Tym razem wracam tu szybciej. Potrzebuję lekkości, jaką daje mi pisanie. Chcę znów to poczuć.
...
Pod koniec sierpnia zrobiliśmy sobie z Maćkiem wypad do Torunia. Spontanicznie, niewiele planując postanowiliśmy odwiedzić znajomych [których zresztą ja miałam zobaczyć po raz pierwszy].
Cieszyłam się na samą myśl o podróży, zwłaszcza, że jechaliśmy pociągiem.
Zawsze lubiłam jeździć pociągami - wiele dobrych wspomnień , nawet kiedy droga była nudna i długa.
Zostawiliśmy psa pod opieką mojego znajomego z pracy, co zresztą okazało się złym pomysłem... moja maleńka bestia demolowała jego mieszkanie dzień po dniu z tęsknoty za nami.
Stresowałam się spotkaniem z chłopakami... no bo właśnie ... ja sama i ... 6 chłopaków? Przez dwa dni?
Dopiero później przyjechała jedna dziewczyna, ale przywiozła kolejnego chłopaka ... więc było 2 na 7.
Tak czy siak, okazało się, że wcale nie jest źle, zabawa była świetna, nowi znajomi jak najbardziej na tak.
Nawet planujemy wspólną większą imprezę w grudniu.
Cieszę się, że ich poznałam, wnieśli dużo radości w moje pochmurne dni.
Oczywiście od pierwszego dnia melanżowanie.. ale uprzedzali, więc nie mam co narzekać i marudzić.
Trafiłam nawet na festiwal światła. Ciekawe widowisko, było na co popatrzeć.
Zwiedziliśmy trochę miasto, obkupiliśmy się pierników, odwiedziliśmy większość pubów, poszliśmy do krainy piwa, gdzie wypiłam zajebiste czeskie jagodowe piwo.
Kupiłam sobie nawet toruńskiego osiołka... tak, tak kocham pamiątki.
Próbuję jakoś zatrzymywać czas.
Szkoda tylko, że nie było czasu na zdjęcia.... bo parę zaplanowałam a nie wyszło nic..
Ale przecież... jest jeszcze tyle dni przede mną.
Dam radę następnym razem. Wiem to.
...
Na początku września była taka cudowna pogoda, że aż żal nie skorzystać.
Wybrałam się więc do zoo.
Znów.
Tak, wiem , ile można chodzić do zoo, ale jak już mówiłam - nigdy mi się to nie znudzi.
Zabrałam oczywiście aparat i znów męczyłam wszystko co się rusza.
W swoim żywiole...
Począwszy od roślinek, skończywszy na moim towarzyszu wyfociłam chyba wszystko co tylko było w moim zasięgu.
A ile miałam przy tym zabawy, humor nie odstępował mnie na krok.
Czułam się znów jak ta mała dziewczynka , zadowolona, że nikomu moja niedojrzałość wtedy nie przeszkadzała.
To piękne uczucie.
Jakże czasem mi go brakuje...
...
Wróciły jednak wspomnienia. Wraz z przemijającym wrześniem, mijającym zbyt szybko słodkim latem.
Smutek i rozczarowanie przeszłością, która wracała jak bumerang.
Żałowałam wielu chwil, miliona decyzji.
Nie wiem już jak wiele z nich wpłynęło na moje dotychczasowe życie niekorzystnie, marzę by choć parę z nich dało się zmienić, odwołać setkę słów, które poniósł wiatr.
Może kiedyś te złamane obietnice da się poskładać.
Może uda się zapomnieć.
Naprawić swój świat. Naprawić wspomnienia. Żeby już tak nie bolało.
Może...
Pojawił się strach. Całkiem niedawno...
W dniu od którego pozostały tylko 3 miesiące do świąt Bożego Narodzenia.
Tak bardzo się boję tego dnia.
Boję się samotności i ciszy jaka zagości w moim domu. Każde kolejne święta są coraz smutniejsze. Podzielona rodzina, która kiedyś była taka cudowna.
Dom był azylem, teraz ściany przesiąknięte są bólem, wysłuchały tyle raniących słów, które nigdy nie miały prawa paść z moich, jej, ich ust...
Co mogę teraz zrobić? Jak wiele mogę odwrócić? Scalić? Ocalić...
Spalone mosty.
...
Dobrze, że mam psa.
Mała bestia, która ciągle wszystko gryzie, ale wystarczy , że się przytuli i pomizia swoim mokrym, zimnym noskiem... a świat staje się piękniejszy i znów pojawiają się kolory za oknem.
...
Brakuje mi spokoju. o p a n o w a n i a
tak bardzo tego pragnę
Wybucham gniewem jak wulkan niszcząc przy tym wszystko i wszystkich, którzy starają mi się pomóc.
