sobota, 5 maja 2007

Lustro.


Każdego dnia stajemy tak jakby przed lustrem. To, co w nim widzimy to nic innego jak odbicie naszych marzeń... tego, co chcielibyśmy zobaczyć. W każdym razie nie o to chodzi.
Czasem warto stanąć przed lustrem ze świadomością tego, że zobaczymy tam, nie to co byśmy chcieli... zamiast tańczących iskierek-w oczach pojawią się szarzejące łzy... zamiast uśmiechu grymas bólu...
i głęboko poczujemy żal... żal, że nie jest inaczej, że to MY zepsuliśmy swoją przyszłość... zdarzeniami z przeszłości...
czasem słyszę, że czas goi rany... ale to nieprawda... Przecież wspomnienia je rozdrapują... bo raz zapamiętany ból nie pozwala o sobie zapomnieć...
tylko czy starczy sił na powtórną walkę?
...~ten, kto nie ma siły do walki o szczęście, nigdy nie udowodni, że jest tego szczęścia wart~...

czwartek, 26 kwietnia 2007

Retoryka.


Największą wg mnie sztuką jest umieć dobrać barwy uczuć do koloru wspomnień, odcieni marzeń i mieszanki wahania...
wtedy powstanie dzieło oparte zarówno na realistycznych jak i impresjonistycznych walorach...
dobra praca składa się z prawdziwego doznania... z emocji, jakie nami rządzą... nawet talent ten ukryty jak i jawny nie pomoże, kiedy nie widzimy sercem i oczami duszy pełnego obrazu wnętrza...
"dobrze widzi się tylko sercem..."
dobrze maluje się tylko pędzlem egzystencji... wolnej, pięknej, dzikiej... prawdziwej...

sobota, 14 kwietnia 2007

Inna jednak ta sama.


Żyj tak, jakby jutra miało nie być...
Żyj tak, jakbyś się dopiero urodził...
Żyj tak, jakby już świata nie było...
Żyj tak, by ślady Twoich stóp przetrwały Cię...
Żyj, kochaj, cierp, walcz, ale nigdy nie zapominaj...
mój blog ma już pół roku... kiedyś powiedziałabym-dużo... dziś mówię, że czas za szybko płynie...
to już kolejne sześć miesięcy straconego życia...
to sześć miesięcy kolejnych łez...
i 163 dni, które przemknęły mi przez palce, jak strumień wody..

poniedziałek, 9 kwietnia 2007

Inspiracja cy zawód?


byłam dzisiaj w kościele... słuchałam kolejny raz uważnie księdza. Kazanie jak kazanie-może i długie ale warto posłuchać...
tym razem mnie zdenerwował. Powiedział co prawda, że śmierć jest początkiem czegoś nowego, ale powiedział też:
"nie lękajcie się śmierci...skoro Boga nie dosięgła to tym bardziej nie dosięgnie nas"...
ej no zaraz chwilka... to co niby ludzie więksi są od Boga? chyba miało być odwrotnie... jestem zła...
ale mimo wszystko... rozumiem te święta po swojemu...

poniedziałek, 2 kwietnia 2007

Klucz do nierealnego świata.


Zajęłam drugie miejsce w konkursie literackim "Nasz Papież"

napiszę Wam moje prace;)


Czyżby wiatr podhalański pamięć nową w nas zbudził?
Czyżby serce za słabe do kochania pobudził?
Czy iskierkę cierpienia po bolesnej nam stracie...
Załagodził? zagasił? tak jak Bóg w Majestacie...
Przygotował dla sługi szczęście, radość i chwałę...
W wielkie rzeczy przemienił to co tu było małe...
Jana Pawła II objął srebrnym ramieniem...
Przeistoczył w sen błogi to co było cierpieniem...
Po raz drugi otworzył wielką księgę istnienia...
Kartki rzucił na wiatr aby uniósł wspomnienia...
...Na małej ziemi Wielki Człowiek żył...
Nie nazwano go aniołem a przecież nim był...
I choć nie miał skrzydeł to wzniósł się wysoko...
Dla siebie był człowiekiem
Dla milionów innych opoką...
Nie miał prawie nic, ale nie narzekał...
Czas powoli mijał a on na nic nie czekał...
Żył miłością do Boga, tylko Jemu zawierzył...
Chciał by wszyscy wierzyli i pół świata przemierzył...
Ciągle chciał zrobić więcej, jak najwięcej chciał zmienić...
Serca zimne i twarde w ciepłe, ludzkie przemienić...
Całe dnie mógł się wsłuchiwać w ciche wiatru szeptanie...
W którym pewnego razu usłyszał pytanie...
Poczuł siłę i wiarę jakiej jeszcze nie było...
Ostatnie wahanie wraz z lękiem się zmyło...
I padając przed Niebem, z wiarą na kolana...
Cicho szeptał odpowiedź... odpowiedź do Pana...
Historia każdego zaczyna się i kończy...
Lecz tego co złączone- już nikt nie rozłączy...
I w ostatniej minucie, tak jakby w podzięce
Cudny wiatr podhalański Jego życie zamknął w Księdze...


i druga praca;)

O czym szepczesz halny?
Wiem, że o Nim pamiętasz...
Dokąd płyniesz halny?
Wiem, że ciągle Go szukasz...
Czemu płaczesz halny?
Wiem, że bardzo cię kochał...
Kiedy wrócisz halny?
Wiem, że szukał cię w górach...
Wiem, że szepczesz wciąż o Nim...
Snując sznury wspomnienia...
Że Wielkiego Człowieka...
Wydała ta ziemia...
Wiem, że szepczesz boleśnie
nadaremno szukając...
Może było za wcześnie...
By zapomnieć kochając...?
Wiem, że płyniesz halny...
Tnąc aksamit nieba...
Z bólem w oczach i sercu,
Ale wiem, że tak trzeba...
Wiem, że płyniesz szukając...
W chmurach Ojca Świętego...
Kiedyś tu-z nami blisko... dziś tak dalekiego...
Wiem, że płaczesz halny gdy o Nim wspominasz...
Jego święte czyny, życie przypominasz...
Wiem, że płaczesz wołając Jana Pawła II
Może ciałem małego, lecz sercem wielkiego...
Nie wiem tylko halny kiedy wrócisz w góry...
Tak bardzo cię kochał...
I patrzył na chmury...
W których ty tak cicho szeptałeś...
Może tylko nuciłeś, a może wołałeś...
I już na sam koniec,gdy historii nie będzie...
Ostatnim powiewem razem z Nim...
zamykasz życie w Ewangelii Księdze...