Nie da się opisać co się przed chwilą wydarzyło. Nie wiem nawet czy jakiekolwiek słowa oddałyby połowę tego, co czułam. Co czuję nadal, bo złość, szok i rozrywający mnie smutek ani na chwilę mnie nie opuszcza.
Kłótnie w moim domu zawsze zaczynają się od gówna. Nie zdarzyło się chyba, by poszło o coś naprawdę ważnego.
Szkoda tylko, że później musimy mówić o wzajemnym braku szacunku do siebie, o tym kto kogo bardziej zranił , albo kto komu bardziej zniszczył życie.
Zawsze słyszę: wypierdalaj. Już tym rzygam. Pragnę znaleźć miejsce , które będzie dla mnie domem. Miejsce, z którego nikt nigdy mnie nie wyrzuci. Bo ja już naprawdę nie mam siły. Czuję się przeganiana z kąta w kąt jak pies. Czy naprawdę tak mało znaczę?
Jest tak wiele rzeczy, które się posypały w moim życiu, wiele z nich zjebałam sama, ale jest też część, za którą nie mogę brać odpowiedzialności, a która wywarła na mnie ogromny wpływ. I co ja mam z tym zrobić?
Staram się. Ja wiem, jestem nerwowa. Tak strasznie dużo we mnie złości. Ale nie umiem nad tym panować, nie potrafię. Budzi się we mnie furia, która wychodzi na zewnątrz zanim zdążę zrobić z nią porządek.
Czasem ranię tym ludzi , ale przychodzą chwile, kiedy jestem zbyt mało winna by później słyszeć tak okrutne słowa.
Jestem aż tak zła ? Zła do szpiku kości? Zrujnowałam mamie całe życie? To przeze mnie nie może być szczęśliwa?
Nic ze mnie nie ma? Jestem ciężarem?
Ile ludzki umysł i serce jest w stanie wytrzymać takich uderzeń? Bo czuję, że moja psychika siada. Czuję się wrakiem człowieka. Jakbym umierała tam w środku, gniła kawałek po kawałku.
Nie mam siły żyć. Nie chcę rano wstawać z łóżka. Gdybym mogła przespałabym cały dzień i całą noc. Nie budziła się. Ale nawet w nocy nawiedzają mnie koszmary.
Nie mam już siły walczyć. Nie chcę.
Czuję się tak bardzo samotna, tak bardzo zniszczona.
Kłótnie w moim domu zawsze zaczynają się od gówna. Nie zdarzyło się chyba, by poszło o coś naprawdę ważnego.
Szkoda tylko, że później musimy mówić o wzajemnym braku szacunku do siebie, o tym kto kogo bardziej zranił , albo kto komu bardziej zniszczył życie.
Zawsze słyszę: wypierdalaj. Już tym rzygam. Pragnę znaleźć miejsce , które będzie dla mnie domem. Miejsce, z którego nikt nigdy mnie nie wyrzuci. Bo ja już naprawdę nie mam siły. Czuję się przeganiana z kąta w kąt jak pies. Czy naprawdę tak mało znaczę?
Jest tak wiele rzeczy, które się posypały w moim życiu, wiele z nich zjebałam sama, ale jest też część, za którą nie mogę brać odpowiedzialności, a która wywarła na mnie ogromny wpływ. I co ja mam z tym zrobić?
Staram się. Ja wiem, jestem nerwowa. Tak strasznie dużo we mnie złości. Ale nie umiem nad tym panować, nie potrafię. Budzi się we mnie furia, która wychodzi na zewnątrz zanim zdążę zrobić z nią porządek.
Czasem ranię tym ludzi , ale przychodzą chwile, kiedy jestem zbyt mało winna by później słyszeć tak okrutne słowa.
Jestem aż tak zła ? Zła do szpiku kości? Zrujnowałam mamie całe życie? To przeze mnie nie może być szczęśliwa?
Nic ze mnie nie ma? Jestem ciężarem?
Ile ludzki umysł i serce jest w stanie wytrzymać takich uderzeń? Bo czuję, że moja psychika siada. Czuję się wrakiem człowieka. Jakbym umierała tam w środku, gniła kawałek po kawałku.
Nie mam siły żyć. Nie chcę rano wstawać z łóżka. Gdybym mogła przespałabym cały dzień i całą noc. Nie budziła się. Ale nawet w nocy nawiedzają mnie koszmary.
Nie mam już siły walczyć. Nie chcę.
Czuję się tak bardzo samotna, tak bardzo zniszczona.
Wybuchnij.
OdpowiedzUsuńI wykrzycz wszystkim, którzy Cię ranią prosto w twarz to wszystko, co zalega Ci na sercu i na duszy.
Ja tak kiedyś zrobiłam. Wybuchłam tak bardzo, że wylądowałam w szpitalu pod tlenem, bo straciłam oddech. Ale pomogło... i 'wypierdalaj' już nigdy nie usłyszałam...
Trzymam kciuki :*
Wybucham dzień po dniu, mówiąc rzeczy których na spokojne w życiu bym nie powiedziała. Kończy się jeszcze większą ilością jadu wstrzykiwanego w siebie nawzajem i historia sie powtarza. Jedynym wyjściem jest wyprowadzka. Jeszcze tydzień i poczuję ulgę. Będę na swoim.
UsuńDziękuję za wsparcie :*