Nie umiem powiedzieć co jest tego powodem, nie umiem tego zatrzymać, zmienić, okiełznać furii jaka we mnie drzemie.
Coś pękło, coś się ze mną stało. Zmieniłam się.
Tak wiele zniszczyłam w swoim życiu, tak wielki obszar wypaliłam.
Została czarna murawa, której nie da się już użyźnić, na której już nigdy nic nie wyrośnie.
Myślę, że pora się z tym gdzieś udać, poprosić kogoś o pomoc.
Wreszcie pokornie schylić głowę. Bo już dłużej nie mogę. Nie mam siły wstawać z łóżka, walczyć o swoje, zmieniać swojego życia. Nie mam na to ochoty.
Nie chcę patrzeć na światło. Chcę spać i spać, nawet tysiąc lat.
Zamknęłam się w swoim własnym świecie i nie wiem jak stamtąd wyjść.
I nie muszę tego ukrywać, nie chcę, zbyt długo okłamywałam samą siebie, że jestem samowystarczalna, że dam sobie radę bez niczyjej pomocy, że niby jestem taka silna.
po prostu... nadszedł dzień kiedy wszystko co złe... połamało mnie.
...
Wreszcie praca. Nawet tu non stop jakieś problemy. Nie umiem tego uporządkować. Muszę zbyt wiele na raz pozmieniać w swoim życiu. Nie wiem za co powinnam się najpierw zabrać. Ale jeśli nie zrobię dużego kroku na przód... zniknę. Rozpłynę się w niebycie i stanę się jak warzywo.
...
P a s j a ?
Rozwijam się dalej.
Staram się być silna i robić coś, nawet przez siłę.
Dlatego właśnie pojawiłam się z aparatem na maratonie warszawskim i zrobiłam tam zdjęcia.
Miałam śmieszną kamizelkę dla mediów i wejściówkę VIP.
Skorzystałam.
To była kolejna szansa.
Kocham to.
Nawet jeśli nie mam siły.
Jestem z siebie dumna.
Przełamałam się, wyszłam z domu i zrobiłam to.
Fotografowałam, opublikowałam i zrobiłam kolejny krok do przodu.
...
...
Pod koniec sierpnia zrobiliśmy sobie z Maćkiem wypad do Torunia. Spontanicznie, niewiele planując postanowiliśmy odwiedzić znajomych [których zresztą ja miałam zobaczyć po raz pierwszy].Cieszyłam się na samą myśl o podróży, zwłaszcza, że jechaliśmy pociągiem.
Zawsze lubiłam jeździć pociągami - wiele dobrych wspomnień , nawet kiedy droga była nudna i długa.
Zostawiliśmy psa pod opieką mojego znajomego z pracy, co zresztą okazało się złym pomysłem... moja maleńka bestia demolowała jego mieszkanie dzień po dniu z tęsknoty za nami.
Stresowałam się spotkaniem z chłopakami... no bo właśnie ... ja sama i ... 6 chłopaków? Przez dwa dni?
Dopiero później przyjechała jedna dziewczyna, ale przywiozła kolejnego chłopaka ... więc było 2 na 7.
Tak czy siak, okazało się, że wcale nie jest źle, zabawa była świetna, nowi znajomi jak najbardziej na tak.
Nawet planujemy wspólną większą imprezę w grudniu.
Cieszę się, że ich poznałam, wnieśli dużo radości w moje pochmurne dni.
Oczywiście od pierwszego dnia melanżowanie.. ale uprzedzali, więc nie mam co narzekać i marudzić.
Trafiłam nawet na festiwal światła. Ciekawe widowisko, było na co popatrzeć. Zwiedziliśmy trochę miasto, obkupiliśmy się pierników, odwiedziliśmy większość pubów, poszliśmy do krainy piwa, gdzie wypiłam zajebiste czeskie jagodowe piwo.
Kupiłam sobie nawet toruńskiego osiołka... tak, tak kocham pamiątki.
Próbuję jakoś zatrzymywać czas.
Szkoda tylko, że nie było czasu na zdjęcia.... bo parę zaplanowałam a nie wyszło nic..
Ale przecież... jest jeszcze tyle dni przede mną.
Dam radę następnym razem. Wiem to.
...
Na początku września była taka cudowna pogoda, że aż żal nie skorzystać.
Wybrałam się więc do zoo.
Znów.
Tak, wiem , ile można chodzić do zoo, ale jak już mówiłam - nigdy mi się to nie znudzi.
Zabrałam oczywiście aparat i znów męczyłam wszystko co się rusza.
W swoim żywiole...
