Kolejny dzień w totalnej rozsypce. Od rana.
Najpierw afera z mamą. Później uczucie żalu. Kilka bolesnych, nieprawdziwych słów. Chyba wylewam frustrację.To tylko moja wina.
Poranny długi spacer w tym okropnym zimnie. Chwilowe przebudzenie. Powrót do domu i wreszcie trochę snu.
Mama okryła mnie kocem, głaskała po głowie, a jak się obudziłam podała gorącą herbatę. Znów uczucie żalu i niechęci do samej siebie.I te kilka przyjemnych chwil jak za czasów dzieciństwa.
Zaraz potem długi spacer i kawa daleko od domu. Rozmowa z Katt i Sergiejem.
Trochę otuchy, że to wszystko jakoś się poukłada.
I długi męczący powrot do domu.Potrzebowałam tych kilometrów żeby pozbyć się stresu.
Już trzy dni spaceruję w tym zimnie. Nie czułam dziś rąk, nóg, policzków. Wszystko zamarzło.
Miły akcent - rozmowa z Yaqenem. Nie mogę się doczekać kiedy przyleci do Polski. Podoba mi się to, że wreszcie zaczął planować to na poważne. Czas najwyższy. Będzie już za rok!
...
I kolejny cudowny moment - pogodzenie się z Magdą.
To mi poprawiło humor. Bardzo mi na tym zależało. Na niej. Zależało mi na Magdzie.
Bałam się, że już ją straciłam. Chociaż wszystko wisi i tak na włosku.
Jeszcze nie wszystko zostało powiedziane. Z tym też przyjdzie mi się zmierzyć. Prawdopodobnie.
Nadzieja, że nie wszystko źle się skończy.
Zaplanowany cały weekend na wspólną naukę. Muszę wziąć się w garść. A jutro zmierzę się z lękiem.
I nawet jeśli będzie źle, to zawsze przecież można próbować dalej. Muszę to zrobić. Wbrew samej sobie.Ale przynajmniej udowodnię, że mam siłę do walki.
Jeszcze tylko 281 dni do wylotu do Chin.
Nie mogę tego stracić To furtka do najpiękniejszego ogrodu mojego życia.
67 dni do sesji. Let's play.
...
Tęskniłam, wiesz? Czułam jeszcze, jak kruszy się moja siła.
Enjoy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz