środa, 22 sierpnia 2012

Przebudzenie.


                Obudziłam się po zimie. 
Tak wiem, późno.
Nie miałam siły tu pisać, nie chciałam nic zatrzymywać, nic na zawsze, wszystko na chwilę. Ale tak nie można. 
Przeszłość trzeba czymś wypełniać. 
 A ja... ja obiecuję sobie, przyrzekam nigdy nie przestanę pisać. 


~~*~~

                Na początku maja, Maciek zabrał mnie do zoo. 
Poczułam się znowu małą dziewczynką cieszącą się ze wszystkiego co ją otacza. 
Tak bardzo tego potrzebowałam. Poczuć wiatr we włosach, słońce na policzku. 
Wiosna. 
Wiosna w pełni. Nawet nie zauważyłam jak czas uciekał mi przez palce. 
Na chwilę to zatrzymałam. 
Biegałam od zwierzaka do zwierzaka ciesząc się z małych małpek albo tygrysów. 
Siedziałam z nosem przy szybie czekając kiedy dostojna pantera raczy do mnie podejść, albo słuchałam jak krzyczą kolorowe papugi. 
I wreszcie mogłam robić tam dużo zdjęć.
Nigdy mi się to nie znudzi. Zawsze będę chętnie tam wracać. 
Od kiedy tylko pamiętam zoo przysparzało mi tak wiele radości. Czeskie – ostravskie, polskie – warszawskie, wrocławskie, poznańskie... wszystkie są takie cudowne. 
A ja wciąż chcę budzić w sobie tę małą dziewczynkę, która choć na chwilę zapomina o problemach tego świata.

Znalazłam też pierwszego fiołka. 
Ich zapach sprawia, że wszystko się zatrzymuje a ja szybuję wstecz, do czasów dzieciństwa przypominając sobie te najpiękniejsze momenty. 
Czysta magia. Magia, w której istnienie nigdy nie zwątpię.
                W połowie maja znów uśmiechnęło się do mnie szczęście. 
Pojechałam razem z Killerem na konferencję prasową przed Ursynaliami 2012. 
Nawet nie umiem opowiedzieć jak się z tego cieszyłam. 
Parę koncertów ogromnych gwiazd i możliwość stania tuż obok nich, robienia zdjęć pod samą sceną. Zapowiadało się fantastycznie. 
Do tego dostałam możliwość przeprowadzenia wywiadu z zespołem Ametria. 
A przecież kocham ich od dziecka... Może być lepiej?
Konferencja jak konferencja – trochę nudnawo, ale da się wytrzymać, w końcu to dla większego dobra. :P 


                Proszę proszę akredytacjom końca nie widać.
 Zaraz po tej od ursynalii dostałam na Euro 2012.
 Taka impreza i miałam zobaczyć ją na żywo, na stadionie.

 Tak wiem, kobieta i mecze..., 
ale dla takich emocji można się przecież poświęcić, tak?

Nieważne, że zdjęcie na wejściówce było straszne, że wyczekałam się jak diabli, że było gorąco i nic mi się nie chciało. 

Warto się poświęcić dla pięknych wspomnień.

Zostało tylko czekać na to ważne dla Polski wydarzenie, a później cieszyć się z obecności na nim.



                Pod koniec maja przełamałam się i zrobiłam kolejną sesję zdjęciową. 
Miałam sporą przerwę, chwilowy zastój i brak chęci do czegokolwiek. 
Mam nadzieję, że małymi kroczkami da się z tego wyjść.
 Nie powiem, żebym była bardzo zadowolona z efektów, ale
zawsze to coś... nawet jeśli nie jesteśmy z tego do końca zadowoleni ważne, że się próbowało. 
To najważniejsze.
Zdjęcia jak zdjęcia, większość nie zrobiła na mnie kompletnie wrażenia, więc po prostu je wyrzuciłam. Kilka ujdzie, choć nie lubię pstrykać zdjęć bez większego przygotowania, więc KONIEC z takimi sesjami. 
W tym będę stanowcza i nieugięta. Albo wszystko dopięte na ostatni guzik, albo guzik z tego.



