próba oświecenia ich kończy się brutalnie. Bo nie mogę użyć innego słowa.
Awantura z matką dziś przeszła moje najśmielsze obawy. Nie miałam pojęcia, że człowiek jest w stanie przekazać aż tyle nienawiści. Może czasem słyszałam w telewizji, ale nigdy sama nie odczułam niczego co sprawiłoby, że zaczynam czuć się jak wyrzutek. Tak właśnie się dziś czuję. I będę przez kolejne dni...
miesiące...może lata.
I to życzenie, życzenie niepotrzebne, wypowiedziane w nerwach i takie, które wpisze się na listę żałowanych słów. 
Nie mamo... nie zepsułam Ci życia. 
Czekam na dzień kiedy to wszystko się kończy, czasem wydaje mi się, że po prostu śnię, ale kiedy się budzę nic się nie zmienia. Więc tylko wracam do rzeczywistości. 
Usłyszałam dziś: 'Nie martw się. Nie jesteś sama.' 
Skądże. Jest przecież tyle osób, które rzucają mi się z pomocą. Jest ich tak wielu, że nie mogę aż dostrzec ich rąk. Niesamowite. Są dwie, może trzy osoby, które naprawdę obchodzę. Cała reszta to szare tło. Przykro mi, ale tak jest naprawdę. Jesteście wtedy kiedy wszystko choć trochę przypomina bajkę, a ja chodzę z przyklejonym uśmiechem, bodaj udając szczęście. NIE POTRZEBUJĘ takich ludzi w okół mnie. 
Dam radę. Dawałam już tyle razy, dlaczego teraz ma być inaczej?

piątek, 26 listopada 2010

Powrót do pisania.

Kolejna próba przelania zawartości mojej przeciążonej głowy na elektroniczne, nic nie znaczące kartki.
Nie mam pojęcia od czego zacząć, tyle się ostatnio wydarzyło. Śmieszne - prawie wszystko negatywne. Na próżno próbuję doszukać się gdzieś pozytywów. Wszystko zanika, jakby nigdy nie istniało, a wspomnienia powoli stają się zbyt odległe, zamazane. Mam przed sobą czystą białą kartkę, prawie jak szansa nowego życia. Tylko nie wiem jak ją zapisać, poprzednia cała pokreślona, teraz nie umiem już pisać, boję się popełnić tych samych błędów. Gdybym tylko mogła cofnęłabym się w czasie i odnowiła cały rok 2009. Niestety tak się nie da, a ja ponoszę przykre konsekwencje swoich czynów. I wcale nie jest mi lepiej pisząc tu dziwne skomplikowane słowa, których i tak nikt nie zrozumie. Ale zawsze to jakiś krok - lepiej się pozbyć choć części, bo duszą. 
Poznałam ostatnio wiele osób. Cudownych i tych mniej. Ktoś pewnie stwierdzi, że znajomości na odległość się nie opłacają. Fakt. Są trudne, ale to też znajomości. Dlatego miło mi czasem napisać do kogoś oddalonego ode mnie 12 000 km tylko po to, żeby cztery godziny poświęcił na samo pocieszanie, na rozmowę, na opowiadanie o wzajemnych marzeniach. Poznałam też ludzi tych bliżej. Jestem miło zaskoczona, przyjemnie połaskotała świadomość, że można zacząć na nowo a przeszłość zostawić w tyle.