Począwszy od roślinek, skończywszy na moim towarzyszu wyfociłam chyba wszystko co tylko było w moim zasięgu.
A ile miałam przy tym zabawy, humor nie odstępował mnie na krok.
Czułam się znów jak ta mała dziewczynka , zadowolona, że nikomu moja niedojrzałość wtedy nie przeszkadzała.
To piękne uczucie.
Jakże czasem mi go brakuje...
...
Wróciły jednak wspomnienia. Wraz z przemijającym wrześniem, mijającym zbyt szybko słodkim latem.
Smutek i rozczarowanie przeszłością, która wracała jak bumerang.
Żałowałam wielu chwil, miliona decyzji.
Nie wiem już jak wiele z nich wpłynęło na moje dotychczasowe życie niekorzystnie, marzę by choć parę z nich dało się zmienić, odwołać setkę słów, które poniósł wiatr.
Może kiedyś te złamane obietnice da się poskładać.
Może uda się zapomnieć. Naprawić swój świat. Naprawić wspomnienia. Żeby już tak nie bolało.
Może...
Pojawił się strach. Całkiem niedawno...
W dniu od którego pozostały tylko 3 miesiące do świąt Bożego Narodzenia.
Tak bardzo się boję tego dnia.
Boję się samotności i ciszy jaka zagości w moim domu. Każde kolejne święta są coraz smutniejsze. Podzielona rodzina, która kiedyś była taka cudowna.
Dom był azylem, teraz ściany przesiąknięte są bólem, wysłuchały tyle raniących słów, które nigdy nie miały prawa paść z moich, jej, ich ust...
Co mogę teraz zrobić? Jak wiele mogę odwrócić? Scalić? Ocalić...
Spalone mosty.
...
Dobrze, że mam psa.
Mała bestia, która ciągle wszystko gryzie, ale wystarczy , że się przytuli i pomizia swoim mokrym, zimnym noskiem... a świat staje się piękniejszy i znów pojawiają się kolory za oknem.
...
Brakuje mi spokoju. o p a n o w a n i a
tak bardzo tego pragnę
Wybucham gniewem jak wulkan niszcząc przy tym wszystko i wszystkich, którzy starają mi się pomóc.
Nie umiem powiedzieć co jest tego powodem, nie umiem tego zatrzymać, zmienić, okiełznać furii jaka we mnie drzemie.
Coś pękło, coś się ze mną stało. Zmieniłam się.
Tak wiele zniszczyłam w swoim życiu, tak wielki obszar wypaliłam.
Została czarna murawa, której nie da się już użyźnić, na której już nigdy nic nie wyrośnie.
Myślę, że pora się z tym gdzieś udać, poprosić kogoś o pomoc.
Wreszcie pokornie schylić głowę. Bo już dłużej nie mogę. Nie mam siły wstawać z łóżka, walczyć o swoje, zmieniać swojego życia. Nie mam na to ochoty.
Nie chcę patrzeć na światło. Chcę spać i spać, nawet tysiąc lat.
Zamknęłam się w swoim własnym świecie i nie wiem jak stamtąd wyjść.
I nie muszę tego ukrywać, nie chcę, zbyt długo okłamywałam samą siebie, że jestem samowystarczalna, że dam sobie radę bez niczyjej pomocy, że niby jestem taka silna.
po prostu... nadszedł dzień kiedy wszystko co złe... połamało mnie.
...
Wreszcie praca. Nawet tu non stop jakieś problemy. Nie umiem tego uporządkować. Muszę zbyt wiele na raz pozmieniać w swoim życiu. Nie wiem za co powinnam się najpierw zabrać. Ale jeśli nie zrobię dużego kroku na przód... zniknę. Rozpłynę się w niebycie i stanę się jak warzywo.
...P a s j a ?
Rozwijam się dalej.
Staram się być silna i robić coś, nawet przez siłę.
Dlatego właśnie pojawiłam się z aparatem na maratonie warszawskim i zrobiłam tam zdjęcia.
Miałam śmieszną kamizelkę dla mediów i wejściówkę VIP.
Skorzystałam.
To była kolejna szansa.
Kocham to.
Nawet jeśli nie mam siły.
Jestem z siebie dumna.
Przełamałam się, wyszłam z domu i zrobiłam to.
Fotografowałam, opublikowałam i zrobiłam kolejny krok do przodu.
...
Nie jest za późno na zmiany. Potrzebuję jedynie mentora.



napisałam fajny komentarz i mi go zjadło :(
OdpowiedzUsuńa co mi napisałaś? :)
UsuńMoże ja kiedyś także załapię taką wejściówkę VIP :)
OdpowiedzUsuńprzecież wystarczy chcieć :)
OdpowiedzUsuń