                Kilka dni później kolejna konferencja prasowa, tym razem w obecności przedstawicieli UEFA , przygotowanie do pracy i takie tam marudzenie przed meczami. 
Nic konkretnego. 
Nic co daje przyjemne wspomnienia. 
Zwykłe służbowe spotkanie.


            I wreszcie nastał ten dzień. URSYNALIA ! Przyjechała do mnie Kinga. 
Cały wieczór przygotowywałyśmy wszystko na imprezę, żartowałyśy, hałasowałyśmy i śmiałyśmy się z wywaidu, którego nie mogłam dokończyć. 
Kolejny dzień miał być początkiem spełniania swoich marzeń. I taki też był.
Po 18stej pierwszego dnia imprezy, kolejna konferencja prasowa. 
To już trzecia w tak krótkim czasie...
Dowiedziałam się co wolno a czego nie fotografowi i takie tam nudne bzdety. 
Nic nie ważne. Liczyło się to, co ma się wydarzyć potem...
Koło 19stej miałam przeprowadzić wywiad. 
Nigdy wcześniej tego nie robiłam więc stresowałam się jak jasna cholera. 
Zwłaszcza, że nie byłam przygotowana na tyle, żeby nie czytać z zeszytu, a to trochę głupie... no ale cóż. Okazało się, że chłopaki są jak najbardziej w porządku i wszystko poszło gładko. 
Proponowali nawet, żebym się z nimi napiła, ale byłam tak przejęta, że wystarczyła mi po prostu ich obecność. Miłe doświadczenie, nie powiem, że nie. 
Polecam zabawę w dziennikarza ^^.
Byłam też na backstage’u gdzie mogłam sobie podpatrzeć jak gwiazdy szykują się przed koncertem. Slayer, My Riot, Luxtorpeda, Lipali. 
Fajnie tam. Choć wszyscy się strasznie śpieszą ^^.
I tak najfajniej było na samych koncertach. 
Pierwsze trzy piosenki fotografowanie, reszta koncertu tylko na zabawę.
Chciałyśmy być fajne z Kingą i wdrapałyśmy się na jakiegoś kolesia tak...bez trzymania z aparatem który ważył ze 4 kg jak nie więcej i oczywiście co? Musiałam spaść. 
Więc broniłam sprzętu zamiast własnego tyłka. 
Tak więc gleba na slayerze zaliczona, świetna zabawa również. Są genialni na scenie.
Nie powiem, że opieranie się o wzmacniacze było dobrym pomysłem, gdyby nie zatyczki do uszu pewnie bym ogłuchła. Czułam wibracje dosłownie wszędzie.
Na koncercie Limp Bizkit, który tak uwielbiałam od małego niestety zaczął padać deszcz. 
Dużo dużo deszczu i bardzo zimny wiatr. Czekał więc nas długi i ciężki powrót do domu. 
Następny dzień miał być przecież tak samo pracowity.
                Następny dzień był jeszcze piękniejszy: My Riot, dali czadu na scenie, dawno się tak dobrze nie bawiłam. 
Glaca wyszedł do publiczności, ma z nią świetny kontakt, a ja przez to dobre zdjęcia ! 


 
Później Nightiwsh, w co nie wierzyłam stojąc nawet tuż obok. 
Istna bajka.
 I jeszcze sam koncert... 
Pełno świateł i efektów specjalnych z ogniem. 
Było nie tylko czego słuchać, ale i na co popatrzeć! 






Spotkałyśmy się z Kingą z zespołem Oedipus, mamy z nimi świetne zdjęcia, autografy i same dobre wspomnienia. Są świetni! Tak mało osób o nich słyszy, a na scenie dorównują najlepszym. 
Mam nadzieję, że jeszcze wpadną, w końcu nam to obiecali. Jestem strasznie zadowolona ze zdjęć. 
Zarówno tych, które robiłam jak byli na scenie, jak i tych, które mam z nimi. 
Wreszcie jeden normalny zespół, z którym można porozmawiać, do którego można się przytulić, napić się lecha i zrobić mnóstwo zdjęć.
Warto być na takich imprezach, przeżywać to wszystko i cieszyć się każdym jednym momentem tak, jakby to już nigdy nie miało się powtórzyć.
Było pięknie.
Cóż więcej mogę rzecz? 
Tym, którzy nie byli mogę powiedzieć tylko tyle: żałujcie. 
Ale... wszystko przed wami bo kolejny rok ma być jeszcze lepszy!!
Nie mogę się doczekać!


