środa, 5 lipca 2006

Przepaść.

Trochę nie pisałam, ale nie miałam siły...
ostatnio tyle mnie przykrych rzeczy spotkało...
znowu mam doła... ja z tego nigdy nie wybrnę



Ucieczka nieśmiertelności.

Chyba czas zna na prawdę....zna szczerość....Dostałam list.....a wolałabym chyba wcale go nie dostać...Bolało by znacznie  mniej... To list od chłopaka...Byliśmy ze sobą długie 10 miesięcy, rozstaliśmy się...najgorsze jednak jest to ,ze nadal oboje się kochamy....Na nic były te piękne słowa:
-"skarbie nie przestane cie kochać..."
-"jesteś dla mnie aniołem i nikt ani nic tego nie zmieni"
...och...i pełno innych pustych słów...
Dziś czytałam  co innego...zimne okrutne słowa wyciskające ze mnie łzy...
<<chce być taka, jakim ty byłeś dla mnie .Odbuduję to co wykradłam z Twoich marzeń .Nie znam słów, co pozwolą Ci wybaczyć ale posłuchaj tych którymi pragnę tłumaczyć. Uwierz w to, że chcę by było dobrze. Gdzieś upadłam proszę pomóż mi się podnieść. Pozwól dotrzeć mi znów do twego serca. Nie wierzę w to ze miłość wszystko zwycięża>>...

sobota, 1 lipca 2006

Hera.Heroine cat.

idę dzisiaj kotka upiec na ognisku...
znaczy się żartuję oczywiście...
bo tak naprawdę to moja Hera jest istotką, która pozwala mi na szczęście...
takie malutkie kochane coś co usypia w twoich ramionach...
ach... czy może być coś równie słodkiego???

Refleksja.

wczoraj do drugiej w nocy rozmyślałam nad sensem swojego życia...
dotarłam do pewnych wniosków...
mianowicie zrozumiałam, że nie warto przejmować się tym co jest przed nami...
żyje się chwilą obecną...!!!
od wczoraj mam czarnego kota...:)
heh, one chodzą własnymi ścieżkami...i to mi się w nich podoba...
popatrzyłam na to jego "życie..."
takie malutkie jeszcze płoche stworzonko a wniosło w moje życie tyle radości...
wabi się Hera...
teraz wystarcza mi ona...nic więcej...


 

Nowy miesiąc życia.

...dzisiaj już początek kolejnego miesiąca...
może odmieni on moje życie...
może wniesie w nie zalążek smaku szczęścia i optymizmu...
bardzo tego bym chciała...