poniedziałek, 9 lipca 2007

Te chwile warto pamiętać.

 Życie kochanie
 trwa tyle co taniec
fandango, bolero, be-bop
 manna, hosanna, różaniec i szaniec i jazda i basta i stop.
 Bal to najdłuższy na jaki nas proszą,
 nie grają na bis, chociaż żal,
zanim wiec serca upadłość ogłoszą
 na bal, marsz na bal
Szalejcie aorty, ja idę na korty Roboto ty w rękach się pal
Miasta nieczułe mijajcie jak porty Bo życie, bo życie to bal
Bufet jak bufet jest zaopatrzony
Zależy, czy tu, czy gdzieś tam
Tańcz póki żyjesz i śmiej się do żony I pij... zdrowie dam!
Niech żyje bal! Bo to życie to bal jest nad bale!
 Niech żyje bal! Drugi raz nie zaproszą nas wcale!
Orkiestra gra! Jeszcze tańczą i drzwi są otwarte!
 Dzień warty dnia! A to życie zachodu jest warte!
Chłopo-robotnik jak boa grzechotnik z niebytu wynurza się fal,
wiedzie swa mamę i tatę, i żonkę, i rusza, wyrusza na bal.
Sucha kostucha - ta Miss Wykidajło wyłączy nam prąd w środku dnia.
Pchajmy wiec taczki obłędu, jak Byron, bo raz mamy bal!
 Niech żyje bal...



niedziela, 8 lipca 2007

I want to remember.

Zakładam szary płaszcz - bo nie zobaczą mnie ludzie.
Wczoraj znów zamknęłam głośno drzwi... nie powiedziałam nic...
Spaliłam jakiś most
Pozostał po mnie dym...
Tyle pięknych miejsc...
Gdzie mogłam zacząć żyć
Pozostawiłam, spójrz...
Dokoła tyle dróg...
A nie ma dokąd pójść...
Gęsty tłum jest blisko obok mnie...
Już czuję oddech Twój...
 Dokoła tyle rąk...
Nie mogę dotknąć ich...
Tak łatwo jest zgubić cel...
Tak trudno wierzyć w coś...
Gdy los wciąż każe mi biec...
Już wiem!!... Dokoła tyle dróg! A nie ma dokąd pójść...
Dokoła tyle rąk! Nie mogę dotknąć ich...
... Pytasz mnie znów czy taki układ ma sens...
 dobrze to znam, za chwilę znikniesz we mgle...
więc zabierz wszystko to co mam...
 odchodząc zabierz wszystkie dni...



sobota, 7 lipca 2007

Allein? Wirklich

Czasem życie staje się męką... wtedy kładę się na trawie i marzę... marzę, że pewnego dnia po prostu się obudzę...


 I'm not perfect...
Nie jestem i nie chcę...!! Góry... znów wspominam... tam byłam wolna... naprawdę wolna... czułam smak życia, a teraz tu na dole, znów zaczynam wątpić w jego piękno...
 Życie upokarza... bardzo (!) Czasem mam po prostu tego dość, ale wtedy zdaję sobie sprawę, że jest na tym durnym świecie kilka osób, którym jeszcze na mnie zależy... i jakoś mi przechodzi...
Mam przyjaciół i rodzinę... to mi w zupełności wystarczy... jestem jaka jestem i zmieniać się nie chcę... coś się komuś nie podoba to mówi się trudno... wygram to życie bo nie zaczynałam gry ze spuszczoną głową i nie mam zamiaru jej opuszczać!!
Wygram bo inni w to wierzą, bo JA w to wierzę!! Było kilka osób, które były dla mnie całym światem, było ale już nie ma, odeszli? daleko tam skąd się już nie wraca...
tak... kilka tam odeszło, ale kilka tu jest...daleko ode mnie, bo chcieli odejść, a ja ich nie trzymałam... forever yours... forever alone... forever I!!




Wiersz.


...poranek, kolejny dzień...
kawa i papieros-chyba czas to wszystko powtórzyć jak co dnia...
Czyjś śmiech, pusty, głośny śmiech!
Może to znak żeby zacząć wszystko jeszcze raz?!
Zamykasz głośno drzwi...
pędzisz by zatracić się za chwilę...
paliłeś setki dróg, spaliłeś ostatni most
i nie masz dokąd pójść.
W morzu ludzi jesteś sam...
bez szansy na lepsze jutro
musisz biec bo tak ci każe życie
milczałeś tyle lat
Nosiłeś krzyż-on nie był tylko twój
mogłeś zacząć żyć, zostałeś teraz sam
nie umiesz patrzeć na świat
słońce za bardzo oświetla prawdę- to co złamałeś, to co zepsułeś próbując biec...
stań przed lustrem-spójrz jak znikasz...
szarzeją łzy... to uczucia...
miałeś je-nie byłeś zły

piątek, 6 lipca 2007

By my side.

 Czasem zastanawiam się, jaki sens mają wspomnienia... ?!
Czy warto zaprzątać sobie głowę kolejnymi partiami bólu - myśląc o tym co było, a co chciałoby się choć na chwilę zatrzymać jeszcze przy sobie...
Czasem kocham zatapiać się we wspomnieniach... to boli- tak-wiem... ale ten stan pozwala mi kochać, czuć, wierzyć na nowo... nadzieja jest moją jedyną przyjaciółką która rozumie co kryje moja dusza... a inną, równie ważną dla mnie istotką, jest ta na zdjęciu;)
 kiedy poznałam Zuzie na nowo nauczyłam się śmiać, cieszyć z prostych rzeczy... mimo, że nie znamy się od urodzenia to wiele nas łączy... potrafimy się zrozumieć, pomóc sobie nawzajem, czasem po prostu skrytykować, ale z głębi serca... nie pozwoliła mi nawet przez chwilę pozostać smutną... potrafiła wyleczyć mnie z każdego doła...pocieszyć, rozśmieszyć niekiedy do łez... dziękuję, że jesteś...wtedy kiedy Cię potrzebuję i wtedy kiedy nie musisz być... że jesteś taka jaka jesteś i że się nie zmieniasz... że jesteś wesoła, że masz dla mnie czas i cierpliwość... i że pomimo tego że czasem jestem jaka jestem potrafisz mnie zaakceptować;* dziękuję...