I trzeci cudny dzień, w tym koncert Billy Talent, zapowiedź kolejnego w Polsce całkiem niedługo. 
Chyba nie ma na co narzekać. 
Nigdy nie wierzyłam, że pojawię się na takich koncertach.
Oczywiście chciałam... ale te... te wszystkie gwiazdy obok siebie, razem..
I jeszcze mogłam stać tak blisko, robić zdjęcia jakich nie zrobiłabym gdybym poszła jedynie się bawić.
To cudowne móc tak wiele, i mieć tak wiele.
Spełniam swoje marzenia, kiedyś będę mogła powiedzieć, hej ja fotografowałam Slayera, Nightwisha i Billy Talenta. 
To jest już coś. 
Niezły start, prawda?





              Zaraz po tym wszystkim przyszły moje 21 urodziny. 
Przez rok wiele się zmieniło, wiem, że zmieni się wiele więcej. 
Żałuję chwil wypełnionych strachem i jutro – chwil, które zatrzymywały mnie w miejscu. 
Nauczyłam się na błędach, wiem, że kolejny rok będzie jeszcze piękniejszy.
Urodziny spędziłam ze znajomymi przy dobrym filmie, muzyce, sheeshy i alkoholu.
 I jestem szczęśliwa.



                Dzień po urodzinach EURO 2012!!!! Mecz Polska – Rosja.!
Jakie tam były emocje, takich imprez się nie zapomina.
 Cudowne uczucie stanąć na samej górze i spojrzeć na rozgrywający się ważny mecz. 
Widziałam wszystko , słyszałam doping kibiców i radość po golach. 
Może nie jestem fanką footballu, ale to było naprawdę wspaniałe.



 

Kawa, 
piwo, 
kłócenie się z rosyjskimi kibicami 
bezcenne!
 I mieliśmy 1:1 , jesteśmy nieźli. 





...
           
    I nagle po tym wszystkim... świat złamał się na pół. 
Wszystko , WSZYSTKO straciło znacznie, smak, dni mijały , a dla mnie czas stał w miejscu. 
Strach przesłaniał wszystko, każda minuta druzgotała mnie w środku i po raz pierwszy od paru długich lat znów zaczęłam się modlić. 
Rzucałam prośby na wiatr nie dbając o to co mogłabym oddać w zamian na wysłuchanie. 
Byłam gotowa na wszystko, nie zależało mi na niczym poza tą jedną prośbą.
Ale chyba właśnie tak wygląda miłość do drugiej osob i strach przed stratą na zawsze. 
Strach przed śmiercią.

                    ‘jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie da się wyrazić łzami
                                             nie można go nikomu wytłumaczyć
                     nie mogąc przybrać żadnego kształtu osiada ciasno na dnie serca
                                             jak śnieg podczas bezwietrznej nocy’



              I tak oto dotarłam do dni dzisiejszych... mam pracę i staram się to utrzymać. 
Czuję się pewniej każdego dnia i poznaję kolejnych ludzi, którzy ułatwiają mi życie.
Kupiłam psa, staję się odpowiedzialna i powoli zaczynam kształtować swoje życie. 





4 komentarze:

  1. Cieszę się, że napisałaś tutaj :)
    I trzymam kciuki:)
    Uściski:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż zazdroszczę Ci tych wszystkich dobrych wydarzeń w życiu! :) Pięknie to wygląda, cieszę się, gdy widzę jak się rozwijasz ^^

    Wróć tutaj i mimo smutku, który czasem odczuwasz, bądź szczęśliwa :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widzisz jak juz mam pare dobrych momentow to bardzo szybko porzychodza po nich te zle, wiec spodziewam sie najgorszego...


      wraca, bede wracac, lubie pisac, to sprawia ze troche mi lzej

      Usuń