witam ponownie.
szarość... szrość...szarość no i szrość...
pogoda mnie przytłacza ... jakoś nie potrafię spalić za sobą mostów...i smutek przechodzi po nich do mojego serca... ono zawsze było otwarte...i dla pustki...
<<nienawidzę...kiedy zawsze mówisz tak...
nienawidzę twoich mokrych o mnie snów...
nienawidzę...kiedy mówisz, że mnie znasz...
nienawidzę...nienawidzę cię...>>
pogoda mnie przytłacza ... jakoś nie potrafię spalić za sobą mostów...i smutek przechodzi po nich do mojego serca... ono zawsze było otwarte...i dla pustki...
<<nienawidzę...kiedy zawsze mówisz tak...
nienawidzę twoich mokrych o mnie snów...
nienawidzę...kiedy mówisz, że mnie znasz...
nienawidzę...nienawidzę cię...>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz